Nowy blog: http://www.story-th-vampires.blog4u.pl :)
Smutno mi jakoś...Dziś ostatnia nocia...Czuję się jakbym traciła kaweałek mojego zycia...Włożyłam w to co pisałam serce...I jest tak jakby ktoś wydzierał mi je z piersi. Muszę się pocieszyć nowym blogiem :D Adres macie w tytule. Serce mi się kraja bo pisałam aż pół roku...No dobrze, nie każę wam już czekać...
Rozdział LXVII (ostatni)
Obraz się rozmył. Zniknęła Katherina, zniknął Bill. Wszystko zniknęło....
Zerwałam się na swoim łóżku.
"Gdzie ja jestem?!" myślę.
- BILL! - zaczęłam krzyczeć.
- Karina, nie krzycz. Lepiej się pospiesz. - do pokoju wchodzi.....TATA!
- Przecież ty nie żyjesz! - krzyknęłam.
- Co ty bredzisz? Jaki Bill? Coś Ci się przyśniło. Pospiesz się, zaraz wyjeżdżamy. - i wyszedł z pokoju.
Rozejrzałam się po wnętrzu. To mój pokój w Polsce! Zwlokłam się z wyrka i podeszłam do lustra. Znów.....znów mam 15 lat!
- To niemożliwe..... - szepnęłam do siebie.
Spojrzałam pod ścianę....Walizki! Ja.....dziś jadę do Niemiec! Tak!
Zeszłam na dół na śniadanie. Szybko zjadłam, później pakowaliśmy wszystko do samochodu. Było zupełnie jak w moim śnie! Nawet zatrzymywaliśmy się w tych samych miejscach!
"To niemożliwe. Napewno tylko przypadek....." mówiłam do siebie.
Kiedy dojechaliśmy tak jak w śnie zbierało się na burzę. I tak jak w śnie mieszkaliśmy koło domu Kaulitzów! Odrazu rozpoznałam te ciepłe mury. Wiedziałam że już czeka na mnie Bill. Musiał czekać. Ten sen nie mógł być przypadkiem. Ciekawe czy on, tej nocy śnił o mnie?
Weszłam do środka. Rzuciłam kurtkę na jakieś krzesło i uświadomiłam sobie że rzuciłąm ją na to samo krzesło co w śnie. Wszystko było jak w śnie, nawet....Tom! Kiedy kursowałam w tę i spowrotem z pudłami a on odbierał pocztę ze skrzynki. Uśmiechnął się do mnie a ja mimowolnie czułam że się rumienię. Patrzyłam na niego chwilę i weszłam do domu. W pokoju zastałam, tak jak poprzednim razem, masę pudeł. Ponownie rzuciłam się na kanapę. To było instynktowne, poprostu odruchowe, a jednak okazywało się że robię wszystko tak samo. Nie uwierzę póki nie zobaczę Billa.
Wzięłam się za rozpakowywanie pakunków. Masa bluzeczek, sponi, spódniczek, bielizny. Kosmetyki wylądowały na toaletce, płyny do kąpieli w łazience.Według moich przewidywań piesek zaczął się domagać spaceru. Oczywiście zgodnie z wizją nie wzięłam jej na smycz.Włożyłam coś cieplejszego i wyszłam z nią do ogrodu.
Biegała dookoła a ja tylko czekałam aż podejdzie do dzióry w płocie. I.... tak, zrobiła to, przeszła do Kaulitzów!
Schyliłam się do dzióry, tak jak poprzednio. Rany, zaraz pojawi się Tom! Czuję jakbym przepowiadała przyszłość!
- Yyy.....Co ty tam robisz? - zapytał ktoś u góry. Mówił czysto i płynnie po niemiecku. No nareszcie. Tomisław.
- To twój pies? - zapytał po chwili wskazując na Szatkę ganiającą po ich podwórku.
- Tak. - Odpowiedziałam.
- Przy okazji - jestem Tom. - wyciągnął do mnie rękę.
"Wiem" pomyślałam lekko się uśmiechając.
- Miło mi. Ja jestem Karina. - również podałam mu rękę. - Ale przyjaciele mówią mi Kate.
- Rozumiem. - Tom bardzo szarmancko wziął moją dłoń i pocałował ją. Spaliłam cegałę.
- Możesz mi podać Szatkę? - zapytałam go.
- Szatkę? Tak się nazywa ten pies?
- Znaczy, nazywa się Schatzi, ale mówię jej Szatka.
- Rozumiem.
Tom pogonił trochę za Szatą. W końcu ją złapał. Podał mi ją przez płot. I znowu uśmiałam się z tego jak biegał za psem, a szczeniaczek zgrabnie mu uciekał.
- Dzięki. - powiedziałam, po czym wypuściłam Schatzi na swoim już podwórku. - Przepraszam Cię za nią, to jeszcze szczeniak nie wie, co wolno, a czego nie.....
- W porządku.....Może..... - zająkał się. - Może chciałabyś się przejść po mieście?
- Chętnie. - odparłam. - Zaczekaj momęt. Wpuszczę psa do domu i możemy iść.
- I tak byś musiała czekać. Pójdę po mojego brata. Zaczekaj pod furtką ok?
- W porządku.
Szybko wpuściłam psa do domu. Szybko krzyknełam że wychodzę i że nie wiem kiedy wrócę i pobiegłam przed dom bliźniaków. Napis na tabliczce sie zgadzał. "Kaulitz". O rany, ale jestem podekscytowana. Zaraz wyjdzie Bill! Ciekawe czy mnie pozna!
Z domu wyszedł Tom.
- A gdzie....to znaczy....eee.....Już? - już chciałam zapytać gdzie Bill.
- Nie, czekamy jeszcze na mojego brata. - odparł.
- Rozumiem. To może pójdziesz po niego? - zaproponowałam.
- Nie, zaraz powinien wyjść.... - mruknął.
Drzwi się otworzyły ale chłopak w nich strojący rozmawiał z matką.
"Kolor włosów się zgadza....." myślałam a serce waliło mi jak młot.
- Mamo, to ja idę! Nie wiem kiedy będę! Paaa! - krzyknął i odwrócił się.
Mało nie zemdlałam. Bill! O rany, ale zajebiście! On naprawdę istnieje, jest żywy, prawdziwy!
- To mój brat. - szepnął do mnie Tom.
- Acha.... - mruknęłam zapatrzona w Billa jak w obrazek.
Bill zbliżał się coraz bardziej, a mnie coraz bardziej miękły nogi. Podszedł do Toma.
- To jest ta dziewczyna? - zapytał.
- Tak. - odpowiedział Tom patrząc na niego jak na idiotę.
- Ach tak. No dobrze....
Bill zbliżył się do mnie.
- Jestem Bill, miło mi...... - ujął moją dłoń i pocałował ją.
- A ja Kate....
Przypatrzył się mi chwilę i uśmiechnął się.
- Śliczna była ta nasza Katherina. - szepnął po chwili.
Uśmiechnęłam się i rzuciłam mu się w ramiona.........Wiedziałam że świat już nigdy nie będzie taki jak był. Będzie to coś zupełnie innego. To będzie MÓJ ŚWIAT!
KONIEC
~~~
Jak widzicie adres bloga nie był przypadkowy :) Pewnie nie spodziewaliście się takiego zakończenia? Haha, pewnie że nie. No dobrze, więc teraz podziękowania. Dziękuję wam wszystkim, bez wyjątku. Każdemu, kto zostawił chociaż jeden komętarz. Dzięki wam czułam że to jest komuś potrzebne, że nie robię tego tylko dla siebie. Czułam jakbyśmy stanowili swego rodzaju...wspólnotę :) Na drugim blogu jest już prolog, jak jeszcze dojdzie kilka waszych komci napiszę pierwszy odcinek. Jeszcze raz wam dziękuję, za wszystko. Nie mogłam mieć lepszych czytelników. Mam nadzieję że będzie mi dane spotkać się z wami na drugim blogu, oraz jeszcze na kilku następnych....Łzy się cisną do oczu...Ale cóż pozostało powiedzieć? Dozobaczenia :)
Kate 16/02/2007 11:05:17 [
komentarzy 45]
Komentuj
Eh....Walentynki....
Kolejne spędzone samotnie. Jest ktoś...A raczej kilka osób z którymi chciałabym je spędzić. Ale raczej nie wyjdzie bo oni nawet nie wiedzą że mi się podobają. No, ale to tylko szczegóły. Smutna wiadomość: następna notka będzie prawdopodobnie ostatnia. Ale obiecuję że od razu będzie nowe opo. A teraz odpowiedzi na wasze pytanka:
Czemu Katherina? - Bo podoba mi się to imię.
Czy będę pisała następne opo? - Tak.
Adres - Będzie w ostatniej noci.
Co do porodu - zaraz się dowiesz

Do poronienia dziecka - na serio jest aż tak tragicznie?
Czemu nie umiesz pisać jak ja? - Nie wiem, może mam magiczne palce?

Czemu realne? - Nie wiem, ale następne będzie całkiem fantastyczne.
Czemu czujesz jakby to było o tobie? - Bo pisze w pierwszej osobie.
Skąd tyle wiem o porodzie? - Ktoś mnie też rodził, wystarczyło zapytać

A w necie też jest tego masa.
No, to chyba wszystko. Teraz notka:
Rozdział LXVI
Siedziałam spokojnie na kanapie i oglądałam TV. Miałam lekkie skurcze, ale przecież termin dopiero za tydzień. Każdy skurcz zdawał się silniejszy od poprzedniego. Wstałam i zaczęłam chodzić po domu. Nic nie przeszło. Cholera, to zawsze pomagało.....
- BILL! - wydarłam się na cały dom.
- Co? - zapytał Bill schodząc ze schodów.
- Chyba rodzę....... - jęknęłam.
- Co?! O rany, będę tatą! - krzyknął.
- Tak, tak........Aaaa..... - jęknęłam z bólu po kolejnym skórczu.
Bill złapał kluczyki do samochodu a ja ledwo co się do niego dowlekłam. Skupiłam się na oddychaniu. Muszę oddychać. Po około 20 minutach dojechaliśmy do tego zasranego szpitala. Lekarz bez gadania wziął mnie na porodówkę. Podobno to nie był poród. Łożysko się odklejało. Dziecko mogło umrzeć.
- Dostanie pani teraz zastrzyk, po którym przyjdą trzy bóle. Jeśli przejdzie trzeci to znaczy że zaczyna pani rodzić. - powiedział lekarz wbijając mi igłę w przedramię.
- Panie doktorze, która z tych pań najszybciej urodzi? - zapytał Bill rozglądając się po sali w której leżały jęczące lub rodzące juz kobiety.
Ja leżałam spobie spokojnie, skórcze powoli mijały.
- Pana żona. - odpowiedział z uśmiechem lekarz.
Billowi szczena opadła a ja zaczęłam się drzeć. Przyszedł pierwszy ból. I to potężny.
- Już, spokojnie kochana.... - uspokoił mnie lekarz.
Bill złapał mnie za rękę.
- Jestem z Tobą......Nic Ci nie będzie....Ja wiem że to boli.... - mówił cicho.
- Ja Cię........zabiję.......Kaulitz...... - jęknęłam.
- Za co? - zapytał.
- Za......to....dziecko..... - mruczałam przez zaciśnięte zęby.
Ból powoli odchodził. Odetchnęłam z ulgą, jednak po około minucie pojawił się drugi.
- O Boże, ja tu umrę.....
- Spokojnie....Nic Ci nie będzie...Urodzisz mi zdrową córeczkę..... - Bill mocniej ścisnął moją dłoń.
- Nie......Nie dam....rady.... - łzy mimowolnie cisnęły mi się do oczu.
- Już, nie płacz.....Będzie dobrze.....
Wrócił lekarz który uprzednio gdzieś wyszedł.
- Który ból? - zapytał.
- Przeszedł drugi.... - mruknęłam ciężko oddychając.
- No, to czekamy na trzeci i rodzimy. - oświadczył zadowolony.
No i nadszedł trzeci ból. Najgorszy. Miałam ochotę wyć, ale co by sobie pomyślały te kobiety obok? Które dopiero zaczynały rodzić? I miały ledwie skórcze? Po kilku minutach ból przeszedł.
- Dobrze.... - słyszałam jakby w oddali głos lekarza.
Lerzałam pół przytomna na tym stole. Nic nie czułam. Tylko wielki, przeszywający ból. Z każdą minutą czułam się bardziej "trzeźwa", ale ciężko było. Słyszałam tylko głos Billa i lekarza. Krzyki rodzących obok kobiet nie dochodziły do mnie. Wiedziałam tylko że lekarz każe mi przeć z całej siły. Po kilkunastu minutach usłyszałam krzyk:
- Tak, widać główkę!
Bill lekko wychylił się żeby zobaczyć głowę swojej córki. Po chwili uścisk się rozluźnił, a parę sekund później słychać było wielkie ŁUBUDU! i Bill leżał na podłodze. Zemdlał.
- No.....pięknie....... - jęknęłam.
Billa gdzieś zbrali a ja byłam skazana na samotny poród. Po około godzinie bóle ustały. Usłyszałam wrzask. Złość ustąpiła. Ból ustąpił. Zastąpiła je radość i swego rodzaju duma. Pielęgniarka podała mi małe zawiniątko. Płakało. Kath krzywiła buźkę, ale i tak wiedziałam że jest piękna. Przewieźli mnie na salę. Po chwili wkroczył Bill.
- O matko..... - mruknął siadając na krześle przy łóżku.
- A idź mi mięczaku..... - zaśmiałam się.
- Ej! Większość facetów mdleje przy porodzie!
- Wiem. Patrz, jaka ona śliczna..... - podałam mu zawiniątko.
- Ja to się boję że upuszczę. Lepiej ty trzymaj. - mruknął.
- No nie bój się, weź ją, ale dobrze trzymaj.
Bill niezdarnie wziął odemnie maleństwo.
- O rany.....Śliczna.....To ty! - krzyknął zdzwiony.
- Oj tam, zobaczymy jakie ma oczy. - zaczęłam się śmiać.
- A co? Jak?
- Ty niekumaty głupku! Musi otworzyć! Przecież nie podniesiesz jej siłą powiek!
- No tak, tak...... - zmieszał się.
Bill spędził ze mną noc w szpitalu. Rodziłam w piątek, w niedzielę wypisali mnie do domu. Naszemu wejściu towarzyszył ogólny rozgardiasz. Wszyscy coś krzyczeli, maluch Klaudi i Toma gaworzył jeszcze po swojemu, a ja chciałam uciec. Uciec razem z Kathie, gdzieś gdzie nie było tych wrzasków. Płakała mi na rękach. Ale nikt tego nie słyszał bo każdy chciał ją zobaczyć, dotknąć. Zdenerwowana odepchnęłam wszystkich i weszłam na górę. Chciałam się wyspać. Nareszcie pożądnie się wyspać, bez brzucha. Położyłam małą koło mnie i powioli zaczęłam zasypiać.
Kiedy się obudziłam stał nademną Bill.
- Chcesz obiad? - zapytał szeptem zauważając że Katherina ciągle śpi.
- Tak, poproszę.... - przetarłam oczy dłonią.
Po chwili weszła babcia Simnone z tacą z jedzeniem. Postawiła mi ją na kolanach.
- Dziękuję pani. - powiedziałam uśmiechając się.
- Kate, proszę Cię. Jesteś żoną mojego syna i matką mojej wnuczki. Mów mi mamo. - odwzajemniła uśmiech.
- Dobrze mamo. Wnuczka leży tam. - wskazałam na drugą stronę łóżka ale....Kathie nie było. - Boże, zabrali mi dziecko!
- Spokojnie..... - Bill wyłonił się zza zasłony. - Pokazywałem jej świat.
- Ja Ci zaraz pokażę świat! - wnerwiłam się.
- Spokojnie kotku..... - Bill podał dziecko Simonie.
Zaczęłam jeść obiad. Robota Tomisława, dało się wyczuć. Pyszne.
- Dobre? - zapytał Bill.
- Takiego jedzenia mi brakowało....w szpitalu nie umieją karmić.
Bill zaśmiał się cicho a Kathie zaczeła płakać.
- Pewnie chce jeść.... - orzekła Simone podajac mi dziecko.
Pokazała mi jak powinnam prawidłowo przystawić Kath do piersi. W końcu wykarmiła dwóch synów :)
- Są wieelkie.... - mruknął Bill.
- Co jest wielkie? - zapytałam.
- Twoje piersi....Dlaczego?
- Bo karmię piersią. Będzie tak dopóki będę karmiła piersią.
- To karm już zawsze.
- Zboczeniec.
- Ej no co?!
Smione tylko przyglądała się tej wymianie zdań. Widząc że zaraz może dojść do ostrzejszej wymiany poglądów zabrała Kath i wyszła.
~~~
Tyle. 20 komów i jest new notka. Koffam was za to. Buziaki :*
Kate 14/02/2007 12:17:17 [
komentarzy 20]
Komentuj
Hejcia!
No to powoooli zbliżamy się do końca. Dziś pamiętnik z dalszej części ciąży Kate. Nocia może i krótka, ale zawsze. Wiem że wczoraj było już 20 komów, ale zaczęłam się bawić GIMP'em i innymi tego typu programikami i już się tak bawiłam :) No ale w końcu mam ferie, więc czas na notkę sie znalazł :P
Rozdział LXV
Miesiąc trzeci
Właśnie wróciliśmy z Karaibów. Było zajebiście! Wreszcie wzięliśmy ślub. To był cudowny wieczór, mimo tego jak się zaczął. Czuję się strasznie zmęczona i ociężała. Podobno to normalne w trzecim miesiącu. Tak mówiła mi Klaudia. Ona chodziła na tą całą szkołę rodzenia, ale ja się nie wybieram. Wogóle poród to jakiś koszmar. Godzinę na tej sali....Mam nadzieję że to nie będą bliźniaki! W sumie to jesden na osiemdziesiąt porodów, ale skąd wiadomo że to nie ja będę ta osiemdziesiąta?
Bill mówił że chce być przy porodzie. Ja w sumie nie mam nic przeciwko, ale boję się że zemdleje. W końcu to taki troszkę miekki koleś :) Cholera, ale jestem zmęczona. Właściwie cały czas jestem zmęczona. Boli mnie podbrzusze. Czytałam że to przez rozciąganie się macicy, po przecież dzecko rośnie. O rany, zaraz zasnę. Ziewam jak smok. Bill śmieje się że kogoś połknę. On chyba nigdy nie wydorośleje. Chciałabym usłyszeć bicie tego małego serduszka. Musi się dobrze rozwinąć. W końcu w czasie całego życia uderzy około 2,5 miliarda razy! Zaraz po narodzeniu będzie ważyło 20 gramów, a w czasie późniejszem, za jednym uderzeniem przepąpuje ok. 5 litrów krwi. Zaraz.....Skąd ja to wiem?! Może jeszcze nie jest ze mną tak źle....No nic, końćzę, muszę położyć się spać....
Miesiąc czwarty
Już nie wymiotuję. Za to strasznie chce mi się jeść! Praktycznie cały czas. Biegam od salonu do kuchni. Ale przynajmniej nie leżę już cały dzień na kanapie i nie przesypiam połowy dnia. Stałam się bardziej energiczna. I wogóle samopoczucie mi się poprawiło :) No.....czwarty miesiączek minął i.....czuję już ruchy dziecka! Bill biega za mną po całym domu i pyta czy się nie rusza. Jak się rusza to musi poczuć i przykłada rękę do brzucha. Mówię mu że To dopiero minimalne ruchy, że będą większe. Ale ten jak jakiś osioł nie słucha. powoli zaczyna być widać brzuch. Kilka dni temu byliśmy w sklpie kupić dla mnie jakieś luźniejsze ciuszki. Oczywiście nie ma nic. Przyzwyczajona do noszenia mini i topów nie mogłam nic znaleźć. W końcu jednak kilka ciuszków się znalazło. O, idzie Bill z kolacją! Ale jestem głodna.....
Miesiąc piąty
Cholera! Ja prędzej umrę niż donoszę to dziecko! To jakiś koszmar. Znowu chce mi się spać w dzień, a lekarz zalecił żeby jak najbardziej spać. Nie można przebywać w zatłoczonych miejscach, wymagających dłuższego stania! Nie mogę iść nawet do sklepu! Ten cholerny Bill! Na nic mi nie pozwala! Czasami mam ochotę go tak z całej siły kopnąć w dupę. Niestety to też jest mi uniemożliwione! Mam skurcze, szczególnie łydek! Lekarz zalecił podciąganie stóp do góry, co naciąga mięsień. Mimo wszystko to boli! Mam spać 8 godzin na dobę, ale ciekawe jak, bo kiedy się kłądę mam ten cholerny skórcz! Chyba się zabiję......Ja tu umieram a Bill łazi wszędzie z bananem na gębie. Nie, najpierw zabiję jego. Ciągle upiera się przy tym głupim imieniu! Ale to będzie dziewczynka! Ja to wiem, czuję. I już wiem jak ją nazwę, nie potrzebuję jego pomocy. Tom upiera się że to chłopak, podobnie jak Bill. Oni się chyba nigdy nie zmienią. Ciągle dwa te same dzieciaki myślące co by tu jeszcze zbroić. Ale muszę przyznać że Tom zrobił się bardzo odpowiedzialny. Dba o Klaudię, o syna. A, właśnie! Będziemy mieli wesele, wreszcie się żenią! Muszę sobie coś kupić.....Świadkami będą Justyna z Alexem. A co do nich.....To pan Alex się oświadczył. Justyna dostała od niego piękny pierścionek. Oczywiście powiedziała "tak". Ale oni narazie żenić się nie planują, Ooo, czuję zapach obiadu! Dziś gotuje Tom. Czyli ze będzie dobre. Przypominam że Tomisław chce zostać kucharzem jeśli sława mu nie wyjdzie. O, gotowe. Słyszę jak woła na obiad. Lecę!
Miesiąc szósty
O matko ale jestem zmęczona. Piszę ostatkiem sił, jest niedzielny poranek. Prawie zasypiam nad tym notesem, Bill śpi pijany na łóżku. Taaa, właśnie wróciliśmy z wesela Klaudi i Toma. Bill upił się dopiero nad raznem, więc nie mogę powiedzieć że narobił mi wstydu. Haha, jakimś cudem złapałam bukiet. Bill stwierdził że go zdradzam i że się ożenię z nimś innym, i że to dziecko nie jego, tylko tego kogoś. Walnęłam go w łeb za takie spekulacje i obrazu dziecko zaczęło mnie bombardzować po brzuchu, jakby czuło że walę w łeb ojczulka. Oj, wszystko mnie boli. Jedzonko było dobre, a ja ciągle tyle jem więc.....to dobrze! O rany, Bill wstaje! Mam nadzieję ze nic mi nie zrobi. O cholera, chyba rzyga! Po cholerę pił tyle wódki.....Ech, muszę go reanimować.....*chwilkę później* Jestem. Musiałam zmyć w łazience bo zarzygał podłogę. No świetnie, jeszcze maluch mnie kopie. Dbrze że delikatnie. Eh, ja też kłądę się spać. Pewnie pośpimy do 14.00, a później trzeba będzie coś zjeść. Klaudia z Tomem pojechali do hotelu a nam zostawili swoją "pociechę". Tom nie koniecznie uważa że to taka pociecha, bo musi do neigo wstawać w nocy. A jak zapewne wiecie panowie Kaulitzowie mają odwieczny problem z ruszeniem dupy z łóżka. Dobra, idę spać....
Miesiąc siódmy
No i masz Ci w dupę! Mam pierwsze skurcze! Co prawda trwają koło 20 sekund, ale nie jest to przyjemne. Wyglądam okropnie. Mam duuuże brzusio i czuję się gruba. Bill oczywiście mówi że jestem piękna, ale ja się czasem zastanawiam jakim cudem za niego wyszłam. Wykazuje oznaki IDIOTYZMU. Niestety. Chyba coś mu się porobiło przez to dziecko. Mam nadzieję że po porodzie znormalnieje. Chociaż obiecał mi że nie będę rodzić. Konkretnie to było tak: siedziałam sobie w wanie i ryczałam. Miałam dość tej przeklętej ciąży, tego dziecka! Bill jak zwykle wrył tyłek tam gdzie nie musiał i wlazł mi do łazienki. Pytał czemu płaczę. Powiedziałam że chcę być już na zawsze w tej ciąży, że tak jest dobrze, że boję się porodu......Zapytałam czy może mi to załatwić. Powiedział że nie ma sprawy, będę w ciąży ile chcę. Ale tylko żartował.....Niestety. Mam straszne obrzęki kostek. Puchną mi. Na brzuchu i piersiach pojawiły mi się różowe pręgi. To są roztępy skórne, żeby to stwierdzić nie potrzebuję lekarza. Bill zaczyna coś gadać o robieniu zakupów dla malucha. A raczej dla dziewczynki. Nie mówiłam mu, ale byłam na USG. Dziewczynka :D Byłam pewna. No i miałam rację. O rany, jak ona już silnie kopie. Strasznie bolą mnie plecy. A w dodatku skóra brzucha swędzi! To przez naciąganie. Musi się rozciągnąć a później będę miała wały na brzuchu. Kiedy chodzę praktycznie cały czas trzymam się ściany. Tracę równowagę! Podobno to efekt powiększającego się brzuszka. Bill prześladuje mnie z łapami. Ciągle chce sprawdzać czy dziecko się nie rusza! O, idzie znowu....
Miesiąc ósmy
Został mi tylko miesiąc. Mam wieeeelki brzuch. Kupiliśmy małą wyprawkę dla malucha. Kilka ciuszków, pieluchy, wiadomo, podstawowe sprawy. Czuję się strasznie. Skurcze się nasiliły. Słabo sypiam. Ciągłe leżenie na plecach i boku jest męczące i po pewnym czasie niewygodne. Z brodawek mam pierwszy pokarm dla maluszka. Na szczęście nie za często, bo to nie za fajne. Boję się że będe miała problemy z porodem. Moja mama miała, urodziłam się dwa tygodnie za wcześnie. Było zagrożenie dla mojego życia. Bill chodzi za mną wszędzie i pyta czy dobrze się czuję. Chyba się boi że zaczną zaraz rodzić. To tak blisko....Rany, ale się boję!
Miesiąc dziewiąty
Rany, ciągle chce mi się siku! Brzuch mi jakoś opadł. Oddycham już spokojniej. Prawie cały dzień leżę albo śpię. Podobno szyjka macicy zaczyna się rozwierać co znaczy że niedługo będę rodzić. Wybrałam imię - Katherina. W skrócie Kath. Będzie dobrze.......Musi być dobrze.
~~~
Tyle. Następna notka za 20 komów. Ta może troszkę muląca, no ale musiałam napisać jak to wszystko było :)
Kate 12/02/2007 12:37:32 [
komentarzy 28]
Komentuj
Po wszystkim!
Cieszę się jak cholera! Po egzaminie! Łatwe było....Chciałabym dostać maksymalną ilość punktów, no ale kto nie chce? W teatrze było zajebiście. Oczywiście moja klasa nie zrozumiała sensu sztuki. Spektakl był uduchowiony, bardzo..em....filozoficzny no i trudny. Mówił o czasie. O tym jak ludzie tracą czas, jak przecieka przez palce...Nareszcie mam ferie, więc będę miała więcej czasu na te kilka not. Muszę przeczytać książkę do końca ferii. Czasem mam ochotę strzelić sobie w łeb, ale teraz mam coś nowego. Wizjonalizacja. Dośc śmiesznie się nazywa, ale podobno działa. Jeśli codziennie patrzysz na coś czego bardzo pragniesz, w końcu to osiągniesz. Sorry że tak długo nie było noci. Ale musicie mnie zrozumieć, miałam egzaminy...
Rozdział LXIV
Miesiąc drugi
Nareszcie jesteśmy na Karaibach. Podróż statkiem minęła przyjemnie, oprócz kilku nieznacznych incydentów. Pokłóciłam się z Billem o kilka błachostek, ale po 5 minutach się przepraszaliśmy i mówiliśmy że już nam było tęskno. Tom wyraził swoją opinię na nasz temat i stwierdził że jesteśmy, tu cytuję "przesłodzeni do bólu". Ja nie uważam że tak jest, ale nie zaprostestowałam, natomiast Bill skwitował jego wypowiedź słowami, tu też cytuję "zamknij się palancie, dziecko Ci płacze". Skończyło się na masowych przeprosinach i wkurzeniu Klaudi na Toma. Ostatnio.....Oddalili się od siebie. Zawsze zdawało mi się że są dla siebie idealni, że nigdy się nie zmienią i będą razem na zawsze. Cóż.....Czas zmienia ludzi, a ludzie zmieniają się pod wpływem czasu....Czasami zastanawiam się czym jest czas. Mówi się o nim tak normalnie, ale tak naprawdę nie wiemy czym on jest! Jest, ale go nie ma.....To takie skomplikowane!Jesli ktoś by się mnie zapytał czym jest czas, to nie wiem co bym powiedziała.....Pewnie że jest każdą sekundą, minutą i godziną.....Ale to też nie do końca prawda! Och, muszę na chwilę przerwać, Bill wrócił z basenu.....
- Cześć! Co tam skrobiesz? - zapytał Bill na przywitanie.
- Eeeee........nic.......nic! - schowałam zeszyt za siebie.
- Nie chcesz to nie mów.
- Jak myślisz, czym jest czas? - zapytałam.
- No......em......hm.......Ja........eee......muszę pomyśleć. Trudne pytanie. - mruknął zakłopotany.
- Jasne.
Bill wszedł do łazienki zmyć z siebie piasek i chlor z basenu, a ja zaczęłam ponownie pisać.
Na czym to skończyłam? Aaa, tak, czas. Właśnie zapytałam Billa czy wie czym jest czas. Nie wie. Jak każdy facet......Eh, dziś sylwester....Czuję się szarą myszką. To wszystko jest zbyt skomplikowane. Co ja mówię.....Kilka lat temu umysł mi się przegrzewał od myślenia, a teraz nie ma w nim nic. Pustka. Chyba już jestem za stara na tak szybki tok myśli.....
*Wieczorem*
- Kate, pospiesz się! - poganiał mnie Bill.
- Już idę, już! - wyszłam z łazienki.
Bill nic nie powiedział. Było mi przykro, zawsze mówił że wyglądam pięknie.
- Bill ty.....ty mnie jeszcze kochasz? - zapytałam kiedy szliśmy w kierunku ogrodu w którym miała być impreza.
- Oczywiście Kate! Dlaczego miałbym Cię nie kochać?
- Nie wiem......Jakoś tak......dziwnie się zachowujesz.......
- Ja? Nie....
Doszliśmy na imprezę. Czułam się okropnie. Było mi niedobrze, znowu. Chciałam jak najszybciej to znieść, iść do pokoju i mieć spokój. Tłum ludzi kłębił się wokół Billa rozdzielając nas. Westchnęłam i usiadłam przy stoliku. Nałożyłam sobie rybę, ale po kilku kęsach zaczęłam ją dźgać widelcem. Było do dupy. Wszystko było do dupy. "Magiczny wieczór" jak określał tą imprezę Bill nie był magiczny. Wszyscy wokoło bawili się nie zwracając na mnie uwagi. Nawet Tom z Klaudią zostawili synka z opiekunką i bawili się razem. Mieli chwilę dla siebie. Widziałam jak się razem śmieją, jak Tom deliaktnie ją całuje. Jak daje jej całą swoją miłość. Ponownie byli razem szczęśliwi......Bill gdzieś zniknął. Byłam tym wszystkim zmęczona. Znużona atmosferą imprezy, na której najwyraźniej byłam skazana na to krzesło przy stoliku. Miałam dość. Podniosłam się od stolika i nie czekając aż ktoś mnie zatrzyma poszłam do pokoju. Spojrzałam na zegarek. Było za dziesięć dziesiąta. Do północy daleko. Usiadłam na łóżku. Gdyby nie to że noszę w sobie dziecko, napewno wzięłabym coś "na uspokojenie", albo zaczęłabym się ciąć. Z ogrodu dobiegały mnie wesołe wrzaski i muzyka. Wyciągnęłam z szuflady iPoda, którego dostałam od Billa jakiś czas temu. Postanowiłam nie myśleć skąd go mam. Nawet nie wiem gdzie on jest. Może się zabawia z jakąś panienką? Narzeczona w ciąży, a pozatym nikt się nie dowie.......No tak. Ciekawi mnie tylko czy ten pacan wie, że jak się jest w ciąży to MOŻNA uprawiać sex. Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam muzykę. Usłyszałam aksamitny i miękki głos Billa. Natychmiast zmieniłam piosenkę. "You Dont Know" Eminema. Rytm i ton piosenki wyszarpały ze mnie złe emocje. Doprawiłam się "Relaxation" i miałam spokój. Uspokoiłam się wreszcie.
W jednej chwili zrobiło się za dwadzieścia dwunasta. Zaczęły strzelać petardy i fajerwerki. Rok się kończy....Nienawidzę tego....Wspomnienia z cłego roku przelatują mi przed oczami i chce mi się płakać...
Usłyszałam trzask drzwi pokoju. To był Bill.
- Kate! Nareszcie Cię znalazłem! Chodź szybko bo się spóźnimy! - krzyknął.
- A na co? - zapytałam zaciekawiona.
- Zobaczysz. A teraz szybko! - pociagnął mnie za rękę.
- Ale gdzie byłeś?! - zapytałam poirytowana.
- Załatwić parę spraw! Teraz biegiem!
Puściliśmy się biegiem do ogrodu. Bill zatrazymał się przy tarasie widokowym na morze. Gwiazdy pięknie świeciły.
- Kate. Dwa miesiace temu obiecałaś mi że za mnie wyjdziesz. - powiedział Bill.
- No tak. - zgodziłam się.
Wprowadził mnie do altany. Zobaczyłam.......księdza! O mało nie zemdlałam!
- Żartujesz! - krzyknęłam.
- Nie.....
Stanęliśmy przed księdzem. Za nami stali Tom i Klaudia jako świadkowie. Nogi mi się uginały. Co ja wyrabiam?! Przecież nie zwieję, kocham go!
Zaczęła się mowa.
- Zebraliśmy się tu.... - zaczął pieprzyć ksiądz.
W końcu, po kilkunastu minutach tego durnego bredzenia usłyszałam:
- Czy ty Bill, bierzesz sobię za żonę tą oto Karinę? - zapytał ksiądz.
"Karina....."pomyślałam. "Jak dawno nie słyszałam tego imenia...."
- Tak. - odpowiedzał Bill.
- A czy ty Karino bierzesz sobie za męża tego oto Billa? - zapytał tym razem mnie, ksiądz.
- Tak. - mruknęłam.
Znów zaczęło się durne gadanie.
- Teraz niech pan powtarza za mną. - ksiądz zwrócił się do Billa. - Ja Bill....
- Ja Bill - powtórzył Bill.
- Biorę Ciebie Karino za żonę....
- Biorę Ciebie Karino za żonę....
- I ślubuję Ci miłość.......
- I ślubuję Ci miłość.......
- Wierność......
- Wierność........
- I uczciwość małżeńską.
- I uczciwość małżeńską.
- Tak mi dopomóż panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny.
- Tak mi dopomóż panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny.
- I wszyscy święci.
- I wszycy święci.
- A teraz pani. - zwrócił się do mnie. - Ja Karina.....
- Ja Karina......
- Biorę Ciebie Billu za męża.....
- Biorę Ciebie Billu za męża....
Dasza część była taka sama jak Billa. Zbliżała się północ. Po chwili miałam podać Billowi rękę, w celu wymiany obrączkami.
- Karino przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. - odmówił Bill i włożył mi obrączke na palec.
Ujęłam jego dłoń w swoją i zaczęłam mówić drżącym głosem:
- Bill przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. - i nałożyłam mu obrączkę.
Została minuta do północy.
- Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo zostało zawarte. Możesz pocałować pannę młodą.
Nasze usta zwarły się dokładnie wtedy kiedy zegar zaczął wybijać północ. Ksiądz patrzył na nas z zadowoleniem i po chwili się oddalił. My wyszliśmy z altany i przyglądaliśmy się fajerwerkom na tle czarnego nieba. Kilka tańców i już Bill niósł mnie do pokoju, żeby spędzć tam najpiękniejszą noc swojego życia.....
~~~
Tyle na dzisiaj. Starałam się napisać więcej, ale znów boli mnie głowa. Czasami jak wstaję z miejsca robi mi się ciemno przed oczami i kręci mi się w głowie. Okropne uczucie. Następna nocia za 20 komci. Jeśliu nie będzie do poniedziałku, to będzie w środę, bo wygląda na to że pojadę do dziadków...Nie chcę jechać, ale nie będę tu przytaczać dlaczego. To do następnej noci! :*

Kate 9/02/2007 17:20:54 [
komentarzy 24]
Komentuj
Heja!
Wyzdrowiałam. Cholera. Z jednej strony do dupy, z drugiej fajnie. Jutro mam tylko matmę bo idziemy do teatru na jakieś przedstawienie. Nie lubię tetrów, wolę kino. No, ale mówi się trudno. Zapłaciło się, trzeba iść. Jeszcze muszę zaliczyć kartkówkę z niemca....W środę jest ten zjebany egzamin. Kuźwa, obecność obowiązkowa. Nic nie umiem, cholera! Do dupy. No ale jak tu do cholery przejść bez tego dziadostwa? Muszę. Przemogę się. No nic, notka.
Rozdział LXIII
Nadszedł dzień Bożego Narodzenia. Na statku był wydawany bankiet, obowiązywały stroje wieczorowe. Miałam na sobie czarną suknię, a Bill garnitur, przez co wyglądał dość zabawnie.
- Nienawidzę robić takich rzezczy.... - burczał wiążąc niezdarnie krawat.
Podśmiewałam się z niego.
- Co się śmiejesz? A w dupie to mam! - krzyknął i cisnął krawat na łóżko.
- NIe denerwuj się tak, są przecież święta! - uspokoiłam go. - Chodź, pomogę Ci.
Podszedł do mnie a ja zawiązałam mu krawat na szyi.
- Byłbym, głupi nie chcąc za Ciebie wyjść. - powiedział uśmiechając się.
- A niby dlaczego? - zapytałam.
- A kto mi zawiąże krawat? - zapytał oburzony.
- Tylko dlatego za mnie wychodzisz?
- Żartuję, żartuję. To co, gotowa?
- Prawie.... - mruknęłam.
Podeszłam do małego pudełeczka i wyciągnęłam z niego zegarek. Piękny zegarek. Kiedyś należał do mojej mamy. Założyłam go.
- Gotowa. - oznajmiłam z uśmiechem.
- To idziemy. - złapał mnie za rękę i zeszlismy do sali balowej.
Przy stoliku siedzieli już Justyna z Alexem. Klaudi i Toma nie było.
- Cześć. - powiedziałam dosiadając się.
- Hej! Widzieliście może Klaudię i Toma? - zapytała nas Justyna.
- O to samo chciałam zapytać Ciebie. - powiedziałam.
Wtedy na salę weszła Klaudia z Tomem. Podeszli do stolika i usiedli.
- Uf....Sorry że tak późno, ale maluch nam puścił.... - mruknął Tom.
- Puścił? - zdziwił się Bill.
- No....Odbiło mu się i musieliśmy go przebrać. - odpowiedział mu Tom.
- Aaaa, rozumiem......
Na scenie pojawił się jakiś mężczyzna.
- Dzień dobry państwu, witam państwa na kolacji Bożonarodzeniowej! Za chwilę do państwa stolików zostaną podane potrawy. Nazywam się Hans Schmidt i jestem kapitanem statku. "Elizabeth" jest najwspanialszym statkiem jakim kiedykolwiek dowodziłem. Możecie państwo czóć się bezpiecznie, pozostwaiając troski daleko. Ja i moja załoga zajmiemy się wszystkim, pozostawiając państwu możliwość wypoczynku. Życzę udanej zabawy, dziękuję.
Mężczyzna odłożył mikrofon i zszedł ze sceny. Orkiestra zaczęła grać jakąś kolędę. Do stołów zaczęto podawać jedzenie. W końcu i my dostaliśmy kilka tac z jedzeniem do naszego stolika.
- O Boże, zaraz tu usnę..... - mruknął Tom.
- A co robiłeś w nocy? - zapytał Alex.
- Domyśl się. - mruknął Tom i spojrzał z uśmiechem na Klaudię.
- Ach, no tak, mało Ci dzieci! - powiedział poważnie Bill.
- Zamknij ryja..... - burknął Tom.
- Tom! - skarciła do Klaudia.
- Przepraszam skarbie.
Zaczęliśmy jeść. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Czułam się tak, jakbym dopiero ich poznała, jakby te wszystkie lata nie minęły. To był cudny wieczór. Po skońćzonej kolacji wyszłam z Billem przespracerować się po pokładzie. Było już cieplej, w końcu zbiżaliśmy się do obrzeży strefy umiarkowanej, gdzie jest już ciepło. Stanęłam przy balustradzie, Bill za mną i objął mnie delikatnie.
- Kocham Cię Kate...... - szeptał.
- Wiem Bill. Ja Ciebie też.....Och.......Gdybym mogła cofnąć czas....
- A po co? Czy teraz nie jest dobrze? - zapytał.
- Jest ale....hm.....chciałabym znów być nastolatką.....Teraz jestem dorosła.....To jest do dupy.....
- Ale za to możesz robić wszystko. - zaśmiał się.
- Co z tego....Jak miałam 16 lat też mogłam.
- Jak miałaś 16 lat to nie byliśmy razem. Rozstaliśmy się wtedy. - przypomniał mi Bill.
- Mieliśmy o tym nie mówić. - upomniałam go.
- Przepraszam, zapomniałem. - usprawiedliwił się.
- Nie szkodzi. Chodźmy do pokoju. Mimo wszystko, jest jeszcze zimno.
Poszliśmy do pokoju. Zdjęłam suknię i weszłam pod prysznic. Szybko się umyłam, ubrałam piżamę i wyszłam. Później do łazienki wszedł Bill. Niestety wdarłam mu się na posesję kiedy stał nagi pod prysznicem.
- Kate, wporządku? - zapytał.
Nie odowiedziałam tylko pochyliłam się nad toaletą i zwymiotowałam.
- Kate! - Bill wyskoczył spod prysznica i owinął się na biodrach ręcznikiem.
Skońćzyłam wymiotować i podniosłam się słabo.
- Co się stało? Niedobrze Ci? - pytał przerażony.
- Już mi lepiej...... - szeptałam. - Już lepiej.
- Co się stało?
- Nagle zrobiło mi się niedobrze i czułam że będę wymiotować. Przepraszam że tak weszłam. - szepnęłam słabo.
- Wporządku. I tak widziałaś mnie w stroju Adama mnóstwo razy. - zaśmiał się.
- No tak.
- Choroba morska? - zapytał ponownie.
- Nie, pływałąm już statkiem. - wytłumaczyłam.
- Więc co? Zatrucie?
- Dziecko głuptasie. Czuję że muszę zjeść coś słodkiego. - złapałam się za brzuch.
- Przed chwilą zwymiotowałaś. Nie ma mowy. - zakazał mi.
- To co mam zrobić? - zapytałam.
- Czekaj..... - Bill szybko się opłukał, wytarł i wskoczył w czyste bokserki.
- I co? - zapytałam.
- Idziemy.
Bill rozłożył łóżko i kazał mi się położyć. Sam pichcił coś na kuchence.
- Co tam gotujesz? - zapytałam po raz piąty.
- Zobaczysz. - i po raz piąty usłyszałam tą samą odpowiedź.
- Eh......Dostałam propozycję nagrania nowej płyty......Haha, ciekawe.....
- Odpisz że nie możesz.......- Bill zaczął kaszleć - Cholera jasna!
- Co? - zapytałam.
- Jajka mi się przypaliły...... - mruknął.
- Co?! - krzyknęłam.
- Nie moje! Kurze, te na patelni!
- Hahaha, wiem, chciałam tylko z ciebie wyciąnąć co gotujesz. - zaśmiałam się.
- Sprytna jesteś. Ale dowiesz się jak skończę. - i wyrzucił jajka.
Ja odebrałam pocztę, odpisałam do kilku większych firm takich jak np. Universal Music, a później zaczęłam oglądać film w telewizji.
- Bill, pospiesz się! W telewizji leci "Droga bez powrotu"! - krzyknęłam.
- Idę, idę! - wrzeszczał z kuchni.
Po chwili przyszedł i posał mi talerz z makaronem i jajkiem sadzonym.
- Acha, rozumiem. Już zbankrutowaliśmy. - mruknęłam spoglądając na jedzenie.
- Jeszcze nie. Ale zjedz to, nie powinnaś po tym wymiotować.
- Cholera...... - mruknęłam i zaczęłam jeść.
Dobrze że makaron był przyprawiony......I że to nie ja go gotowałam!
- O Boże, oni ją zaraz zabiją! - krzyknęłam spoglądając w telewizor.
- Nie opowiadaj mi filmu! - skarcił mnie Bill.
- Sorry......O nieee, o fuj, fuj! - odwróciłam głowę.
- Kate, to tylko film.... - uspokoił mnie.
- Ale obrzydliwy! O, teraz podpalą.......
- KATE! - wrzasnął.
- Dobra, już nic nie mówię.....
Kiedy film się skończył położyliśmy się spać. Wtulona w Billa powoli zasypiałam.....
~~~
Tyle. Mam nadzieję że wam się podoba. Następna nocia za 20 komci. Troszkę dłuższe niż zwykle, ale to chyba dobrze nie? :P
Kate 4/02/2007 12:23:46 [
komentarzy 26]
Komentuj
Hejcia!
No. Choruję sobie, gardło mnie boli. W domu się zimno jak cholera zrobiło, chociaż nie wiem czemu. Z wyjazdu nici, a przecież mieliśmy jechać do Tunezji. Ale mama kupuje nowe mieszkanie albo nawet dom. No i....dupa że tak powiem. To opo jeszcze trochę pociągnie. Przecież Kate musi urodzić ^^
Rozdział LXII
Simone!
- Kate! - krzyknęła i przytuliła mnie mocno.
- Co pani tutaj robi?! - krzyknęłam zdziwiona.
- Jak to co?! Przyjechałam zobaczyć wnuka!
I weszła bez zaproszenia do domu.
- Tomuś! - krzyknęła widząc Toma.
W związku z głośnymi krzykami, pani Kaulitz obudziłą malucha.
- Mamo! Obudziłaś go! - powiedział oburzony Tom.
- Przepraszam, no przepraszam. Nie płacz kochany, babcia przyjechała!
Maluch jednak nie przestawał płakać, a w międzyczasie pojawił się Bill, co spowodowało kolejną krzykliwą reakcję Simony.
- Billuś, kochanie! - uściskała go i wycałowała.
- Mamo, proszę Cię..... - mruknął.
- Tak dawno Cię nie widziałam a ty mnie odtrącasz!
- Kate, chyba nie jesteś zła o tego króliczka? - zwrócił się do mnie nie zwracając uwagi na wrzaski matki.
- Nie jestem zła. To było zabawne. - zaśmiałam się.
- Bill, mówię do Ciebie. - darła się Simona.
- Mamo, rozmawiam z kobietą, nie powinienem odracać się od niej. To niegrzeczne. - powiedział Bill.
- Eh.... - westchnęła cicho pani Kaulitz.
- Jak się czujesz? Wszystko wporządku z naszym skarbem? - zapytał mnie po chwili Bill.
- Tak, chyba tak. - odpowiedziałam.
- Wasz skarb? - zaciekawiła się matka Billa.
- Tak mamo. Nie powiedziałem Ci, ale ponownie będziesz babcią. - uśmiechnął się do niej Bill.
Simone prawie zemdlała.
- Czy wyście wszyscy kompletnie poszaleli?! Nie macie innych zajęć tylko sobie nawzajem dzieci robić?! - wrzeszczała na nas.
- Mamo, my nie chcieliśmy tego dziecka! Pezerwatywa była przeterminowana! Przecież go nie usuniemy! - bronił malucha Bill.
Simone usiadła w fotelu.
- Kiedy termin? - zapytała mnie.
- 28 lipca..... - szepnęłam.
- Chłopiec czy dziewczynka?
- Tego jeszcze nie określono.
- A imiona?
- Nie zastanawialiśmy się.
- No dobrze.....Zrobię wam dzisiaj obiad, a wy lepiej zacznijcie się pakować. - oświadczyła.
- Mamo, to dopiero za trzy dni..... - mruknął zdziwiony Bill.
- TRZY DNI?! - wrzasnęłam.
- No.....No tak.
- Szybko, idziemy się pakować! - pociągnęłam go za rękę na górę.
*Trzy dni później, port w Kiel*
- Jesteś pewien że to tutaj? - pytałam Billa.
- Na sto procent. - odpowiedział.
- I jesteś pewien że oni mogą płynąć z tym maluchem? - zapytałam wskazując na Klaudię i Toma.
- Tak samo jak ty możesz płynąć będąc w ciąży. Robią to na własną odpowiedzialność.
- Masz chorobę morską?
- Nie. Chyba nie..... - mruknął.
- Chyba nie? - zapytałam podejrzliwie.
- Nie wiem czy mam. Jak samolotem lecę to mi się nic nie dzieje..... - wytłumaczył.
- Acha. Masz bilety?
- Ty miałaś.
- Racja.
Wyjęłam z torebki bilety. Zbliżała się nasza kolej. Podeszłam do babki za ladą.
- Nazwisko? - zapytała.
- Eeeee...... - mruknęłam.
- Rezerwacja jest na mnie. - szepnął mi do ucha Bill.
- Kaulitz. - powiedziałam do kobiety.
- Pan Bill czy pan Tom? - zapytała ponownie.
- Bill.
- Apartament inclusive, pokład B. Skieruje państwa kierownik hotelu bądź obsługa. A teraz zapraszam tam do tych panów, zrobią państwu zdjęcia. - wskazała na dwóch mężczyzn.
- Zdjęcia? A po co? - zapytałam.
- Do karty pokładowej. Działa jak klucz do pokoju, a żeby skorzystać np. z centrum komputerowego, musi ją pani okazać. - wytłumaczyła mi.
Przeszliśmy z Billem do dwóch mężczyzn. Wyjęłam z torebki błyszczyk.
- Bill, idź pierwszy. Muszę jeszcze coś poprawić..... - mruknęłam.
- Nic nie musisz, jestes śliczna. Idź. - ponaglił mnie.
- Czekaj, czekaj..... - mruknęłam i wcisnęłam mu torebkę w rękę.
- Po co mi to dajesz? - zapytał.
- Z torebką nie pójdę. - spojrzałam na niego jak na debila.
Stanęłam do zdjęcia, uśmiechnęłam się, a facet cyknął fotkę. Odebrałam od Billa torebkę a on stanął do zdjęcia. Później razem podeszliśmy do recepcji, już na statku. Babka dała nam nasze nowe karty pokładowe.
- Wyszłaś jak modelka! - powiedział Bill spoglądając na moją.
- No, fajnie, rzeczywiście. A ty?
- A ja wyszłem jak małpa.....Jak zawsze. - burknął.
- No pokaż..... - wyrwałam mu kartę i zobaczyłam jego słodki, jak zawsze, dziubasek.
- Niee, wyszłeś słodko! - zaśmiałam się.
- Mnie się nie podoba.
- A ja uważam że całkiem fajnie. - usłyszeliśmy głos z tyłu.
Odwróciłam się i zobaczyłam Klaudię.
- A ty Kate? - zapytała mnie po chwili.
Podałam jej kartę.
- Super! - krzyknęła.
Chwile później pojawili się Alex, Justyna no i Tom. Malucha Klaudia trzymała na rękach.
- W komplecie? - zapytał Bill.
- Tak, chyba tak. - odparł mu Alex.
- No to idziemy do pokoi. - zarządziłam i chwyciłam swoją walizkę.
- Zostaw to! Nie dźwigaj! - krzyknął Bill.
- Boże! Ja prędzej dostanę przez ciebie zawału!
- Dawaj. - zabrał mi walizkę.
- Nooo, to teraz chyba poniesiesz to wszystko w zębach. - burknęłam. - Daj najlżejszą.
- Eh..... - Bill podał mi walizkę.
- A teraz idziemy. - wydał komędę Tom. - Tam jest winda.
Wsiedliśmy do windy i wjechaliśmy na pokład B. Był bardzo ładny, wyglądało na to że był to pokład dla "tych bogatszych".
- O rany..... - mruknęła Klaudia.
- Zaraz mi powie że jestem porąbany. - szepnął do Billa Tom.
- Tom, jesteś porąbany! - wykrzyknęła.
Zaczęłam się śmiać. Widać jak dobrze się znają. Po chwili wszyscy się rozeszli w poszukiwaniu swoich pokoi. Mój i Billa znalazłam ja. Otworzyłam drzwi kartą i weszłam do środka. Ciepłe i jasne pomieszczenie. Własna łazienka. Pokój był duży i miał jedno, wielkie łoże małżeńskie.
- Bill to jest...... - zaczęłam.
- Piękne? Wiem Kate. Ale warto.......Zobaczysz, będzie pięknie.....
~~~
No. Kolejny rozdzialik dodany. Następny za 20 komów. Dzięki wam kochani za te komcie, wiem przynajmniej że nie piszę dla siebie :)
Kate 1/02/2007 12:09:38 [
komentarzy 22]
Komentuj
Hejka :)
No więc mam teraz dużo czasu na notki bo jestem chora i nie chodzę do szkoły :) Idę dopiero w poniedziałek. No i się nie nudzę bo jest masa fajnych rzeczy do zrobienia! Oglądam sobie filmy, siedzę na gg, łażę po necie, słucham muzy....Ale jutro jest szkolna dyska, no a ja nie idę. W sumie to tam i tak nic nie ma :) Napisałam już pierwsze rodzdziały drugiego opa. Według tego co teraz sobie postanowiłam tu będzie jeszcze troszkę pisania :)
Rozdział LXI
Oczywiście odrazu zawaliła mnie masa wiadomości z jakimiś zasranymi łańcuszkami. Kiedy wreszcie to wszystko pozamykałam zawaliła mnie kolejna masa typu: "Hej Kate, dawno Cię nie było na gg, jak leci, o co chodzi w opisie?" Odpisałam Marcie:
Ja: Hej.
Marta: Co u Ciebie?
Ja: Dobrze. Z Billem mi się układa i jest cudnie.
Marta: To dobrze :)
Ja: Wiem. Zamierzamy się pobrać....
Marta: No to gratuluję pani Kaulitz:P
Ja: Jeszcze nie Kaulitz głuptasie.
Marta: Racja. Hahaha. A o co chodzi w opisie?
Ja: No o to że bije we mnie drugie serce.
Marta: Wszczepiłaś sobie? xD
Ja: Nie!
Marta: To co?
Ja: Jestem w ciąży!
Marta: Gratuluję mamusiu!
Ja: Nie jestem Twoją mamą!
Marta: Ale tego dziecka tak. A tatą kto?
Ja: A jak myślisz?
Marta: Tom
Ja: Głupiaś. Pewnie że Bill!
Gadałam z nią dłuższą chwilę ale do pokoju wszeł Bill.
- Kotku, obiad. - powiedział.
- Już, tylko odpiszę Marcie. - uśmiechnęłam się.
- Dobrze. Czekamy na dole. - i wyszedł.
Napisałam że muszę zmykać bo mamy teraz obiad, pożegnałam się, wyłączyłam laptopa i zesżłam na dół.
- Jesteś! Dzisiaj my gotowaliśmy. - pochwalił się Bill.
- Wiem, wiem.... - niepewnie usiadłam do stołu.
- Ja nie wiem czy to zjem..... - szepnęła do mnie Klaudia.
- No, boję się. Cholera wie co oni tam wrzucili, a faceci nie umieją gotować! - rzuciłam cicho.
- Drogie panie. - oświadczył podniośle Bill. - Oto i wasz obiad.
- Jeśli mam się zadławić to Boże przebacz mi wszystkie grzechy. - zacisnęłam pięści pod stołem.
Tom położył na stole kurczaka, najwyraźniej faszerowanego. Alex przyniósł ziemniaki i sałatkę. Na deser były ciastka.
- No to..... - mruknęłam i wzięłam sobie nóżkę kurczaka, trochę ziemniaków i sałatki.
- No, spróbuj..... - szepnęła Justyna.
- Dobra, będę kozłem ofiarnym. - mruknęłam i wzięłam do ust kawałek mięsa.
- I co? - zapytała Klaudia.
- Dobre. - odpowiedziałam przełykając.
Obie nałożyły sobie kurczaka, ziemniaki i sałatkę.
- Sałatka kupna. - uspokoił nas Tom.
- To dobrze. - odetchnęła Klaudia.
- Wątpisz we mnie? - zapytał Tom.
- Niee, ale cholera wie co byś tam wrzucił.
Zaczęłyśmy jeść. W pewnym momęcie Justyna krzyknęła:
- Ziemniaki są twarde!
Spróbowałam.
- Rzeczywiście!
- Robota Alexa. - mruknął Bill.
- No co? Nie umiem gotować! - krzyknął Alex.
- Spokojnie..... - uspokoiłam go.
Chłopcy w końću też zaczęli jeść. My skończyłyśmy i wzięłyśmy się za ciasto przypominające sernik. Było całkiem dobre.
- To teraz oceńcie co było najlepsze. - powiedział Bill.
- Mnie chyba najbardziej smakował kurczak..... - mruknęłam rozglądając się po stole.
- Mnie ciastko. Mam pociąg do słodyczy. - uśmiechnęłą się Klaudia.
- Tak, ciastko było dobre, ale najlepsze były ziemniaczki mojego misia. - Justyna wstała i pocałowała Alexa w czoło.
- Oj, dziękuję słonko.
- No więc tak. Kurczak był Billa, ciastko moje. - zaśmiał się Tom.
- Widać że ciasto Twoje. - powiedziała Klaudia śmiejąc się. - Masz mąkę we włosach.
- Oż cholera..... - mruknął Tom.
- Dobre było wiesz? - zaszłam Billa od tyłu i uwiesiłam mu się na ramionach.
- Tak podejrzewam. - mruknął.
- Ej, co jest? - zaptałam.
- Nic.
Zauważając że Bill nie jest w humorze puściłam go i weszłam spowrotem na górę. Położyłam się na łóżku. Pogrążona w rozmyślaniu zasnęłam.
Obudził mnie trzask drzwi. To Bill.
- Ojć, nie wiedziałem że śpisz. - muknął.
- Spałam. Ale mnie obudziłeś....
- Przepraszam że tak na Ciebie naskoczyłem. Nie powinienem. - podszedł do mnie i lekko mnie przytulił.
- Wiem, też mam czasem takie uskoki w nastroju. - zaśmiałam się.
- Chyba się nie obrazisz jeśli powiem że troszkę przesunę w czasie nasz ślub? - zapytał kiedy już mnie puścił.
- Nie. Spokojnie, powinnam urodzić w lipcu.
- Bo widzisz, postanowiliśmy że święta spędzimy na statku a sylwestra na Karaibach.....
- Jedziemy na Karaiby?! - ucieszyłam się.
- Tak. Na święta. - uśmiechnął się.
- Pogięło Cię?! To masa...... - nie dokończyłam do mi przerwał.
- Pieniędzy? Kate, mamy dużo pieniędzy. - zaśmiał się.
- Wiem.
- Więc ciesz się, a nie myśl o pieniądzach. Na statku mamy być o 13.00 w przeddzień Wigili. Ale wyjedziemy wcześniej bo przecież musimy dotrzeć nad morze.
- No tak.
- Ja się idę umyć a ty sobie śpij. Już wieczór.
- Przespałam cały dzień?!
- Tak.
- Cholera.....No trudno....
Bill poszeł się umyć a ja siedziałam na łóżku. Kiedy tylko się położył odrazu zasnął, a ja spędziłam bezsenną noc.
Następnego dnia wstałam najwcześniej. Ubrałam się, zeszłam na dół i wzięłam się za śniadanie. Po kilku chwilach, Michał, syn Klaudi i Toma zaczął płakać.
- Cholerny dzieciak! - usłyszałam krzyk Toma.
Po chwili jednak wszedł dom kuchni z maluchem na ręku.
- O, Kate! Co tak wcześnie? - zapytał zauważając mnie.
- Ja.....wczoraj dużo spałam i nie spałam w nocy....Bill śpi na górze.... - mruknęłam smarując kanapkę masłem.
- Robisz śniadanie?
- Nie widać?
- No tak.
Wtedy do kuchni weszła Klaudia.
- No tak! To sobie gadasz a mały ryczy! Powiedziałam "przewiń go", a nie "nakarm go"! - krzyknęła na Toma.
- A, to ja lecę do łazienki! - i wyszedł.
- Boże, co za niezdara..... - mruknęła Klaudia.
- No tak. Mam nadzieję że mój Bill nie będzie taki.... - pokręciłam głową.
- Jaki? - usłyszałam głos za sobą.
Bill najwyraźniej się obudził i zszeł na dół.
- Taki jak Tom. - zaśmiałam się.
- Jak Tom?! Żartujesz. Ale miło że zrobiłaś śniadanie. - i wziął kanapkę z talerza.
- Ej, jeszcze nie skończyłam!
- Ale jestem głodny. No nie złość się mój.... - nie dokończył.
Ktoś włączył wieżę. Chyba Alex. W radiu leciało "Playboy Bunny" Olindy.
- Mój króliczku Playboya. - dokończył Bill.
- Zboczeniec. - burknęłam.
- Hahaha, dlaczego nie chcesz być króliczkiem?
- A czy ja mówię że nie....
Nie dokończyłam bo zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach zobaczyłam.....
~~~
Kogo zobaczyłam to już w następnej noci, a ta jest troszkę dłuższa, bo czasu mam więcej :) No więc cena promocyjna! 15 komów i jest nowa nocia!
Kate 30/01/2007 13:38:15 [
komentarzy 19]
Komentuj
Heya koffani :)
No więc pada sobie śnieżek :) To super :) Kiedy jest za długo to masz go dość, a kiedy pojawia się po prawie roku, cieszysz się z niego i uświadamiasz sobie jak bardzo chciałaś go znów zobaczyć. W czwartek ulepiłam z Olką na klatce zboczonego bałwanka xD Znosiliśmy śnieg z dworu i lepiłyśmy bałwana na klatce. Oczywiście miał wszysko o trzeba. Oczy, ręce, guziki i...męskie gabaryty xD Super było :) Muszę się dość duż teraz uczyć. Niestety. Więc trudno mi będzie napisać notę w najbliższym czasie, ale obiecuję że jak znajdę chociaż 5 minutek, to cos skrobnę :)
Rozdział LX
To był Alex.
- Po coś tu przylazł? - zapytałam zniechęcona.
- Spokojnie....To prawda? - zaptał.
- Co? - mruknęłam.
- No to dziecko.
- Prawda. Czysta prawda.
- Acha. Fajnie. - jakoś posmutniał.
- Słuchaj Alex, masz Justynę, idź do niej i nie zawracaj mi głowy, ok?
W końcu natręt wyszedł z pokoju. Za to przylazł następny. Bill.
- Boże, za jakie grzechy....... - mruknęłam.
- A co? Ja mogę wyjść jak coś. - powiedział Bill nieco zdziwiony.
- Nie, zostań. Jak już przyszełeś to zostań.
Bill został ze mną do wieczora. Czytaliśmy pamietnik, śmialiśmy się. Później kiedy zasnęłam w fotelu przeniósł mnie na łóżko.
Obudziłam się następnego dnia i odrazu zauważyłąm Billa śpiącego przy mnie. Wyglądał tak słodziutko.....Kiedy wstawałam z łóżka obudził się.
- Hej, nie opuszczaj mnie....... - usłyszałam za sobą jego zaspany głos.
- Muszę. Pójdę do sklepu a ty śpij.
- Niee, ja pójdę, ty się kłądź, odpoczywaj, będziesz mamą.... - mruczał.
- Za osiem miesięcy głuptasie! Pozatym ty będziesz tatą. - wyrzuciłam mu.
- Też fakt....Hmmm......No dobra, ale nie dźwigaj za dużo. - ziewnął i rzucił się w poduszkę.
- Ehh......Śpij. - uśmiechnęłam się.
- Dobra. - usłyszałam jego stłumiony przez poduszkę głos.
Poszłam pod prysznic i ubrałam się. Zeszłam na dół i spotkałam Klaudię.
- Gdzie idziesz? - zapytała patrząc jak zakładam buty.
- Do sklepu. Chcesz coś? - zapytałam żebyśmy już nie biegali.
- Tak, kup mi mleko ok? Powoli będę zaczynała karmić go z butelki. - uśmiechnęła się.
- Dobra, kupię Ci. - odwzajemniłam uśmiech i zasunęłam kurtkę, po czym wyszłam z domu.
Było dość zimno, a do sklepu miałam kawałek. W końcu jednak doszłam. Było to coś w stylu polskiej "Biedronki", ale jedzenie mieli wporządku xD. Wzięłam Klaudi dwa kartony mleka, sobie dwa słoiki ogórków, dużo czekolady i zeszyt. Oprócz tego wzięłam bułki, coś do chleba i surowego kurczaka na obiad. Zapłaciłam, wyszłam ze sklepu i skierowałam się do domu. Kiedy wróciłam i Bill zobaczył ile mam reklamówek natychmiast mi je zabrał i powiedział zmartwiony:
- Prosiłem Cię żebyś nie nosiła dużo!
- Ale to niedużo! - żachnęłam się.
- Dwa słoiki ogórków i dwa kartony mleka?! 5 czekolad?! - wrzasnął.
- Cicho, cicho. Tak. Mleko dla Klaudi, chce karmić malucha z butelki. - odparłam.
W tej chwili do pokoju wkroczył Tom.
- Masz. - odrazu wcisnęłam mu w ręce mleko.
- Co mi to dajesz? - zaytał zdziwiony.
- Klaudia chciała, chce karmić małego z butelki. - powtórzyłam.
- Achaaaa, no mówiła mi! - krzyknął.
- Nie wiem czemu wy wszyscy wrzeszczycie. Jak już zaniesiesz to do lodówki, to zanieś przy okazji to. - podałam mu ogórki a on skierował się do kuchni.
- Po co Ci dwa słoiki ogórków i 5 czekolad? - zapytał spokojniej Bill.
- Jak się jest w ciąży to się chce ogórków i czekolady. Może mi się przydać. - odparłam.
- Acha. No dobra.
Bill przegrzebał resztę zakupów ale nie zauważył nic dziwnego, więc zabrał się za rozpakowywanie tego co kupiłam. Ja usiadłam przy telewizorze, a po chwili pojawiła się Klaudia z Justyną. Rozmawiały o czymś.
- Kate! I co, kupiłaś mi mleko? - zapytała Klaudia.
- Tak, kupiłam. - odpowiedziałam.
- To dobrze. Wporządku? - zapytała przyglądając się mi.
- A co? - zapytałam.
- Jesteś biała jak kreda..... - powiedziała Justyna.
- Nie, wporządku. Żyję. - uśmiechnęłam się lekko.
Zaczęła się rozmowa.
- Czujesz już coś? - pytała Justyna.
- Nie, to dopiero końcówka pierwszego miesiąca! - zaśmiałam się.
- No ale nic kompletnie? - dopytywała się.
- No....Takie jakby ciepło. Wiem że ono tam jest i to jest fajne. - odparłam.
- Wiem, ale to cudowne uczucie trzymać w ramionach swoje własne dziecko. - uśmiechnęłą się Klaudia.
- Wyobrażam sobie. - rówież się uśmiechnęłam.
- A ja nie wiem czy kiedyś urodzę....- mruknęła Justyna.
- A co? - zapytałam.
- Alex nie chce mieć dzieci. -mruknęła.
- Im póxniej tym lepiej, zaczekaj przynajmniej do 22 lat! To taki chyba najodpowiedzniejszy okres. - powiedziałam.
- No, chyba tak. Chociaż ja miałam 18..... - wstchnęła Klaudia.
- Ja będę miała 19. A poród? - zapytałam.
- Co poród? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- No boli czy nie? - pytałam dalej.
- No trochę. Skurcze bolą, ale sam poród już mniej. To tak jakbyś siedziała na kiblu. - zaśmiałyśmy się wszytskie.
Gadałyśmy chwilę aż do pokoju weszli nasi panowie :)
- Może któraś z pań weźmie się za obiad? - zapytał Alex.
- O, właśnie! - wtórowali mu bliźniacy.
- Oooo, to było chamskie! - krzyknęłam.
- Może chociaż raz wy paniowie zrobicie nam obiad?! - powiedziała Klaudia.
- Właśnie! - zakrzyknęła Justyna.
- Dobra! - krzyknęli wszyscy i skierowali się do kuchni.
- Jak ochoczo! - powiedziałam i wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
Chwilę później weszłam na górę i otworzyłam zeszyt który właśnie kupiłam. Miałam zamiar napisać tam coś w stylu pamiętnika. Zaczęłam pisać.
Miesiąc pierwszy
Powiedziałam Billowi o ciąży. Zrobił sobie jaja i kazał mi usunąć dziecko, ale okazało się że żartował. Na szczęśćie. Chyba bym go zabiła. Cieszy się z tego dziecka. Bardzo o mnie dba. Nawet nie pozwolił mi nosić zakupów! Boję się tego co mnie czeka, ale i się cieszę. Czóję że to będzie dziewczynka. Justyna żali mi się że Alex nie chce mieć dzieci, a Klaudia sprawdza się w roli matki. Tom też nieźle się sprawuje. Dobrze że Bill jest tatą tego maluszka. Wierzę, że będzie go stać na to, żeby dać mu szczęście....
Zamknęłam zaszyt bo nie wpadło mi nic więcej do głowy. Postanowiłam że pod koniec każdego miesiąca będę spisywała to co się wydarzyło. Włączyłam laptopa. Matko, jak ja dawno nie siedziałam na gg. Włączyłam je i ustawiłam napis "Więc teraz serca mam dwa.....Coś cudnego :)".
~~~
Wiem, wiem. Mało. Ile bym nie napisała, wam zawsze jest mało :)Ale grunt że piszę, nie? No. Prace nad nowym opkiem postępują. Za kilka odcinków skończy się to. Niestety. No, ale to i tak nie tak szybciutko! 20 waszych komci, odrobina mojego czasu i jest nowa nocia!
Kate 27/01/2007 16:05:25 [
komentarzy 24]
Komentuj
Heja!
Dzi,ś znów grałyśmy w siatkę. 3 miejsce. To i tak dobrze ale...mogło być lepiej. Nie weszłyśmy do rejonów. Niestety. Pograć to też sobie dużo nie pograłam, bo mam stłuczony nadgarstek prawej ręki...CZasem zastanawiam się dlaczego zawsze mni się takie rzeczy przytrafiają?
Rozdział LIX
- Usuń je. - powiedział.
- COOO?! - krzyknęłam. - Chyba żartujesz.
- Hahaha, wystraszyłem Cię! - zaśmiał się.
- Głupi jesteś.... - fuknęłam.
- Przepraszam. Wystraszyłem Cię. Będę tatą! Jak Tom! - cieszył się.
- No i co z tego? Podnieta? - zapytałam z ironią.
- Mała. - zaśmiał się.
- Ha, ha, ha....... - prychnęłam.
- Kate, żartowałem!
- Naprawdę? - zrobiłam maślane oczka i minę taką jakbym się miała zaraz rozpłakać.
- Tak......- zrobił to samo. - A teraz połóż się kochanie na łóżku.
Położyłam się.
- A teraz się temu przyjżymy. - mruknął kładąc się przy mnie.
- Co robisz? - zapytałam kiedy podwinął mi bluzkę.
- BAdam swoje dziecko. - oświadczył.
Przyłożył mi ucho do brzucha.
- Jest tam kto? - pytał żartobliwie.
- Jest tato. - odpowiedziałam piskliwym głosem.
- Kate! - fuknął na mnie.
- Hej, chciałam się tylko powygłupiać. - mruknęłam.
- Powygłupiasz się później. To chłopak czy dziewczyna? - zapytał.
- A skąd mam wiedzieć? Jeszcze nie da się określić. uśmiechnęłam się.
- A jak damy na imię? - pytał.
- Nie wiem, mamy jeszcze 8 miechów. Daj spokój, Bill. Przecież to kupa czasu!
- Ale ja bym chciał wiedzieć... - bąknął.
- To wymyśl coś. - powiedziałam nadal się podśmiewając.
- Wiem! - zakrzyknął po chwili namysłu Bill.
- No słucham Cię? - zapytałam zaciekawiona.
- Bill Junior I! - krzyknął zadowolony.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Daczego się śmiejesz? - zapytał.
- Nie mogę! A może będziemy mówić "wasza wysokość"? - nadal się śmiałam.
- Jak tam chcesz...
Po chwili przestałam się śmiać.
- Idę coś zjeść. - oświadczyłam podnosząc się z łóżka.
Przeciągnęłam się jeszcze przed Billem, bo przecież niedawno wstałam.
- Co za kształty.... - usłyszałam i poczółam jego łapska na pośladkach.
- Ty mały zboczuchu! - odwróciłam się do niego.
- Ja?! Nieee.... - zaprzeczył.
- Przyznaj się! - zagroziłam mu.
- Przyznam się jak dasz mi buziaka. - zaśmiał się.
- Nie dam Ci. Wyłożysz się na mnie i sam mi usuniesz dziecko, bez żadnych kosztów. - burknęłam.
- W takim razie odstawię Cię do kuchni. Będę uważał. Przecież możesz spaść ze schodów! Muszę Cię asekurować!
- To chodź asekurant. Idziemy.
Zeszliśmy wspólnie na dół, do kuchni. Przy stole siedziała Klaudia i karmiła swojego synka.
- No jedz Michałku, kochanie... - mówiła.
Odchrząknęłam znacząco. Zauważyła nas.
- Och, cześć. Coś się stało?- zapytała.
- Tak. - odparł Bill.
- A co? - zapytała ponownie zaciekawiona.
- Zawołaj wszystkich. -mruknął Bill.
Po chwili wszyscy domownicy zgromadzili sie przy kuchennym stole.
- No więc? Co się stało? - dopytywał się Alex.
W sumie to nie wiem czemu pozwoliłam mu tu mieszkac, no ale jak już mieszkał, to niech mieszka.
Bill objął mnie ramionami.
- Chcemy wam powiedzieć coś bardzo dla nas ważnego. - powiedział oficjalnie z lekkim uśmiechem w głosie.
- Słuchamy. - ponaglił go Tom.
- No więc za dwa tygodnie zamierzamy się pobrać ponieważ bardzo się kochamy. - zaczął Bill.
- No to gratuluję stary! - krzyknął Tom.
- AAaaleee..... - przeciągnął Bill. - To nie jedyny powód.
- No a ten inny powód? - zapytała Justyna.
- Moja Kate jest przy nadzieji.
- Gratulacje! - krzyknęli wszyscy.
- Ty, a co to znaczy przy nadzieji? - zapytał Klaudię Tom.
- To znaczy w ciąży ośle! - krzyknął Alex.
- Aaaa, no to gratulacje. - uśmiechnął się Tom, a wszyscy zaczęli się śmiać.
Po chwili każdy zaczął wracać do wcześniejszych zajęć. Ja zrobiłam sobie kanapki i weszłam na górę, zostawiając Billa z Tomem, ponieważ oglądali mecz w telewizji. Pierwsze co zauważyłam wchodząc do pokoju, to zielona okładka wystajkąca spod mojego łóżka. Położyłam telerz z kanapkami na szafce nocnej, a sama wyciągnęłam notes spod łóżka.
- Mój pamiętnik. - uśmiechnęłam się do siebie. - Myślałąm że go zgubiłam...
Usiadłąm na łóżku i otwierając na byle której stronie zaczęłam czytać.
"Tak bardzo kocham Billa. Ale on mnie nienawidzi. Nie chcę o tym wszystkim myśleć, to okrutne. Dlaczego tak mnie traktuje?!"
Czytałam chwilę aż doszłam do ostatniego wpisu:
"Bill ma inną, Markus mnie zranił, a ja zostałam sama. Mam ochotę się zabić. NIENAWIDZĘ ŻYCIA!".
Wpis się urwał. No tak, wtej chwili rzuciłam pamiętnikiem w scianę a później wkopałam go pod łóżko! Odłożyłam pamiętnik i zaczęłam jeść. Ktoś wszedł do pokoju.
~~~
Kto wszedł to w następnej noci za 20 komów. Mam nadzieję że będą, bo się męczę dla was pisząc nocię, bo ręka mnie boli :P Sorrka że tak mało, ale rączka mi ODPADA. Do następnej noci kochani! :*
Kate 23/01/2007 17:16:55 [
komentarzy 26]
Komentuj
Heja
No więc jest kilka spraw...Już mam pomysł na nowe opo, nawet zakładam bloga. Adres będzie ściśle tajny aż do ostatniej chwili :) Znać go będę tylko zaufane osoby no i ja :) NA tym blogu planuję jeszcze kilka notek. 4,5, góra 6. Opowiadanie poprostu się skoczy a ja zacznę coś nowego. Oczywiście adres wam podam :) A tego nie usunę, żebyście mogli czasem na niego wejść i powspominać jak to było z zapartym tchem oczekiwać na następną nocię :) No więc w nowym opku Kate stanie się kimś bardzo ważnym dla kraju i swojego ojca. Bill będzie kimś zupełnie niezwykłym. Przeniesiemy się w opku o kilkaset lat w przód. Kiedy to na świecie....Ale dobra, więcej nie powiem :) Napewno opko będzie niezwykłe, no i odrazu będzie widać że jet tylko wytworem mojej chorej wyobraźni xD No dobrze. Teraz nota.
Rozdział LVIII
- Alex?! - krzyknęłam.
Bill atrzył na niego jak na coś obrzydliwego.
- Co się tak lampisz? - zapytał do Alex.
- Nie Twoja sprawa. Po coś tu przyjechał? - zapytał wściekły Bill.
- Jestem z moją Justynką. - odpowiedział.
Justyna uśmiechnęła się do niego słodko.
- Oj, kochanie.... - powieziała.
- Kochanie?! - krzyknęłam.
- Kochamy się. Alex to mój chłopak. - odparła.
- Co?! Przecież on sie do mnie przystawiał!
- Alex! Co to ma znaczyć?! - zapytała go Justyna.
- Aaa tam, to było dawno. Kocham Ciebie malutka - cmoknął ją delikatnie w usta.
- Co tu robisz? - zapytał Bill.
- Przyjechaliśmy, pomieszkać. - odparł.
- A co to hotel?! - wnerwił się Bill.
- Nie, ale fajnie jest mieszkać paczką. - rzucił Alex.
- Ty nie jesteś w naszej paczce. - oświadczył Bill.
- Teraz już jestem. - odparł z ironią Alex.
- Nie! - krzyknął Bill.
- Bill sporkojnie, obudzisz dziecko. - upomniałam go.
- Racja. Przepraszam.
- Dziecko? Kate, macie dziecko? - zapytała Justyna.
- Nie, ale Klaudia ma.
- Acha.....
- No dobra, jak już jesteście to ściągać to wszystko i wybierzcie sobie coś na górze.
Zgodzili się, a ja poszłam powiedzieć o wszytskim Klaudi. Ucieszyła się że jest tu Justyna, jednak niepokoiła ją sprawa z Alexem. To było podejrzane...
Później wzięłam się za sprzątanie domu, bo już niezły syf się zrobił. Sprzątałam moją i Billa sypialnię, i akurat wpadł mi w ręce papierek po wczoraj zużytej prezeratywie. Uśmiechnęłam się na wspomnienie nocy. Jednak mój wzrok padł na datę. Datę ważności. 21.11.2006. Spojrzałam jeszcze raz. Niemożliwe! A jednak. Kate, spokojnie. Tak. Wzięłam do ręki swój kalędarzyk i zerknęłam na dzień wczorajszy i dzisiejszy.
"Owulacja" - preczytałam własne, pochyłe pismo.
- No pięknie..... - szepnęłam i usiadłam na łóżku. Później się na nim połoźyłam i złapałam się za brzuch.
- Ciekawe czy tam jest...... - szepnęłam. - Jak ja powiem Billowi.........
Test narazie nic by nie wykazał, więc nie było sensu go kupować. Trzeba czekać miesiąc.......
Postanowiłam że nie powiem nic Billowi póki nie okarze się na 100%. W czasie moich rozmyślań wkroczył do pokoju.
- Co tak leżysz kotek? Brzuch Cię boli? - zapytał widząc że trzymam się za brzuch.
- Co? A nie, trochę. - powiedziałam.
- Posłuchaj kochanie, znalazłem księdza, da nam ślub. Czy chcesz wystawnej ceremoni? - zapytał.
- Nie. NIe musze mieć nawet sukni. Chcę tylko obrączki..... - szeptałam.
- Wporządku? - zapytał.
- Tak. Kiedy to ma być? - pytałam.
- Za półtora miesiąca. - odparł.
"O ile za półtora miesiąca będziesz nadal chciał ze mną być....." pomyślałam smętnie.
- Małe rączki i małe nóżki......O tak..... - szepnęłam do siebie.
- Kate? O czym ty mówisz? - zapytał.
- Tak......do siebie...... - mruknąłam.
- Jesteś w ciąży? - zapytał ze strachem.
Czując ten strach w jego głosie nie mogłam mu powiedzieć. Poprostu nie mogłam.
- Nie. - powiedziałam.
- To dobrze. - burknął i wyszedł.
"On nie chce dziecka.....Nie chce go...." myślałam.
Musiałam zaczekać miesiąc....
***Miesiąc później***
Zrobiłam sobie test. No i oczywiście że wynik pozytywny. Czego innego mogłam się spodziewać?
- A jednak tam jesteś...... - mruknęłam do siebie siadając na brzegu wanny.
Czułam jak serduszko maleńśtwa bije pod moim. Tak małe, a ja już wiedziałam że jest. I już wiedziałam jak bardzo je kocham. Wyszłam z łazienki i położyłam się na łóżku. Bill pojechał na koncert i miał wrócić jutro w południe, mieli spać w jakimś hotelu.
- Będziesz śliczną dziewczynką....Tak.....Będziesz miała piękne, duże czekoladowe oczka.....I długie, ciemny bląd włosy.....Tak....Będę Cię kochała.....Tata też będzie Cię kochał.....Chłopcy bedą za Tobą biegali.....Bedziesz miała najpiękniejsze prezenty.....A pewnego dnia opowiem Ci jak to było ze mną i z Twoim tatą.....A później Twoim dzieciom.....I nigdy nie dam Cię skrzydzić..... - szeptałam.
Pogrążona w myślach zasnęłam.
Kiedy się obudziłam zobaczyłam nad sobą Billa. Patrzył na mnie dziwnie.
- Co? - zapytałam.
- Coś nie tak? Przez cały czas mówiłaś że kochasz kogoś i że nie dasz skrzywdzić....
No tak...Śniło mi się że kiedy Bill się dowiedział kazał mi usunąć dziecko. Wrzeszczałam że je kocham, że go nie skrzywdzę.
- Muszę Ci coś powiedzieć. Ja..... - zaczęłam.
- Tak kochanie? - ponaglił mnie.
- Ja noszę pod sercem Twoje dziecko. Jestem z Tobą w ciąży. - powiedziałam.
Później Bill powiedział coś, co zmroziło krew w moich żyłach.....
~~~
Życie rodzinne KAte powoli się rozwija. Co powiedział Bill, tego dowiecie się w następnej noci za 20 komów. No a zdradzając tami malutki rąbek tajemnicy, napiszę coś związanego z TH i z wampirami...Co wy na to? Większości osób pomysł się podoba, ale czekam co wy mi napiszecie w komętarzach...W końcu nie będę pisała tego dla siebie :)
Kate 21/01/2007 10:23:14 [
komentarzy 33]
Komentuj
Heyah!
Już wczoraj wieczorkiem miałam wam dać notkę, ale net się bardzo mulił i dlatego daję dziś :) Grunt że daję. Tak więc jutro mam kolejną interdyscyplinarkę. Już mam naszykowany stryczek, powieszę się w łazience

Żartuję

Ale nie chcę tam iść....Po co ja przechodziłam do 2 etapu?!

No nic....Noteczka....
Rozdział LVII
- Proszę. - powiedział Bill podając mi dużą torbę, w jakiej się zwykle daje prezenty.
- A z jakiej to okazji? - zapytałam.
- Nie pamiętasz co dzisiaj przypada? - zapytał.
Pokręciłam głową na "nie".
- No, nie, to ja, facet i pamiętam a ty nie?!
- Eeee....Ty jesteś jakimś mutantem...Pamiętasz o wszytkim, nie pijesz, nie grasz godzinami na kompie, nie oglądasz w kółko telewizji i porno....No tak, jedyne co masz takie jak inni faceci to zostawianie swoich rzeczy byle gdzie, no i nie wrzucanie skarpetek do pralki.
- Ale to Ci nie przeszkadza? - zapytał.
- Hahaha, nie. - zaśmiałam się.
- No to dobrze.
- A dowiem się w końu z jakiej to okazji?
- A z takiej, że trzy latka temu, dokładnie tego samego dnia co dziś, zaczęliśmy ze sobą chodzić! - przytulił mnie.
- Jej, to ty takie rzeczy pamiętasz?!
- To najważniejszy dzień mojego życia.....Dotychczas. - uśmiechnął się.
- Wtedy była dokładnie taka sama pogoda jak dziś.....Padało.....
- I było pięknie....
- O tak....No dobra, ty idź do malucha, a ja rozpakuję te torby. - powiedziałam.
- Mam jeszcze dwie, ale nie ałem rady się zabrać. - mruknął i wyszedł do samochodu, po dwie pozostałe torby, a ja wzięłam się za rozpakowywanie tego co już przyniusł.
Weszłam do kuchni i zaczęłam wkładać serki, napoje, wędliny itp. do lodówki.
- No i co Ci dał? - zapytała Klaudia.
- Nie wiem, muszę sobie poradzić z tymi wielkimi torbami..... - wskazałam na reklamówki.
- Pomóc Ci? - zapytała.
- Nie możesz się przemęczać, jeszcze za wcześnie. - powiedziałam z uśmiechem. - Idź do Toma. On na pewno chciałby spędzić trochę czasu całą trójką........
Klaudia wyszła, a ja kończąc z tymi torbami weszłam na górę zapominając o prezencie od Billa. Tak dużo czasu już minęło.....3 lata.....Usiadłam na kanapie i przypomniałam sobie wszystkie tak odległe chwile.....Kiedy sie wprowadziłam i poznałam Toma, później Billa. Te kłótnie, nasz pierwszy pocałunek......Usiadłam na kanapie w swoim pokoju. Brakowało mi tamtych czasów. Byłam młoda, radosna.....
Ktoś wszedł do pokoju.
- Kochanie? Dlaczego siedzisz tu sama? - rozpoznałam głos Billa.
- Ja.....zamyśliłam się... - szepnęłam.
- A o czym tak myślisz? - zapytał.
- O tym co minęło.....Pamiętasz jak się ukrywaliśmy? Później nakryły na matki..... - zaśmiałam się.
- Tak, spędziłem z tobą cudowny tydzień - uśmiechnął się.
- A później mnie zdradziłeś..... - zapatrzyłam się w podłogę.
- Kate, mieliśmy do tego nie wracać. - powiedział.
- Przepraszam.
- Mówiłem Ci że z nią nie spałem.
- Bill, proszę....
- No dobrze. A widziałaś co Ci przyniosłem? - zapytał.
- Nie. - odpowiedziałam szczerze.
- No wiesz co..... - popatrzył na mnie z przykrością.
- No przynieś to, poprostu zapomniałam.
Bill wyszedł iw rócił po chwili z torbą.
- Proszę. - wręczył mi ją.
Otworzyłam torbę. Wyciągnęłam z niej biały top i miniówkę.
- Są świetne! - powiedziałam zadwolona.
- Jest coś jeszcze. - oświadczył Bill a ja pononie zajrzałam do torebki.
Wyjęłam małe pudełeczko z napisem "Chanel".
- Pogięło Cię.....To jest drogie jak cholera.....
- Ale ładnie pachnie. - zaśmiał się.
- Jesteś szalony!
- No może odrobinkę. Ale na Twoim punkcie oszalałem. - ponownie posłał mi uśmiech.
- Jakim cudem rodzą się tacy jak ty?! - popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- No widzisz, mama o mnie dbała. Hahaha - zaśmiał się znowu.
Zadzwonił dzwonek.
- No nieee, kogo tam niesie?! - burknęłam.
- Chodź, idziemy zobaczyć. - powiedział Bill po czym wstał.
Zeszliśmy na dół i otworzyliśmy drzwi. Zobaczyłam w nich Justynę. Szybko wpuściłam ją do środka.
- Co sie stało? - zapytałam zamykając drzwi.
- Nie zamykaj drzwi, jeszcze ktoś idzie. - powiedziała.
Ponownie otworzyłam drzwi. Zauważyłam biegnącą ku domowi postać.
- Kto to? - zapytałam.
Bill patrzył na mnie niepewnie.
- Zobaczysz. - uśmiechnęła się.
Postać zbliżała się do domu w ulewnym deszczu. W końcu weszła do środka i ściągnęła kaptur, który miała na głowie. O mało nie zemdlałam........
~~~
Mało, ale jeszcze powtarzam na konkursik i wogóle. No więc, za to że mało, następna nocia za 15 komów, plus, jakiś obrazeczek:

Tom z ręczniczkiem :P Fajna focia :)
Kate 17/01/2007 17:06:10 [
komentarzy 20]
Komentuj
Hey!
No więc...Spraw jest kilka, staram się spełniać życzenia zawarte w waszych komętach :) Katy mikołajem! Nie no, w pewnym sęsie :) No, a więc wasze życzonka...
- Dedykacja dla Megi i Emki
- Dodanie do linków i komętarzyk.
No i to tyle. Dodałam i komętarzyk dałam. Noteczkę oficjalnie dedykuję Megi i Em. A teraz troszkę z mojej prywatności :) No więc jutro mamy meczyk w ręczną. Nie chce mi się iśc. POzatym to nie gram, bo nie chcę i nie mogę (pewne...em....problemy). A dziś pobiegałam sobie z dziennikiem. Musisłam uzupełnić ocenki...Na dziś miały być ołówkiem wystawione. No i są :) 5.0! No, zadowolona z siebie jestem. No i to chyba tyle...Ocenami się chwalić nie będę, bo to nie w moim stylu (pomijając średnią :). No a oto i wasza notka. Nie uznajcie mnie za zboczeńca, poprostu coś mnie podkusiło.
Rozdział LVI
Bill delikatnie oddawał pocałunki.
-Przepraszam.......za........dziś...................
Nie.........chciałem....... - mruczał między pocałunkami.
- Wybaczam Ci........ - szepnęłam.
Bill popatrzył na mnie znacząco.
- Co? - zapytałam.
- Chcesz tego?
- Jeszcze się głupio pytasz! - zaśmiałam się.
Delikatnie wodził rękami po moim ciele. Jego delikatne pieszczoty trwały jakiś czas. Później zaczął ściągać ze mnie i tak już skąpą bieliznę. Ja ściągnęłam mu bokserki. Bill sięgnął do szuflady w szafce przy łóżku i wyciągnął z niej coś czego nie widziałam. Wyrzucił jakiś papierek. No tak. Prezerwatywa.
- Chcesz mieć kiedykolwiek dzieci? - zapytałam.
- Oczywiście. - odpowiedział. - Ale hyba jeszcze nie teraz?
- No nie teraz. Pytam ogólnie.
- Ogólnie to tak.
Założył prezerwatywę i delikatnie we mnie wszedł. Jęknęłam cicho.
- Billuś........aaaa........cudnie........ - mruczałam.
Nad ranem po kilku razach w końcu zasnęłam. Obudziłam się i zobaczyłam na łóżku karteczkę. Wzięłam ją i przeczytałam:
Dzięki kochanie za to w nocy. Kocham Cię bardzo. Pojechałem na zakupy, może przywiozę Ci niesapodziankę.....
Bill
Uśmiechnęłam się lekko. Jak sie na niego złościć? Niemożliwe. Za słodki jest. Ktoś zadzwonił do drzwi. Szybko ubrałam jakąś bieliznę i szlafrok i zbiegłam na dół. Otworzyłam i zobaczyłam Toma.
- Cześć.... - powiedziałam przeciągając się.
- Wpuścisz nas?! - krzyknął. - Leje jak z cebra!
Na dworze żeczywiście padał deszcz.
- Właź. - powiedziałam.
Tom wszedł a ja zauważyłam Kaludię z malutkim zawiniątkiem. Szybko wpuściłam ją do domu.
- Tom, takiś głupi żeby nie powiedzieć że jesteś z dzieckiem?! - zaśmiałam się.
- Nie, no jakoś tak....
Klaudia podała mi malucha.
- Możesz potrzymać? - zapytała.
- No jasne..... - wzięłam zawiniątko delikatnie na ręce.
Dzieciątko miało zamknięte oczy i spało.
- Ślinka mu się ulała.... - mruknęłam.
- W torbie jest szmatka. - powiedziała Klaudia ściągając kurtkę.
Uznałam jednak że maluchowi to nie przeszkadza, a przecież ja musiałabym go gdzieś położyć żeby wyciągnąć ściereczkę z torby.
- Jakiś ty śliczny.... - mruknęłam cicho.
Przeszliśmy do kuchni. W tej chwili ktoś trzasnął drzwiami i wydarł się:
- WRÓCIŁEM!
Dziecko chociaż nie otworzyło oczu rozwarło usta w przeraźliwym ryku. Podałam je Klaudi. Domyśliłam się ze wrócił Bill.
- Ty ośle! - wyszłam na przedpokoój.
- Co? - zapytał Bill. - Tu jest jakieś dziecko?
- Jest! Toma i Klaudi! - syknęłam.
- To teraz mi mówisz?! - burknął.
- Bill, bo się pogniewamy! - zagroziłam mu.
- Nie pogniewamy się, nie pogniewamy się. - zaśmiał się i objął mnie ramieniem. Weszliśmy razem do kuchni.
- Oto i prezentacja rodzinnego szczęścia. - mrkunął Tom widząc nas.
- Rodzinnego? - zapytała Klaudia.
- A co Kate ma na palcu? - zapytał Tom.
- Pokaż rączki, Kate...... - zaśmiała się Klaudia.
Wystawiłam ręce przed siebie. Klaudia zobaczyła pierścionek i zrobiła wielkie oczy.
- Poprosił Cię o rękę? - zapytała.
- Mhm. - uśmiechnęłam się.
- Kiedy? - zapytała ponownie.
- Wczoraj wieczór bo co? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, lekko zbita z tropu.
- Zmowa? - to pytanie przyjaciółka kierowała do chłopaków.
- Dokładnie. - powiedzieli jednocześnie z uśmiechem.
- Jesteście nieobliczalni - zaśmiałam się.
- Oczywiście! To chyba wiadome..... - Bill uśmiechnął się lekko.
- W Twoim wypadku tak! - zaśmiałam się i cmoknęłam go w usta.
- Mmm.... - mruknął.
- Ale zaraz. Tom Ci się oświadczył?! - krzyknąłam.
- Mhm..... - uśmiechnęła się Klaudia. - Chcemy się pobrać jak najszybciej.
- No to gratuluję!
- Ach! Bill ty głupi! - krzyknął Bill uderzając się w czoło.
- Nie jesteś głupi! - zaprzeczyłam.
- Jestem, jestem. Mam coś dla Ciebie i zapominałem. Chodź.
Pociągnął mnie za rękę do przedpokoju.
~~~
Niespoziankę poznacie jeśli: Dacie 20 komci i dodacie do tego jeszcze troszkę mojego czasu :) Jak znajdę chwilkę i będzie 20, to wam napisze nową notkę :) I na serio, nie piszcie do mnie kiedy będzie nowa notka, bo ja się poprostu w tym nie orientuję. Daję czasmi nowe, a czasami nie mam poprostu na nie czasu. Mam nadzieję że treść notki będzie się wam podobała...


Kate 8/01/2007 18:29:32 [
komentarzy 26]
Komentuj
Przepraszam....
...że tak długo mnie nie było. Miałam pewne problemy...Wielki dół....Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam białe widmo. Mam bladą cerę, podkrążone oczy, pojawił się trądzik...Na szczęście jest już lepiej. Powiedziałam rodzicom. I dobrze.
Muzykę na blogu zmienię, ale nie mam koncepcji. Jak ktoś zna coś fajnego to może mi napisac w komie :)
Sylwek? Super! Śpiewałam na balkonie "Dni których nie znamy" ;) Siedziałyśmu do 6.00, ale później troszkę nam się zachciało spać..Było zajebiście :)
Rozdział LV
Weszłam do jego sypialni. Właściwie to tu nie spał, umownie trzymał tylko swoje rzeczy. Usiadłam na łóżku. Czekałam na niego chwilę. W końcu przyszedł.
- No więc? - zapytałam.
- Kolacja już prawie gotowa.... - mruknął. - Jeszcze momęt.
- Ok. - powiedziałam a on znów wyszedł.
Kiedy wrócił spowrotem miał ze sobą dwa talerze. A na nich......
- Oszalałeś?! - krzyknęłam widząc co ma na talerzach.
- No, trochę się narobiłem.....Ale jak nie lubisz.....
- Pycha, uwielbiam!
Na talerzach było Vol-au-vent (danie kuchni francuskiej z ciasta francuskiego z nadzieniem, najczęściej z drobiu). Jest pyszne!
- Chcę ten wieczór uczynić wyjątkowym.... - szepnął.
- Hm...Dlaczego? - zapytałam.
- Dowiesz się potem.
Usiadłam przy stole. postawił przedemną telrz.
- Mmm.... Lot z wiatrem..... - mruknęłam wciągając w nozdrza zapach potrawy.
- Mam nadzieję że jest dobre.... - uśmiechnął się.
- Napewno. Mój mały kucharz.... - również się uśmiechnęłam.
Usiadł naprzeciwko mnie. Złapał mnie za ręce przez stół.
- Przepraszam. - powiedział. - Nie powinienem się tak zachować. Mogło Ci być przykro.
- Było....
- Nie chciałem. To naprawdę jest dziecko Toma. Wybaczysz mi? - spojrzał mi w oczy.
- Oczywiście. - zaśmiałam się widząc jego minę.
- To możemy jeść. - mruknął i zabrał sie za jedzenie.
Kiedy skończyliśmy jeść usiadłam spowrotem na łóżku. To co zrobił później było niewiarygodne!
- Chcę Cię o coś zapytać. - powiedział siadając przy mnie.
- Tak? - zapytałam.
- To jest ważna decyzja, nie odpowiadaj pod wpływem impulsu. - usłyszałam.
- Czy to jest to o czym myślę? - zapytałam przerażona.
- Chyba tak. - odparł.
Oblała mnie fala gorąca.
"Przecież ja mam 18 lat!" myślałam. "Co ja odpowiem biedakowi?"
- Ja nie wiem czy jestem gotowa..... - szepnęłam.
- Potrzebujesz czasu? Dałem Ci już dwa lata.....
- Nie, nie potrzebuję czasu, ale nie wiem czy nie jestem za młoda!
- Zawsze możesz powiedzieć "nie". Spróbuję kiedy indziej.....
- Nie. Dziś.
Bill uklęknął przy mnie. Ja myślałam gorączkowo co zrobić....
- Wstawaj wariacie! - zaśmiałam się.
- Nie. Chciałbym ICę teraz zapytać..... - odpowiedział twardo.
- Eh.....Uf......Dobra, wal. - powiedziałam.
"Spokojnie....." myślałam.
Już wiedziałam co odpowiem. Na 100%.
- Chciałem poprosić Twoich rodziców o Twoją rękę, no, ale stało się jak się stało....No i pytam Ciebie. - zaczął.
- Acha...
" Tak jak myślałam! Chce żebym za niego wyszła!"
- No wiec.....Zostaniesz moją żoną? - zapytał z nadzieją w głosie.
Wzięłam głęboki oddech.
- Eh....Tak. - uśmiechnęłam się.
Przytulił mnie mocno, po czym włożył mi na palec pierścionek.
- Zaraz, zaraz! To jest brylant! Oszalałeś?!
- Drugi raz o to pytasz. - powiedział. - Ale chyba masz rację, oszalałem.
- Boże! Tyle pieniędzy..... - szepnęłam.
- Daj spokój. Jesteś tego warta. - uśmiechnął się promiennie.
- Ja? Nie....
- Nie każ mi się kłócić kotek. - zagroził mi.
- Dobrze, dobrze - zaśmiałam się.
Po chwili wyrwałam się z jego uścisku. Poszłam do łazienki pod pretekstem prysznica, ale tak naprawdę chciałam się uspokoić i wszystko jeszcze raz przemyśleć.......Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę. Ciepłe krople spłynęły po moim ciele.... Usiadłam na przeznaczonym do tego podwyższeniu i zaczęłam myśleć. Po chwili usłyszałam krzyk:
- Utopiłaś się?
- Nie, a co? - zapytałam zdziwiona.
"Przecież minęła zaledwie chwila!" pomyślałam zdziwiona.
- Siedzisz tam od godziny! - usłyszałam.
- OD GODZINY?! - szybko chwyciłam za żel pod prysznic i umyłam się. Wytarłam się, owinęłam ręcznikiem i wyszłam.
- Myślałem że coś Ci się stało, ale się zamknęłaś.... - powiedział Bill leżący na łóżku.
- Nic mi się nie stało. Wydawało mi się że minęła zaledwie chwila!
- Czasem tak jest jak się człowiek zamyśli! - zaśmiał się.
- No cóż....
Bill poszedł się umyć a ja w tym czasie pościeliłam łóżko. Wreszcie położyłam się w ciepłej pościeli.
Bill wyszedł z łazienki.
- Już w łóżku? - zapytał.
- A co? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- A jakaś nagroda za piękny pierścionek?
- Hm...Pomyślimy. Kładź się.
Posłusznie położył się do łóżka. Pocałowałam go delikatnie.
- To co? - zapytał.
- Hehe, a jak myślisz? - zaśmiałam się.
- Myślę że będzie fajnie....
- Masz rację. - mruknęłam i zaczęłam go ponownie całować.
~~~
No, tylko tyle bo po pierwsze głowa mnie boli, a po drugie to muszę iść cos kupić Aśce na urodziny! W piątek impreza! Wszystkiego naj Asiu :*
A następna nocia za 20 komów xD
Kate 3/01/2007 16:53:12 [
komentarzy 23]
Komentuj
Kochani!
W dniu Bożego Narodzenia składam wam najserdeczniejsze życzenia! Niech na ustach uśmiech gości, a w sercu będzie dużo radości!
Dobra, dosyć tego gadania wierszem, bo w rymowankach nie jestem dobra. Teraz jadę na cmentarz a później na wigilię która zaczyna się o 16.00, a my będziemy tam o 13.00 :) Jednak bardzo mi się w domku nudzi....Myślę że wam nie :) Życzę Wesołych Świąt :) I dam wam tekściki dwóch piosenek, które będą moimi życzeniami dla was...
"
Pada śnieg"
Kiedy już siwy i Stary Rok
Gubi na drzewach szron
Kiedy już w sobie masz
Zapachy z wielkiej skrzyni świąt
W wannie już pływa świąteczny karp
Balkon się zmienia w las
Tata coś chowa, gdyż
Spotkanie z Mikołajem miał
Pada śniegPuszysty śniegLubię patrzeć, gdy
Tak cicho spływa w dół
Pada śnieg
Jak w białym śnie
Mamo, spójrz na świat
Jak z bajki cały jest
Dziś Pan Andersen cieszy się
Bo wszyscy dziećmi stają się
Pada na stada skulonych aut
Na posolony świat
Cieszy się śnieżny pług
Dziś prosto w "Teleekspres" kurs!
Sanki z tornistra sprawdzają się
Choć już w zeszytach śnieg
Krzyknie się - Bałwan ! I ...
Nikt dzisiaj nie obraża się
Pada śnieg
Puszysty śnieg
Lubię patrzeć, gdy
Tak cicho spływa w dół
Pada śnieg
Jak w białym śnie
Mamo, spójrz na świat
Jak z bajki cały jest
Dziś Pan Andersen cieszy się
Bo wszyscy dziećmi są, gdy...
Staje się biel
I łagodzi, co złe
I żal, i gniew
Gerda i Kay
Wyszli z baśni na świat
Topią w nas odłamki szkła
Pada śnieg
Puszysty śnieg ...
"Biały śnieg i Ty"
Na szybach maluje mróz,
Srebrzyste i białe kwiaty,
Dla biednych i dla bogatych,
Mróz kwiaty,prosto z nieba zniósł
Za oknem wicher i chłód,
Strach myślec co by też było,
Gdyby Nam tę naszą miłość
Bóg zmienił w lodowaty lód (?)
Biały płot cały sad biały,
W puszystej bieli świat,
W bieli Ty,w bieli anieli
Śnieg z nieba na ziemię spadł
Biały płot cały sad biały,
W puszystej bieli świat,
W bieli Ty,w bieli anieli
Śnieg z nieba na ziemię spadł
Biały,biały śnieg,do tramwaju wbiegł
Za Twoj kołnierz wpadł,i całkiem zbladł,
Biały,biały śnieg,biały cały świat
Z nieba,z nieba snieg,na Ziemię spadł
Zazgrzytał,soplami mróz
I strasznie rozsmieszył dzieci
Bo zaraz gwiazdy zaświecił
Mróz gwiazdy prosto z nieba zniósł
Za oknem zimowy dzień,
Strach myślec co by też było,
Gdyby na tę naszą miłość
Padł gońca lodowaty cień
Biały płot cały sad biały,
W puszystej bieli świat,
W bieli Ty,w bieli anieli
Śnieg z nieba na ziemię spadł
Biały płot cały sad biały,
W puszystej bieli świat,
W bieli Ty,w bieli anieli
Śnieg z nieba na ziemię spadł
W tak radosny czas,
bez miar bożych łask
Gdy zapłonął w Nas
Choinki blask
Biały,biały śnieg
Biały cały świat,
Z nieba,z nieba śnieg
Na ziemię spadł
~~~
A moje osobiste życzenia dla was? Wesołych Świąt, Szczęśliwego Nowego Roku, spokoju w duszy, i czego sobie tam tylko marzycie....
PS.Myślę że zobaczymy się szybko :) Napiszę mam nadzieję jeszcze przed sylwkiem :P
Kate 24/12/2006 11:19:10 [
komentarzy 17]
Komentuj
Heya koffani :)
To jest ostatnia notka z opkiem przed świętami :) W wigilię złożę wam życzenia :) No i notk dla was, wiem że krótka, ale niestety czasu brak....
Rozdział LIV
- Wporządku? - zapytałam podchodząc do bladego jak ściana Toma.
- Nie.... - odpowiedział. - O Boże.....
- Spokojnie! Zwołać lekarza? Może dadzą Ci coś na uspokojenie!
- Nie, nie..... - mruknął.
- Kiedy ją wzięli na salę? - zapytał Bill.
- Jakiś czas temu. - odparł Tom.
Popatrzałam na Billa z wyrzutem.
- No co?! - zapytał
- Nic.... - powiedziałam i usiadłam na stołku.
Po kilkunastu minutach usłyszałam płacz dziecka. Tom podniusł głowę. Ja natomiast skryłam głowę w dłoniach. Z sali wyszedł lekarz.
- Który z panów jest ojcem? - zapytał.
- Ja. - odpał Tom podnosząc się z krzesła.
- Gratuluję. Ma pan śliznego i zdrowego syna. - usłyszałam.
- Mogę go zobaczyć? - zapytał Tom.
- Oczywiście. Proszę za mną. - powiedział lekarz.
Tom ruszył za lekarzem, a my za Tomem. Na sali zastaliśmy Klaudię trzymającą w rękach malutkie zawiniątko.
- Jak się czujesz skarbie? - zapytał ją Tom.
- Dzięki, nieźle. - odpowiedziała.
Usiadłam na krześle i okarłam łokcie o kolana, a brodę o dłonie. To wszystko było za skomplikowane Postaniowiłam przejść po miasteczku. Kupiłam w kiosku gazetę i poszłam do parku. Ku mojej uciesze spotkałam Mandy.
- Mandy! - krzyknęłam.
- Katy! Jak ja Cię dawno nie widziałam! Jesteś sławna! - krzyknęła radośnie.
- Jeśli to nazwać sławą to tak.
- Ale co u Ciebie? - zapytała. - Jak Bill?
- Pogodziłam się z nim, ale teraz Klaudia była w ciąży, a on zachowuje się tak jakby był ojcem.
- A może jest?
- Nie wiem........Ma rację, jest przy mnie co noc........ - mruknęłam.
- Przy Tobie czy z Tobą? - zaytała z cwaniackim uśmiechem.
- Ty mały zboczeńcu! - krzyknęłam.
- No co, pytam tylko........ - wytłumaczyła się.
- Tak, jest też ze mną. - odpowiedziałam śmiejąc się.
- Często?
- Często.
- No to chyba jak jest często to znaczy że mu się podoba, a skoro mu się podoba, to raczej nie powinien sobie szukać innej nie? - zapytała.
- Wiesz co? Chyba masz rację! - mruknęłam.
- A widzisz....
- Muszę lecieć, pa!
Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do domu. Szybko otworzyłam drzwi i wpadłam do domu. Zauważyłam buty Billa co znaczyło że jest w domu.
- BILL! - krzyknęłam.
- Tak? - wychylił się z kuchni.
W całym domu pięknie pachniało.
- Ja chciałam........ - nie dokończyłam.
- Nie, nie. Idź na górę, do mojej sypialni, tam porozmawiamy. - przerwał mi.
- Dobrze. - odparłam.
- A, i jeszcze jedno.
- Tak?
- Nadal jesteś obrażona? - zapytał.
- Nie. - uśmichnęłam się i wbiegłam po schodach na górę.
~~~
Następna nocia nie wiem kiedy XD A teraz odpowiedzi:
Jak było na Wigili?
Zajebiście! Dobre jedzonko i super atmosferka :) Prezentów nie było, bo u nas w klasie to niemożliwe...
Foteczka:
Tom tym razem :)
I przepis na fajne pomysły:
Weź dwie łyżki fantazji, szczyptę namiętności, miarkę zabawy, troszkę wyobraźni i chwilkę czasu. Całość wsyp do miseczki i zamieszaj. Zjedz lub bezpośrednio wylej na papier :) XD
Kate 22/12/2006 19:02:38 [
komentarzy 15]
Komentuj
Wybaczcie!
Ale niestety mam dużo robótek i troszkę zaniedbuję bloga. Ale nie mówcie mi że zaniedbywaniem bloga nazywacie nie dodawanie notek codziennie. A teraz za przeproszeniem kochani ale:
JA TEŻ DO KURWY NĘDZY MAM SWOJE ŻYCIE, SZKOŁĘ, I NIE SIEDZĘ 24 NA DOBĘ ŻEBY WAM TYLE NOTEK PISAĆ!
Uff.....Przepraszam ale musiałam. Numer na blogu jest po to, żeby popisa, pogadać jak człowiek z człowiekiem, albo np. podsunąć mi pomysł na cos co może się wydarzyć! A nie po to by mnie pytać kiedy notka, bo ja i tak nie wiem kiedy się ukaże! No, a teraz daję wam szybko nocie i lecę!
Rozdział LIII
"Tak...Już po wszystkim....." myślałam siedząc w domu i wypłakując się Billowi w ramię.
- Hej, no już......Chcesz coś na uspokojenie? - zapytał.
- Nie....chlip......dam radę...... - mruknęłam.
- Napewno?
- Taak.....Muszę dać radę.......
- Dzielna dziewczynka. Zawsze masz mnie. - powiedział czule.
- Oh, tak się cieszę że mam chociaż Ciebie....
- Daj spokój, myszko....Już, przestań płakać......
- Masz rację. - otarłam łzy.
- Będziesz nosiła żałobę? - zapytał.
- Nie. - odparłam.
- Po rodzicach?
- No i co z tego? Jak ja bym wyglądała w czerni?! Pozatym ja nie mam czarnych rzeczy... - zamyśliłam się.
- Chcesz to Ci pożyczę. - zaśmiał się.
- Nie, dzięki. - mruknęłam.
Przez resztę dnia leżałam z Billem na kanapie oglądając horrory i objadając się popcornem. Zasnęliśmy na kanapie, w czasie filmu.....
Rano pierwszy obudził się Bill.
- Czemu leżę w saloooonie? - przeciągnął się, w skutek czego spadłam na podłogę.
- Ała..... - mruknęłam podnosząc się i rozcierając obolałe plecy.
- Przepraszam....... - mruknął zadowolony.
- Mniej boleśnie się nie dało? - zapytałam zdenerwowana.
- Spokojnie, to nie było specjalnie.....
- A cóż ty taki uśmiechnięty?! - zapytałam podejrzliwie.
- Aaaa, miałem fajny sen. - powiedział z uśmiechem w głosie.
- A co Ci się śniło? - zapytałam.
- Haha, chciałabyś wiedzieć prawda?
- Pewnie jakaś laska z wielkimi cyckami i mega dupą co? - zapytałam rozdrażniona.
- Nie w humorku?
- Nie Twoja sprawa. - odcięłam się.
Bill poszedł zrobić śniadanie, a ja powoli, powoli zamykałam oczy i.....zasnęłam.
- Kate, obudź sie, obudź! - krzyczał mi nad uchem Bill.
- Co? - zapytałam jakbym była pijana.
- Klaudia rodzi, Klaudia rodzi! - krzyczał wciąż.
Zerwałam się na równe nogi.
- To już?! - krzyknęłam.
- Dwa tygodnie za wcześnie, jedziemy do szpitala, szybko! - pociągnął mnie za rękę, a ja w pośpiechu zdążyłam złapać torbę.
Wyjął kluczyki z szafki.
- Oszalałeś?! - krzyknęłam. - Przecież ty nie umiesz jeździć!
- Umiem! - krzyknął. - Robiłem kurs kiedy byłaś u rodziców.
- Szaleniec! - wrzasnęłam.
- Nieważne, pogadamy potem, szybko! - ciągnął mnie za rękę do garażu.
- Słuchaj, stop. - powiedziałam.
- Co? - zapytał.
- Zachowujesz się jakby to było Twoje dziecko. - powiedziałam poważnie.
- Ale jest Toma. Będę wujkiem! - krzyknął i pociągnął mnie za rękę.
- Skwituje to trzema literami: O M G..... - mruknęłam do siebie.
Wsiadłam do auta, a Bill pełną parą ruszył.
- Hej, ostrożnie, to drogi samochód! - krzyknęłam.
- To co, kupię Ci jeszcze trzy. Szybko..... - mruknął.
- No to trzymam Cię za słowo..... Już sobie to wyobrażam...... - jęknęłam.
- A co? - zapytał kiedy jechaliśmy już autostradą.
- O matko, szybko, Karina rodzi, o nie, szybko, szybko, Tom, bedę tatą o boże..... - zaczęłam udawać jego głos i wiercić się po całym siedzeniu.
- Nie przesadzasz czasami?
- ZACHOWUJESZ SIĘ TAK JAKBY TO BYŁ TWÓJ BACHOR! - krzyknęłam.
- ALE JEST TOMA! - ryknął na mnie.
- Uważaj, uważaj! - krzyknęłam widząc samochód wyjeżdżający ze skrzyżowania.
Bill zachamował gwałtownie. Gdyby nie pasy, leżałabym na masce samochodu.
- Co ty robisz?! - krzyknęłam.
- Chcesz się zabić?! - warknął.
- To ty mnie zabijesz! Jesteś pewien że masz to prawko? - zapytałam oddychając ciężko.
- Tak. Masz. - podał mi dokumenty.
- Dowód osobisty, czeki.....pożyczam. - powiedziałam okazyjnie.
- Ok. - mruknął spoglądając na światła.
- Karty kredytowe.....to też pożyczę......
- Ok.....Znaczy nie! Nie będziesz wydawała moich pieniędzy!
- Skąpiec!
- Ożesz ty.......! - widać było że z trudem się powstrzymał.
- No, trzeba było powiedzieć! - krzyknęłam zdenerwowana.
- Nie. Weź sobie je i nie truj. - burknął.
- Spadaj! - położyłam mu dokumenty na kolanach i odwróciłam się twarzą do okna. Miałam dość.
- Chyba się nie obraziłaś? - zapytał.
- Właśnie że się obraziłam!
W końcu dojechaliśmy do tego szpitala. Wbiegłam na korytarz przy porodówce i zobaczyłam chodzącego w tę i wewtę Toma.....
~~~
Następna nocia oczywiście za 20 komciów. Teraz muszę spadać, mamy wigilię klasową o 16.00, ale Magda ma wpaść po mnie o 15.30....Czyli została mi tylko godzina! Ale fajnie będzie. Grzybowa, barszczyk, karp, pierogi, uszka....Jak na prawdziwej wigili :) Ach, i jeszcze daję poproszony obrazeczek, jeden z moich ulubionych ;)

Właściwie to nie focia, ale rysunek, ale bardzo go lubię :) Mam nadzieję że Ci się podoba heidi? Ah, i jeszcze podziękowania dla was:) Dzięki za porównanie do Agathy Christie! Skąd wiedzieliście że uwielbiam jej kryminały? ;P
Kate 20/12/2006 14:36:41 [
komentarzy 33]
Komentuj
Heyeczka :)
No i wreszcie nadszedł dzień w którym dodaje notkę :) Pojawi się w niej szczypta kryminału :o... lubię takie opowieści :) W tym wypadku wprowadziłam troszkę do swojej :) Jutro znowu gramy....Tym razem mamy najtrudniejszego przeciwnika....Ktoś mi powiedział że jestem "tajną bronią drużyny". No cóż, osobiście tak nie uważam, jednak mam niską samoocenę więc kto wie...No i jak już pewnie wiecie TH przyjeżdżają do Polski. I wygląda na to, że pojadę na ten koncert :) Moja mama ma znajomości z organizatorami imprezy, i może uda jej się załatwić bilet dla mnie i kilku przyjeciółek :) Cieszę się życiem, bo mam je naprawdę wspaniałe...Teraz już ostatni raz byłam u dentysty, następny raz w marcu, na wybielanko jak przekonam mamę :) Koffam was krasnoludki, nocia dla was :) (jestem pierdolnięta z tymi krasnoludkami XD)
Rozdział LII
Następnego dnia udaliśmy się do psychologa. Bill poprostu znikał w oczach. Musiałam mu pomóc.....Weszliśmy do gabinetu.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Dzień dobry. - odpowiedziała mi jakaś kobieta, prawdopodobnie pani psycholog.
- Problem jest z tym panem. - wskazałam na Billa. - Znika w oczach.
- Hmm..... - spojrzała na niego. - Ćpasz chłopcze?
- Nie. - odparł Bill.
- Pijesz alkochol? - zapytała ponownie.
- Czasami, ale rzadko i w małych ilościach. - odpowiedział.
- No to wszystko jasne. Depresja połączona z załamaniem nerwowym. - powiedziała poważnie. - Wystarczy na Ciebie spojrzeć żeby wiedzieć.
- Jest na to lekarstwo? - zapytałam.
- Oczywiście. Dostanie leki na depresję, no i ZERO, podkreślam ZERO stresu. Mam nadzieję że panienka mu to zapewni? - zapytała.
- Tak, postaram się. - odparłam.
- Lekarstwa będziesz brał dwa razy dziennie, rano i wieczorem. - powiedziała wypisując receptę.
- Oczywiście.
- A panienkę proszę o dopilnowanie tego. - podała mi receptę.
- Dobrze, dziękuję bardzo, dowidzenia.
- Dowidzenia.
Wyszliśmy z gabinetu.
- No i widzisz? Gdyby nie to, to byś się jeszcze zabił albo co! - powiedziałam.
- Nie stresuj mnie - zaśmiał się.
- Chodź, idziemy do apteki. - pociągnęłam go za rękę.
Po wykupieniu lekarst wróciliśmy do hotelu, jednak stwierdziliśmy że pobyt tutaj est bezcelowy, więc postanowiliśmy na jakiś czas wrócić do Loitsche. Klaudia i Tom wracali z nami a reszta zostawała z niewiadomych powodów. Nic nie chcieli powiedzieć....
W końcu wysiadłam w najlepszym miasteczku świata. Przypomniałam sobie jak około 3 lata temu wysiałam z samochodu moich rodziców i myślałam jak niemile minie mi tu czas i czemu wybrali akurat takie zadupie.....Ale za to jakie zadupie! Z bliźniakami Kaulitz, z osobą którą kocham. Ale pojawił się problem. Jak my będziemy mieszkać? Osobno? Przecież to niemożliwe!
- Jak będziemy mieszkać? - zapytałam Billa.
- Nie wiem, pomyślimy. - odparł.
Postanowiłam że odwiedzę rodziców. Zadzwoniłam do drzwi. Opowiedziała mi głucha cisza. Czyżby nikogo nie było w domu? Wyciągnęłam swoje klucze. Usłyszałam wyie psa. Coś było nie tak, nie zostawili by Schatzi samej! Otworzyłam drzwi. Przy wejściu do kuchni zobaczyłam krew. Nie weszłam dalej, zawołałam Toma, Bill mógłby dostać jakiegoś wstrząsku psychicznego, albo czegoś, nie wiedziałam jak by zareagował. Tom powoli wchodził do domu. Doszedł do kuchni i wrzasnął:
- Kate, mam złe wieści!
- Jakie? - odkrzyknęłam.
- Chodź i sama zobacz, ale to nie będzie miłe!
Bill złapał mnie za rękę.
- Idę z Tobą. - powiedział.
- A jesli coś ci się stanie? Nie możesz się stresować! - powiedziałam stanowczo.
- To TOBIE teraz może się coś stać! - krzyknął.
- Chyba masz rację........
Weszliśmy do kuchni. To był najgorszy widok mojego życia. Rodzice leżeli na podłodze w kałuży krwi. To musiało być niedawno, krew jeszcze nie skrzepła. Wyglądało na to że........Zostali zamordowani. Zaczęłam płakać. To było niemożliwe, dlaczego oni?! Bill mnie przytulił.
- No już..... - mruknął.
- Zabili mi rodziców! - krzyknęłam.
- Trzeba zadzwonić na policję. - powiedział Tom.
Klaudia chwyciła za telefon. Policja przyjechała po jakimś czasie. Zaczęli szukać, węszyć....Nie podobało mi się to. Znaleźli jakieś odciski i karteczkę. Z bardzo osobliwym napisem.
- "Mówiłem że to jeszcze nie koniec." - odczytałam.
- To on! To..... - powiedział Bill.
- To Matt.... - powiedziałam.
- Jaki Matt? - zapytał policjant.
- Mój ojciec. - mruknął Bill. - Już raz ją porwał, ale tego nie zgłosilismy. Gdybyśmy to zrobili nie doszłoby do tego.....
- Tak, zaraz pana przesłuchamy.. - powiedział policjant.
- Proszę tylko ostrożnie, jest w ciążykim stanie psychicznym, a to teraz najważniejsza osoba jaką mam. - mruknęłam.
- Oczywiście, oczywiście.
Przesłuchali nas wszystkich, zabrali ciała rodziców. W środę miał być pogrzeb (była nedziela). Tak długo dlatego, że z polski przyjeżdżało dużo osób i musieli mieć czas żeby dojechać. Bill postanowił że zostaniemy u mnie, że krew się zmyje i zostaną już tylko niemiłe wspomnienia i że jakos przemieszkamy. Powiedziałam że wporządku, bo nie chciałam zostawać tu sama, a pozatym widok samej już krwi był nieprzyjemny. To wszystko było jeszcze zbyt świeże. Zamknęłam sie w swoim pokoju i płakałam do końca dnia. Później nie spłam w nocy. Bill położył się w innej sypialni bo nie chciałam go wpuścić. Tom i Klaudia (oni również zostali) znaleźli sobie jakiś kącik. Miałam nawet myśli samobójcze, ale pomyślałam że Bill by się wtedy też zabił i napewno byłoby mi głupio że z mojego powodu........
~~~
No i jak widzicie nocia jest :) I kryminał też jest ;) A co byście powiedzieli, na pisanie nowego opka? Mam już nawet pomysł :) Napiszcie mi w komach czy chcielibyście czytać kolejne, czy też jak skończę to, mam już kończyć z opami? 20 komciów :) Jak zwykle. A, i jeszcze jedno. Zostałam poproszona o obrazek pod nocią, więc proszę bardzo:
Kate 17/12/2006 12:25:26 [
komentarzy 22]
Komentuj
Hey!
Oczywiście jak narazie wygrałyśmy wszystkie mecze :) Ale w poniedziałek znów gramy :) No i wczoraj u nas w szkole grali chłopcy...Chyba nie muszę mówić co się stało...No dobra, może się nie zabujałam, ale zauroczyłam :) Ja to mam to parszywe szczęście....Oczywiście prawdopodobnie chłopak nie wie o moim istnieniu....Jak zawsze, jak zawsze...
Rozdział LI
Doszliśmy do pokoju Alexa. Otworzył mi drzwi. Weszłam. Zauważyłam że ma jedno, dwuosobowe łóżko.
- Idę się umyć. - powiedziałam po czym weszłam do łazienki.
Kiedy wyszłam Alex leżał już w łóżku.
- A ty nie wiesz co to woda i mydło? - zapytałam.
- A nie, czekałem aż wyjdziesz! - odparł po czym wszedł do łazienki.
Czekałam na niego bo nie wiedziałam gdzie mam się położyć. W końcu wyszedł.
- Gdzie mam spać? - zapytałam.
- No chyba ze mną nie? - zapytał.
- Żartujesz..... - mruknęłam.
- Nie. - powiedział poważnie.
- Już wolę spać na fotelu! - burknęłam.
- Ej, nie bądź taka!
- Ja nie jestem tutaj żebyś mnie w nocy macał! - krzyknęłam.
- Nie będę Cię macał. No może troszeczkę.......
- Zboczeniec! - krzyknęłam i wyszłam z jego pokoju.
Teraz pytanie: Gdzie iść? Gdzie mam spać? Wszyscy na imprezie, Bill obrażony, Alex zboczony..........O matko.......Skierowałam się jednak ku swojemu pokojowi. Zapukałam. Cisza. Zapukałam ponownie. Usłyszałąm kroki. Bill otworzył drzwi.
- Co? - zapytał.
Miał podkrążone i czerwone oczy. Płakał?
- Mogę wejść? - zapytałam.
- Nie. - odparł po czym chciał zatrzasnęć drzwi, ale włożyłam między nie rękę.
- Ałaaaa! - wydarłam się kiedy drzwi przywaliły mi w palce.
Myślałam że moje palce leżą już na podłodze odcięte od dłoni. Jednak nie usłyszałam wrzasku sygnalizującego rozlew krwi, czyli że są jescze na miejscu.
- Ałaaaaaaaaa!! - darłam się a oczy zaszły mi łzami.
- Przepraszam. - usłyszałam i zobaczyłam sylwetkę Billa.
- Ale boli......... - jęknęłam łapiąc się za nadgarstek.
- To po coś tam wkładała rękę? - burknął.
- Żebyś mi nie zatrzasnąłdrzwi przed nosem. - powiedziałam.
- A nie lepiej było nogę?
- O tym nie pomyślałam.
- Chodź, włożysz sobie pod zimną wodę. - powiedział.
Weszłam do pokoju i zobaczyłam totalny bałagan.
- Co ty tutaj robiłeś? - zapytałam z nutą zdenerowowania.
Wszędzie walały się butelki bóg wie po czym, chusteczki, papierki.....
- Nic, myślałem że interesuje Cię jaki pożądek w pokoju ma Alex....... - prychnął.
- Nie interesuje mnie. - powiedziałam. - Wogóle Alex mnie nie interesuje.
- Jaaasne....
- Przestań! Nie podoba mi się! Pozatym dobrze wiesz że bym Cię nie zostawiła dla jakiegoś Alexa! - krzyknęłam.
- Nie krzycz na mnie. - powiedział spokojnie.
- Przepraszam.
- Ale zrobiłaś to, zostawiłaś mnie dla Alexa.......- oczy zaszły mu łzami.
- Nie zostawiłam Cię, to on się przystawia! Proszę Bill, uwierz mi........... - szepnęłam.
Nic nie odpowiedział tylko się rozpłakał.
- Bill.........Nie płacz, co się dzieje? - zapytałam.
- Ja.......Ja nie wiem co się ze mną dzieeeje! - zaniósł się.
- To znaczy?
- W jednej chwili płaczę w innej się śmieję!
- Ty, to może pójdziemy do psychologa? - zapytałam poważnie.
- Nie jestem wariatem.
- Nie psychiatra, psycholog. - zaśmiałam się.
- A to jest różnica? - zapytał mnie.
Wybuchłam śmiechem.
- No co? - zapytał.
- Hahahaha, nic, nic........- powoli się uspokajałam.
- Ale jest jakas różnica?
- Jest, do psychiaty chodzą chorzy psychicznie i wariaci - uśmiechnęłam się.
- A do psychologa?
- Osoby mające trudność z odnalezieniem się......Ja naprzykład chodziłam jak się cięłam.
- Cięłaś się? - zapytał.
- Tak. - odparłam. - Dawno temu....
- Nie wiedziałem......
- Jeszcze wielu rzeczy nie wiesz..... - zmrużyłam oczy.
- Coś nie tak? - zapytał.
- Nie, ok......
Poczułam jak lekko mnie obejmuje.
- Nie bój się, nie gryzę. - uśmiechnęłam się.
- Mam nadzieję - odwzajemnił gest.
Przytuliłam go mocno. Rozeszła się po mnie fala ciepła.
- Ja naprawdę nie chciałam.... - szepnęłam.
- Wiem, postąpiłem pochopnie..... - powiedział.
Popatrzyłam mu w oczy. Zmarwiło mnie to co widziałam. Twarz miał wychudzoną, właściwie o on był cały chudy jak szkapa, podkrążone oczy, brak dawnej ikry do życia......Co się stało temu biedakowi? Czyżby to przezemnie? Jego wygląd poprawiał jedynie mocny makijaż zakrywający niedoskonałości i w tej chwili lekki uśmiech na twarzy. Uśmiech człowieka zmęczonego i mającego dość życia....Co było nie tak? Czego nie potrafiłam zauważyć? Nie wiem. Popatrzyłam tak chwilę i stwierdziłam że musimy udac się do lekarza i to jak najszybciej....
~~~
Już wiadomo co się dzieje z Billem? No może jeszcze nie do końca, o tym co wyszło na jaw u psychologa bedzie w następnym odcinku. Ale on za 20 komów :) I jeszcze jedna, a właściwie dwie sprawy. Po pierwsze: jest nowa notka na moim drugim blogu (Tym z Karoliną). I po drugie: Dodałam ankietę jak widać :) Chcę się dowiedzieć czego brakuje mojemu blogowi....
Kate 14/12/2006 18:36:52 [
komentarzy 22]
Komentuj
Matko!
Jak już dawno notki nie było! Ale to jest spowodowane moim brakiem czasu. Ciągle idę na jakiś trening czy coś, w mkońcu jestem kapitanem drużyny :) Ostatnio wygrałyśmy kolejny mecz :) A mówiłam wam juz o konkursie interdyscyplinarnm? Oj, chyba nie! Otóż był taki konkurs i jestem jedną z zaledwie dwóch osób w mojej szkółce która przeszła do drugiego etapu :) Jak widzicie odnosze same sukcesy, i dobrze mi się wiedzie :) W piąteczek ostatni raz do dentysty a później dopiero w kwietniu...Szkoda, bo zdążyłam już polubić dentystę :)
Rozdział L
Nadeszła moja 18. Ze zniecierpliwieniem czekałam na to, co dla mnie przygotowali. Nic jednak się nie działo. Do pokoju wpadła mi Klaudia.
- Kate, nie uwierzysz! - krzyknęła.
- Co? - zapytałam.
- Badałam się! Wynik pozytywny! Jestem w ciąży! - krzyczała.
- Cudownie.... - mruknęłam.
Było mi przykro że w tak ważny dzień wszyscy o mnie zapomnieli. Bill gdzieś poszedł, nikt nawet do mnie nie zadzwonił.....A przecież za kilka godzin bedę pełnoletia! Czy wszyscy o tym zapomnieli? Klaudia wyszła a ja stanęłam pod oknem i puściłam sobie muzykę.
- "Z oddali słyszę już muzykę.......Te stare dźwięki brzmią jak żywe......" - śpiewałam.
Ktoś wszedł do pokoju. Bill.
- Ubierz się ładnie, przyjdę po ciebie za godzinę. - usłyszałam.
- Ok..... - mruknęłam nie odwracając się.
Bill chyba wyszedł, bo usłyszałam trzask drzwi. Po 15 minutach wzięłam się za przygotowania. Miniówka, krótka bluzeczka, dżinsowa kurtka, włosy w lokach, błyszczyk na ustach.....Byłam gotowa. Wreszcie przyszedł Bill.
- No wow...... - szepnął patrząc na mnie.
- Idziemy? - zapytałam.
- A tak! Muszę Ci zawiązać oczy! - ocknął się.
- Niespodzianka? - zapytałam.
- W pewnym sęsie. - odparł.
- Ok.
Podszedł do mnie z czarną opaska i założył mi ja na oczy. Wyprowadził mnie z pokoju i prowadził do windy, więc nie wiedziałam czy jadę do góry czy na dół. W końcu wyszliśmy z windy. Dookoła panowała cisza.
- Gdzie ty mnie przyprowadziłeś? - zapytałam szeptem.
Odwiązał mi opaskę. Zobaczyłam masę ludzi i usłyszałam krzyk:
- Niespodzianka!
- Matko, nie spodziewałam się! - krzyknęłam.
- Hehe. - zaśmiał się Bill. - To dzięki mnie.
- Dzięki Billuś! - rzuciłam mu się na szyję.
- No i nasza........ - usłyszałam głos mamy.
- Aaa! - gwałtownie odskoczyłam od Billa. - Nic nie zaszło, nic nie zaszło!
- Spokojnie, już o wszystkim wiemy. - zaśmiała się mama.
- O WSZYSTKIM? - zapytałam.
- No, może bez pikantnych szczegułów - powiedziała.
- No i dobrze. - zaśmiałam się.
Dostalam masę życzeń i prezentów. W końcu dorośli wyszli i zostawili nam wolną imprezę. Było nawet kilka osób których nie znałam.
- A ten to kto? - zapytałam wskazując na wysokiego blądyna.
- To Alex. - odparł Bill.
- A kim on jest? - zapytałam.
- Moim kuzynem. - odpowedział.
- Aha. Faaajny.........
- Karina!
- Żartowałam, żartowałam.
- No ja myślę!
Podeszła do nas Justyna.
- Widzicie tego chłopaka? Przystojniak! - wskazała na Alexa.
- Mhm..... - mruknęłam. - Ma na imię Alex.
- Skąd wiesz? - zapytała.
- Bill mi mówił. To jakiś jego kzyn czy coś. - odparłam.
- Idę się go o coś zapytać. - powiedział Bill.
- No ciekawe...... - mruknęłam.
- Możesz podejrzewać że będzie chciał Cię zbajerować. Podobasz mu się. - powiedział Bill do Justyny kiedy już wrócił.
- No i widzisz. - mruknęłam.
- Ok, ok.......
Podeszła bliżej chłopaka. Wyglądało na to że o czymś rozmawiają a później poszli zatańczyć. Ja zostawiłam Billa na sali i wyszłam na taras.
Był lipiec, środek gorącego lata, a teraz była piękna, bezchmurna noc. Gwiazdy mrugały do mnie wesoło. Uśmiechnęłam się lekko. Widziałam piękną panoramę miasta. Światła iskrzyły się prawie w każdym domu. Słońce właśnie zaszło. Przed oczami stanęły mi łzy i zasłoniły mgłą cały otaczający mnie świat. Pozwoliłam im spowodnie słynac po policzkach a później skapnąć na balustradę. Mam swoje trzy ulubione tematy do rozmyślania: "Przyszłość", "Dlaczego ja to ja a nie ktoś inny" i "Dlaczego babcia umarła". Tym razem wybrałam ten ostatni.
- Dlaczego to zrobiłaś......Dlaczego dałaś im się zabrać.....Dlaczego........ - szeptałam.
- Tak już musiało być i tyle. - usłyszałam czyjś głos.
Nie znałam go, więc nie mógł to być Bill. Odwróciłam się i zobaczyłam Alexa.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- O to samo chciałem zapytać Ciebie. Nie powinnaś być na sali? To bardzo ważny dzień dla Ciebie. - powiedział poważnie.
- Eh......Jakoś mi się nie chce.......Tam jest tak głośno i gwarno........ - odpowiedziałam.
- Romantyczka? - zapytał z uśmiechem.
- Tak. - odparłam odwzajemniając gest.
- To tak jak ja. Też wolę popatrzec w gwiazdy niż siedzieć na imprezie. Jestem Alex. - wyciągnał ku mnie rękę.
- Karina, ale mów mi Kate. - podałam mu dłon a on ją uścisnął.
- Jesteś dziewczyną mojego kuzynka? - zapytał.
- Kuzynka? - zapytałam zdziwiona.
- Dla mnie Bill nadal jest słodkim dzieciakiem. - zaśmiał się.
- Może w pewnym sęsie. - ja również się roześmiałam. Miał zaraźliwy śmiech.
- Myślę że nie potrafi cię zrozumieć. - powiedział.
- Dlaczego? - zapytałam.
- jest bardzo dziecinny. A ty zachowujesz się już jak osoba dorosła. - powiedział.
- Tak myślisz? - zapytałam.
- Tak. - odparł.
- Nie wiem, może i masz rację.
- Do kogo mówiłaś? - zapytał.
- Do nikogo. Nieważne...... - powiedziałam a oczy znów zaszły mi łzami.
- Ej, nie płacz! - powiedział zauważając że łza spływa m po polczku.
Podszedł do mnie i mnie przytulił. Dziwnie się poczułam. Złapał mnie za podbródek i podniusł głowę do góry. Popatrzyłam mu w oczy.
- Co się stało? - zapytał. - O co chodzi? Może będę potrafił Ci pomóc!
- Nie. Nikt już nie potrafi mi pomóc.....
W tym momęcie usłyszałam trzask drzwi. Odwróciłam głowę. Stał w nich Bill. Patrzył na mnie wielkimi oczami.
- Nie spodziewałem się tego po Tobie...... - szepnął po czym odwrócił się na pięcie i wybiegł.
- No pięknie! - krzyknęłam i wyrwałam się z ramion Alexa po czym pobiegłam za Billem.
Zamknął się w pokoju. Dobiegłam do drzwi i zaczęłam w nie walić.
- Proszę, wpuść mnie! To nie tak jak myślisz! - krzyczałam.
- Nie tak?! A jak?! Aha, no tak, zanim weszłem zdążyłaś jeszcze się z nim całować! - krzyknął.
- Bill, proszę..... - powiedziałam.
- Teraz prosisz? A ja to wyśmiewam. - burknął.
- Proszę, porozmawiajmy........
- A co niby robimy?! - wrzasnął.
Upadłam bezwładnie na kolana przed drzwiami pokoju. Zaczęłam płakać.
- Przestań się mazać! To na mnie nie działa! - krzyknął.
- NIe masz serca! - wrzasnęłam przez łzy.
- Może i nie mam. Ale jakoś się tym nie przejmuję.
- Przecież się kochamy!
- KOCHALIŚMY. Zdradziłaś mnie.
- Wcale nie! Tylko z nim rozmawiałam!
- Ta, a on w czasie tej rozmowy macał Cię po tyłku?!
Miał rację. Alex rzeczywiście macał mnie po tyłku, ale ja nie zwróciłam na to uwagi!
- Nie zorientowałam się!
- Zorientowałaś się, ale Ci to pasowało! - krzyknął i usłyszałam trzask drzwi od łazienki.
Wiedziałam że dalsza rozmowa nie ma sensu. Nadszedł Alex.
- No i co? - zapytał.
- Myśli że go zdradziłam. - szepnęłam.
- Eh........Trudno. - mruknął.
- TRUDNO?! Bill stanowi całe moje życie! Nie mogę powiedzieć trudno! - wydarłam się.
- Daj spokój. Całe twoje życie to napewno nie Bill. Chodź, idziemy na imprezę. - pociągnęł mnie za rękę.
- Mam rozmazany makijaż. - burknęłam. - A kosmetyki są w pokoju.
- To idziemy spać. W końcu i tak robi się późno. - oświadczył.
- Ta, a ja chyba będę spała na korytarzu, wiesz! - burknęłam.
- Nie na korytarzu tylko u mnie. - powiedział.
- Tak, tego to już mi Bill nie wybaczy! - krzyknęłam.
- Daj spokój, chodź......
- Innego wyjścia nie mam.......
~~~
Jak widać, losy Kate w przeciwieństwie do moich znów się komplikują....Ale ta dziewczyna ma zawiłe zycie :)W sumie to jest w niej też cząstka mnie :) A teraz odpowiedź na pytanko: Dlaczego Bill płakał pod prysznicem? Na serio nie zakumaliście? Zrobiło mu się przykro przez to co powiedziałam. A reszty się już dowiecie z następnych ocinków, jakie to Bill ma problemy....Za 20 komciów kochani!
Kate 9/12/2006 18:20:42 [
komentarzy 24]
Komentuj
Sorcia!
Miała być nocia wcześniej, ale czasu mi brakło. Wczoraj byłam u dentysty na wyrywaniu ząbka. Bolało.....Ale przeżyłam i jest ok. Dziś byłam u cioci i u kuzynka. A jutro do mnie przyjeżdża straszy odemnie kuzyn i jego mały brat. No i wujek. Może dam mu kliknąć z moimi kumplami? Nie, żartuje zrobiłby mi obciach :) Ale tak na serio to świetnie się rozumiemy i że już dawno go nie widziałam nie mogę się doczekać :)
Rozdział XLIX
Za drzwiami stał Bill.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- Czekam na Ciebie. - odparł. - Tom wybiegł w podskokach.....Co się stało?
- Eeeeee.......Powiedziałam mu coś ważnego. - oświadczyłam.
- Kate! - krzyknął Bill. - Co żeś mu nagadała?!
- No dobra, powiem Ci. Wygląda na to że Klaudia jest w ciąży. - powiedziałam.
- Żartujesz! - krzyknął.
- Nie. - powiedziałam pewnie.
- Fajnie! - krzyknął. - Uwielbiam dzieci.
- To nie będzie twoje. - zaśmiałam się.
- Wiem. - powiedział. - Ale ja też będę kiedyś miał.
- Kiedyś napewno. - powiedziałam.
- Ale jesteś pewna że z Tobą wporządku? - zapytał.
- Tak, na sto procent. - odparłam.
- To dobrze. - powiedział.
Pociągnał mnie za rękę do pokoju. Swieciło bajecznie słońce.
- Wiesz że niedługo będziesz miała 17 lat? - zapytał.
- Pytanie..... - odparłam z sarkazmem.
- Ej, tylko mi tu focha nie strzelaj!
- Nie mam zamiaru. - powiedziałam pewnie i weszłam na taras.
"Hm......Co ja bm sobie mogła kupić na te urodziny.....W sumie już wszystko mam........" myślałam.
- Co chcesz na urodziny? - usłyszałam głos Billa.
- Właśnie się zastanawiam, ale w sumie to ja już wszystko mam! - odkrzyknęłam.
- Hm......A może jakieś perfumy? - krzyknął.
- NIe mam pojęcia, sam pomyśl!
Cała rozmowa opierała się na tym, że facet z balkonu obok patrzył na mnie jak na wariatkę. No cóż, ludzie są dziwni. Do pokoju wpadła Klaudia.
- Kariś! - wydarła się.
- Co? - zapytała wychodząc z tarasu i wchodząc do pokoju.
- Chodź, powiem Ci coś! - rzyknęła.
Wyszłam za nią z pokoju, poprowadziła mnie do siebie.
- Co się stało? - zapytałam.
- Tom powiedział że to świetnie! Rozumiesz, nie zostawi mnie, ani nie każe mi usunąć dziecka! - krzyknęła radośnie.
- No i widzisz! Tylko że masz 17 lat, a to trochę mało na dziecko....Chociaż jak już przyjdzie na świat to Tom będzie miał 18, co znaczy że będzie miał prawa rodzicielskie, co z kolei oznacza, że będziesz mogła bez przeszkód zajmować się dzieckiem. - powiedziałam filozofując trochę.
- Dobra pani encyklopedia. - zaśmiała się.
- Hej, co to miało oznaczać? - zpytałam.
- Nic, nic....
- Oszukujesz mnie!
- Nieważne, a co powiedział Bill? - zapytała.
- Że to fajnie, no i oczywiście nie omieszkał nie zapytać czy ze mną też wszystko ok. - zaśmiałam się.
- Haha, ale napewno ok? - zapytala.
- Tak, spoko. Wiem co się dzieje w środku - mruknęłam ze śmiechem.
- Teraz jeszcze wiesz, ale kto wie, za jakiś czas mozesz stracić kontrolę - uśmiechnęła się.
- Póki co to jeszcze mam 16 lat i dzieciaka nie planuję - uśmiechnęłam się do niej.
- Ja też nie planowałam - mruknęła złowrogo.
- Przecież jeszcze nic nie wiadomo. - odparłam.
- No jeszcze nie, ale kto to wiem, może być, dwa tygodnie to już trochę dużo.......
- Wiem, ale jeszcze masz czas na wszystke decyzje, trochę wody jeszcze upłynie w te 9 miechów....
- Wiem......Ale nie mogę o tym myśleć. Jak pomyślę że będe musiała urodzić dziecko...
- Przynajmniej mi powiesz jak to jest - zaśmiałam się.
- Oż ty! Sama sobie będziesz rodzła to się dowiesz! - kzyknęła.
- Hahaha! To się jeszcze zobaczy.... - i zadowolona wyszłam z pokoju.
Skierowałam się do siebie. Bill oglądał mecz w telewizji.
- O matko.... - burknęłam widząc 2 metrowego faceta wrzucającego piłkę do kosza.
- Fo? - usłyszałam głos Billa.
- Co Ci się stało z głosem? - zapytałam.
- Fem. - odparł.
- Co?
- JEM! - krzyknął już normalnie.
- Aha......
Rzuciłam się na łóżko i rozmyślając zasnęłam.
Obudziłam się późnym wieczorem. Bill z Tomem siedzieli przed telewizorem.
- Mmmm? - mruknęłam.
- Oho..... - usłyszałam mruknięcie Billa.
- Nie podoba Ci sie to możesz wyjść. - powiedziałam zdenerwowana.
- Spokojnie...... - odparł.
- Spokojnie....Pf.........A ty teraz nic nie robisz tylko się obżerasz i siedzisz przed telewizorem! - warknęłam.
- To ja idę.... - szepnął Tom i wyszedł.
- Prawidłowo..... - syknęłam.
- Ale o co Ci chodzi? - zapytał Bill.
- Właśnie Ci mówię. Kiedy chodziłeś, biegałeś, coś się działo! A teraz siedzisz i jęczysz, jak mój ojciec dosłownie! - burknęłam niezadowolona.
- A daj mi spokój...... - warknął i poszedł do łazienki.
- I jeszcze chamski...... - burknęłam.
Położyłam się, ale i tak nie mogłam przez jakis czas zasnąć. Bill nie wracał. Słyszałam tylko wodę lejącą się z prysznica.
- Utopiłeś się tam?! - krzyknęłam.
Brak odpowiedzi.
- Nie udawaj że nie słyszysz! - krzyknęlam.
Cisza. Zaczęłam się niepokoić że zrobił sobie coś głupiego.
- Billy..... - krzyknęłam podchodząc do drzwi łazienki.
Ta niepokojąca cisza i szelest wody....
- Wszystko ok?! - krzyknęłam zdesperowana.
Nic. Postanowiłam że wejdę tam bez względu na konsekwencje. Nacisnęłam klamkę. Drzwi były otwarte. Zamknęłam oczy nie chąc tego widzieć. Otworzyłam je po chwili.
Cała łazienka była w wodzie. Pod przysznicem siedział Bill z twarzą skrytą w dłoniach.
- Billy! - krzyknęłam.
Podniusł głowę. Był w ubraniu....
- Ty......ty płaczesz? - zapytałam.
Nie odpowiedział tylko popatrzył na mnie smutno. Podeszłam do niego i mocno go prztuliłam.
- Przepraszam za to co powiedziałam...... - szepnęłam.
- Wporządku...... - odparł, ale głos mu się trząsł.
- Chodź, musimy zdjąć te mokre ciuchy...... - uśmiechnęłam się.
Wyszedł ze mną z łazienki uprzednio zakręcając wodę. Przebraliśmy się szybko. Pewnie wiecie jak miły jest dotyk czegoś suchego podczas gdy całym jest się mokrym? Tak właśnie się czulismy. Położyliśmy się spać już o niczym nie rozmawiając....
~~~
Następna nocia za 20 komów... Ale następna będzie wyjątkowa. 50 notka! Właściwie odcinek. Jaki byście chcieli prezent z tej okazji? Wpisywać w komciach :)
Kate 2/12/2006 19:25:52 [
komentarzy 37]
Komentuj
Heyka!
Heya kochani! Wybaczcie mi brak notek i to wszystko, ale niestety, były PEWNE MAŁE problemy. KArta sieciowa padła i nie miałam dostępu do neta...I zaraz po tym jak facet przyszedł i naprawił, piszę wam nocię! Niestetry bez opka, bo wcześniej wogóle mi padł komp i nic na nim nie mam! Miałam nocię, ale się nie da dodać bo mi znikła z kompa :( I muszę pisać na nowo....Ale jak mi się uda to jutro będzie notka, a jak nie, to w sobotę. Jutro znów do sadysty na wyrywanie. Pewnie myślicie że ja tak ciągle do tego dentysty....I macie rację :) Co piątek mam wizytę :) Ale dentystka fajna i da się żyć :) No a co do niemca....To już po sprawie :) Napisałam, ale nie wiem co dostałam....Wolę nie wiedzieć. Napisałam że SuBigkeiten (słodycze) są zdrowe i dlatego je jem...Ale mniejsza, jak dostanę pałkę to poprawię. Jak tylko napiszę nocię obiecuję że dam :) A teraz się żegnam, bo mam coś do roboty:) Pa kochani :)
Kate 30/11/2006 18:36:38 [
komentarzy 10]
Komentuj
Ja się zabiję....
..jutro sprawdzian z niemca, a ja znów nic nie umiem! Dodaję wam notke i idę się wieszać!
Rozdział XLVIII
- Co wyście tam robili?! - wrzasnęłam rankiem.
- Nic, nie twoja sprawa! - krzyknął Tom.
- Ale obudziliście nas!
- No i co z tego?! - wrzeszczał.
Wrzeszczeliśmy na siebie tak dłuższą chwilę....
Ogółem wyjazd minął przyjemnie, no może oprócz kilku awantur, tego, że prawie spaliliśmy pół lasu, mało brakowało a utopienia Billa i kilku imprez "suto zakrapianych". Dwa tygodnie później byłyśmy w jakimś hotelu i rozmawiałymy o przeżyciach z chłopakami.
- No, Kate, spałaś z Billem? - zapytała Justyna.
- Moja sprawa.... - mruknęłam.
- Powiedz! - krzyknęły wszystkie.
- Dobra......spałam. - powiedziałam przy okazji paląc cegłę.
- I co? - zapytały.
- Bosko. - odparłam.
- A ty Klaudia, spałaś z Tomem? - zapytała Ola.
- Jak już o mnie mowa, i tak wiem że to ze mnie wyciągniecie, to tak. - powiedziała.
- Super! - krzyknęłyśmy.
- Kilka razy.... - mruknęła.
- I co?
- Fajnie.....
- Nie, ej no co jest? - zapytałam widząc jej minę.
- Nic, nic..... - mruknęła, ale zaczęło jej się zbierać na płacz.
- Hej! Co się stało? - zapytałam.
- Okres spóźnia mi się o dwa tygodnie! - krzyknęła zalewając się łzami.
- O kurwa....... - mruknęłam przełykając głośno ślinę.
- Ale chyba nie jesteś.... - zaczęła Justyna.
- W ciąży? - dokończyła Ola.
- NIe wiem!
- Mówiłaś Tomowi? - zapytałam.
- Nie, boję się że mnie zostawi! - krzyknęła.
- Ale to nie jest jeszcze pewne! - powiedziałam cicho.
- No tak, ale nigdy mi się okres nie spóźniał, tylko na początku! - chlipała.
- Nawet jeśli jesteś w ciąży, Tom nie powinien Cię zostawić! - powiedziała Justyna.
- No właśnie! - przytaknęłam.
- Ale on mi powiedział że nie chce mieć dzieci! - krzyknęła.
- Nie, słuchaj, jak to mogło się stać? Kochaliście się bez prezerwatywy? - zapytałam.
- Zawsze z. - odparła.
- No wiesz, ale nieuwaga..... - wtrąciła się Ola.
- I dziecko gotowe.... - mruknęła Justyna.
- Kurwa, dziewczyno, ty masz 17 lat...... - powiedziałam współczująco.
- Wieeeeeeeeeeeeeeeeeem! - zawyła.
- No już..... - przytuliłam ją lekko.
- Będzie dobrze.... - dodała Justyna.
- Ty nie masz dziecka! - krzyknęła zrozpaczona Klaudia.
- Ale jak narazie nie zapowiada się też na to żebyś ty miała! - powiedziała Ola.
- A okres? - zapytała.
- Nie wiem, może jutro dostaniesz i sprawa się skończy...... - powiedziała.
- Pogadam z Tomem. - powiedziałam zobowiązująco.
- Ale on mnie zostawi, albo każe usunąć dziecko! - krzyknęła.
- To zabronione! Musiałby powiedzieć że Cię zgwałcił, a wtedy gazety miałyby o czym huczeć! - krzyknęłam.
- Eh, Kate, lepiej idź na prawo..... - powiedziała.
- Dlaczego? - zapytałam.
- Nie wiem jak Ci się chce uczyć tych wszystkich przepisów.... - mruknęła.
- Ja się nie uczę, ja zapamiętuję. - zaśmiałam się.
- Idź na sędzię, walniesz Tomowi wielkie alimenty.... - uśmiechnęła się Justyna.
- O! Niech płaci! - zaśmiałam się.
- Ale nie mów mu.... - szepnęła Klaudia.
- Ktoś musi. Jak nie ty, to ja. - powiedziałam stanowczo i wyszłam z pokoju.
Zapukałam do pokoju Klaudi i Toma, tuż obok. Okazało się że jest tam chłopska narada.
- Jeszcze nie idę. - powiedział Bill.
- Idziesz. tak samo jak Georg i Gustav. Mam cos ważnego do powiedzenia Tomowi. - powiedziałam powarznie.
Bill zrobił zdziwioną minę.
- Spoko, powiem Ci. - powiedział Tom.
- Dobra....
Bill i reszta wyszli. Usiadłam naprzeciw Toma i złapałam go za rękę.
- Słuchaj, to może być dla Ciebie szokująca wiadomość...... - zaczęłam.
- Tak? - zapytał.
- Klaudi okres spóźnia się o dwa tygodnie. Chyba jest w ciąży. - powiedziałam na jednym oddechu.
- Co?! - krzyknął.
- Nawet nie próbuj jej zostawiać! - warknęłam.
- Nie mam zamiaru! - krzyknął.
Nie czekając na moją reakcję, cały w skowronkach wyleciał z pokoju.
"No cóż, co kraj to obyczaj....." i wyszłam.
~~~
Trochę takie pośrodku, następna nocia za 20 komci. O ile jeszcze będę żyła....Jak mnie matka nie zatłucze za niemca....
Kate 27/11/2006 15:20:44 [
komentarzy 25]
Komentuj
Zmieniam się :)
I to na lepsze :) Mam śliczną fryzurkę jak Magda M. :) Ząbki też już prawie gotowe :) Jeszcze korzeń do usunięcia a później wybielanko i koniec :) Cieszę się jak cholera :) Przynajmniej będę jakoś wyglądać :) Ale mniejsza. Teraz nareszcie napisałam wam notkę! Nie mam zbyt na to wszystko czasu, ale jakoś mi się udaje raz na kilka dni....
Rozdział XLVII
Jakiś czas mnie leczyli. Nadesżło lato. Na odregowanie, postanowiliśmy, ku sprzeciwowi bliźniaków jechać na biwak.
- Nienawidzę lasu! - burknął Bill.
- Po pierwsze to jest jezioro, a nie las. - powiedziałam. - A po drugie to bedziesz się dobrze bawił.
- Pod namiotem?! Nigdy w życiu! - burknął.
- Jaaasne, nigdy w życiu, żadnych mężczyzn. - mruknęłam.
- Co?
- Nic, był taki film, w kórym bohaterka powiedziała że "nigdy w życiu" a później się zakochała. Więc wiesz. Nigdy nie mów nigdy. - zaśmiałam się.
- Ciekawe kto rozłoży nam namiot.....
- Gustav. - odparłam. - Podobno potrafi.
- Jaaasne..... - mruknął.
- Zamknij się już. - burknęłam obrażona i odwróciłam się do szyby.
- Ej, żartowałem!
- Jaaasne... - mruknęłam tak samo jak on i podniosłam się z miejsca bo dojechaliśmy.
Wyszłam na powietrze i usłyszałam świergot ptaków. Zielona trawa cieszyła oko. Szybko wyszli z busa, więc zaczęliśmy chodzić tu i tam, szukając miejsca na namioty. Szybko znalazłam przytulną polankę.
- Super! - krzyknęły dziewczyny.
- To wy rozłóżcie namioty, a ja poleżę.... - mruknął Georg i rzucił się na trawę.
- Tam są mrówki. - oświadczył Bill.
- Mrówki? O cholera! - krzyknął Georg szybko się podnosząc.
- Spoko, nie ma. - powiedziałam spoglądając pogardliwie na Billa.
- No co? - zapytał.
- Nic. - odparłam i poszłam pomagać Gustavowi w rozkładaniu namiotów.
Po jakimś czasie wszystkie namioty stały gotowe. Rozłożyłam w swoim kilka kocy, żebym nie musiała mieć zielonych od trawy ciuchów. Namiot był duży, i dało się w nim stanąć. Rozłożyłam sobie stolik i krzesła, śpiwór, plecak położyłam w kącie. Było trochę pustawo, aczkolwiek już przytulniej. Ktoś wszedł do namiotu. Bill.
- A ty tu czego? - zapytałam.
- Przygarnij kropka..... - powiedział błagalnie.
- Eh....No dobra..... - burknęłam.
- Przestań się już boczyć! - krzyknął rzkładając swój śpiwór.
- Nie. - odparłam i wyszłam na zewnątrz.
Poszłam nad jezioro. Kilka metrów odemnie zobaczyłam mały mostek wcinający się do jeziora. Weszłam na niego, usiadłam i zdejmując buty zanurzyłam stopy w tafli jeziora. Wpatrywałam się w zachód słońca. Niebo przybrało kolor różu i powoli przechodziło w fiolet, a później w granat. Pojawił się księżyc, odbijający się w tafli jeziora, i piękne gwidy. Jedna większa od drugiej....Ta która tak ślicznie świeci....Zawsze lubiłam myśleć że gwiazdy to osoby. Wiele osób mówiło mi że mam własny, odrębny świat, w którym przebywam cały czas....
- Kate.... - usłyszałam za sobą.
- Tak? - zapytałam cicho.
- Jest już zimno, chodź..... - mruknął ten ktoś.
Istotnie, nogi zamarzały mi wręcz w lodowatej wodzie. Na skórze miałam gęsią skórkę.
- Wstawaj..... - powiedział ten ktoś podchądząc do mnie.
- Nie. - szepnęłam.
- Karinko.......- mruknął.
"Oho, to Bill!" pomyślałam.
- No dobra, zimno tu. - mruknęłam wymijająco i wstałam.
Nie czekając na niego skierowałam się do namiotu, a kiedy on do niego wszedł, ja już leżałam w śpiworze.
- Przestań dobra?! - krzyknął.
- Nie podoba się, nie musisz tu spać! - burknęłam.
Odwróciłam się do niego plecami i szybko zasnęłam.
W nocy obudziły mnie dziwne jęki.
"Kurwa, co jest?!" pomyślałam. Odwróciłam się. Bill miał otwarte oczy.
- Co to? - zapytałam zaspana.
- Nie wiem. - odparł.
- Ty, może UFO przyleciało? - zapytałam.
- Jasne, chyba po ciebie. - burknął.
- Idź zobacz co to. - mruknęłam.
- Nie muszę wychodzić. - oświadczył sucho. - Patrz.
Odwróciłam się. W namiocie Toma i Klaudi paliło się światło. Musieli mieć jakąś lampkę, albo świeczkę.
- Idź coś z tym zrób. - powiedziałam.
- Nie, mnie nie przeszkadza..... - mruknął.
- Ale mnie tak!
- To sama idź!
- Proooooszę! - jęknęłam.
- No dobra.
Podniósł się, przemaszerował przez namiot i wychylił się na zewnątrz.
- Niektórzy chcą spać! W tym ja i Kate! - wrzasnął i wrócił do śpiworu.
- Mówiłeś że Ci to nie przeszkadza. - mruknęłam.
- Jestem mocniejszym argumentem. - zaśmiał się.
- O ty! - krzyknęłam i poddusiłam go poduszką.
Kiedy ją odsunęłam udawał że nie żyje.
- Musisz mi zrobić usta usta bo umieram. - powiedział podnosząc się na chwilę i spowrotem udając umierającego.
- A to se umieraj....... - powiedziałam i położyłam się spowrotem.
- Eeee, do dupy! - burknął i odwrócił się.
- No już, już.... - powiedziałam i przytuliłam go lekko.
Odwrócił się i też mnie przytulił. Położyłam głowę na jego piersi i szybko zasnęłam.
~~~
Krótkie, ale następna za 20 komci :) Teraz muszę zrobić szablonik, a później lekcje....Dobrze że dziś sobota...
Kate 25/11/2006 13:58:33 [
komentarzy 25]
Komentuj
Heyka!
Jakoś tak mi słabo...Dzisiaj myślałam że padnę na bioli, aczkolwiek udało mi się wytrwać :) Nudy jak cholera w tej szkole. Jutro dwa polaki, nie wiem jak ja to przetrwam....Poprostu mnie zabijcie! Aż mi się coś robi....No a w kraju znowu żałoba. Jak to określił Kamil "Znowu nie ma co oglądać w telewizji bo żałoba". Ja tam wogóle telewizji nie oglądam, no może prócz zone club...
Rozdział XLVI
Po kolacji Matt zaproponował mi że podwiezie mnie do parku który był dość daleko i obgadamy o co chodzi. Ja się zgodziłam, bo wydawał się być nawet miły. Wsiadłam na tylne siedzenie w jego samochodzie, ale ktoś zamknął za mną drzwi. Poczułam że ktoś mnie łapie za ręce i krępuje je linami.
- Co to ma niby znaczyć?! - wrzasnęłam i spróbowałam się wyrwać.
- Spokojnie. - usłyszałam głos mężczyzny i poczułam igłę wbijaną w moje ramię.
Zachciało mi się spać i zasnęłam.
***
Obudziłam się w jakims ciemnym pokoju. Było mi zimno.
- Gdzie ja jestem? - mruknęłam.
- W pewnym miejscu.... - usłyszałam głos Matta.
- Matt? Co się dzieje? - zapytałam.
- Poprostu Cię porwałem. - powiedział.
- Nie! Gdzie Bill?! - krzyknęłam.
- Bill, Bill....Tylko ten Bill Cię interesuje. On też tu niedługo trafi....
- Zimno tu.... - szepnęłam.
- To może Cię rozgrzać? - zapytał.
- Nie! Daj mnie i Billowi spokój! - krzyknęłam.
- Nie krzycz na mnie głupia dziwko! - wrzasnął i uderzył mnie w twarz.
- Będę robiła to co mi się podoba! - wrzasnęłam.
Matt boleśnie mnie pobił za to co powiedziałam. Zerwał mi z szyi łańcuszek od Billa i zapakował do koperty, po czym kazał jakiemuś facetowi to wysłać.
***Z perspektywy Billa***
Zacząłem się niepokoić. Co mogło się stać? Dlaczego Kate tak długo nie wraca? Jest już w końcu 23.00. Mówiła że wszystko ok, wysłała sygnała, ale to było o 20.00!
Miałem różne myśli. Że mógł ją zabić, porwać....Nawet że mogła z nim pojechać do hotelu, ale później uświadomiłem sobie że to przecież stary zgred. Ktoś zapukał do drzwi. Ostrożnie otworzyłem.
- Kaulitz? - zapytał facet nazewnątrz.
- Tak. - odprałem.
- Dla Ciebie. - podał mi jakąś kopertę i ulotnił się.
Zamknąłem drzwi i stwierdziwszy że koperta jest za mała by znajdowała się w niej bomba czy coś, ostrożnie ją otworzyłem. Wysypałem na dłoń jej zawartość.
- Boże.... - szepnąłem.
Rozwinąłem list znajdujący się w kopercie.
Synu!
Mam twoją dziewczynę. Jeśli chcesz ją jeszcze kiedykolwiek zobaczyć, lepiej pojaw się jutro o północy w parku. Weź ze sobą 10.000 euro jako okup.
Z poważaniem
Kochający tatuś
PS. Do listu dołączam łancuszek z szyi dziewczyny. Na pamiątkę. Jeśli się jutro nie pojawisz to może przyślę ci paluszek? Z martwego już niestety ciała....I weź ze sobą brata. Zero glin.
- Nie.....Nie! - wrzasnąłem.- To popierdoleniec! Jak on może!
***
- Teraz zadzwonisz do Billusia i powiesz mu wszytsko tak? - zapytał Matt.
- Tak. - odparłam.
Matt przystawił mi do ucha telefon. Usłyszałam głos Billa.
- Słucham?
- Bill? - zapytałam z nadzieją.
- Kate....Boże, co się dzieje? - zapytał.
- Porwali mnie Bill! - szepnęłam.
- Odbiję Cię, przysięgam! - mruknął.
- Kocham Cię! - krzyknęłam.
- Wiem, ja Ciebie też!
Matt odsunął mi telefon od ucha.
- Dziesięć tysięcy. - powiedział. - Weź brata to pogadamy.
Po czym odłożył słuchawkę.
Jeden dzień i jedna noc, najgorsze w moim życiu. Byłam bita, nie dali mi jedzenia ani picia. Matt i jego koledzy trochę sobie popili. Bałam się że mogą mi cos zrobić. Naszczęście, chyba cudem dotrwałam do północy następnego dnia.
Podtrzymywali mnie dwaj faceci, bo sama nie mogłam stać. Z wargi lała mi się krew. Ledwo co widziałam. Kręciło mi się w głowie. Zobaczyłam dwie znajome sylwetki.
- Heh, Bill i Tom..... - szepnęłam.
- Zamknij się szmato. - powiedział jeden z trzymających mnie facetów.
- Mam pieniądze. - powiedział Bill.
- Nie chodzi mi synku o pieniądze, chodzi mi o wasze dobro. - powiedział Matt.
- Nasze dobro?! A co ty do cholery wiesz o naszym dobrze?! - warknął Tom.
- Odnosisz się do ojca. - powiedział Matt.
- Możesz być nawet świętym Mikołajem! - krzyknął Tom.
- Marnujecie się chłopcy. - powiedział Matt.
- Sam się marnujesz. - burknął Bill.
- Zobacz. Ta szmata - tu Matt wskazał na mnie - jest dla Ciebie warta 10.000 euro?!
- Jest warta wszystkie pieniądze świata. - odparł Bill.
- Daliście się kupić za kilka słodkich minek i pocałunków! Plugawicie nazwisko Kaulitzów! - wrzasnął Matt.
- To ty je plugawisz.... - syknęłam. - To ty porywasz ludzi, bijesz własną rodzinę i obcych!
- Nie kurweko....To oni je plugawią, zadawając się z taka chołotą jak ty! No bo co ty im niby dasz?! - warknął.
- Szczęście. - mruknęłam.
- Szczęście nie istnieje. - powiedział po chwili.
- To że ty go nie zaznałeś, nie znaczy wcale że nie istnieje.
- Ma rację. - powiedział Tom.
- Dawaj pieniądze i bierz tę dziwkę. - warknął Matt.
- Najpierw ją puść. - odparł Bill.
Położyli mnie na trawie. Obok mnie wylądowała walizka z pieniędzmi. Poczułam ciepły uścisk Toma na mojej ręce. Ciągnął mnie w swoją stronę. Matt i jego kumple zabrali kasę, po czym oświadczyli że to nie koniec, i nigdy nie pozwolą nam być razem.
- Gdybym tylko miała siłę, to te 10.000 wydaliby na operację plastyczną...... - jęknęłam.
- Wiem, wiem..... - powiedział Bill delikatnie mnie podnosząc.
- Ała.... - jęczałam.
Zawieźli mnie do hotelu i opatrzyli rany.
- Mówiłem, mówiłem! - krzyknął Bill.
- Przepraszam.... - powiedziałam cicho.
- Wiem, to nie twoja wina. Śmieć! - burknął Bill.
- Ja nie wiem jak wy żyliście. Dobrze że ja mam normalnych rodziców....
- Coś, z czego możesz się cieszyć....
~~~
No i jak widzicie notka się wreszcie pojawiła :) Następna za 20 komci :) Pozdrówka dla was kochani :*
Kate 23/11/2006 16:45:20 [
komentarzy 27]
Komentuj
Nieeee....
....jutro sprawdzian z histori...Potop Szwedzki...Ja tego nie kumam! Nie było mnie :P Ale cóż...Daję wam nocię i zmykam się uczyć :)
Rozdział XLV
Następnego dnia wieczorem, Bill poszedł do sklepu po jakieś napoje i troszkę słodyczy, bo miałam chandrę. Zadzwonił mój telefon.
- Halo? - odebrałam.
- Cześć złociutka..... - usłyszałam.
- Kim jesteś?! - krzyknęłam.
- Spokojnie, wiem że jesteś sama i nie możesz się poradzić Billcia.... - mruknął.
- Czego ty odemnie chcesz?! - warknęłam.
- O, chcę tylko mojego syna, a raczej moich synów....Tak dawno ich nie widziałem.....
- Ale co to ma współnego ze mną?!
- Tego się już sama domyśl słońce....
- Nie mów tak do mnie!
- Mogę mówić jak tylko mi się spodoba.....Kochaniutka.....Widzę cię, czekasz na Billusia.....Czyżby chandra? Niepotrzebnie tak na niego fuknęłaś prawda?
"Matko, ja żeczywiście fuknęłam na Billa!" pomyślałam.
- Dobrze myślisz, obserwuję Cię, i tylko się zastanawiam kiedy oddasz mi syna....
- Jakiego syna do cholery?!
W słuchawce znów słyszalny był sygnał.
- Kto to może.... - mruknęłam ale nie dokończyłam bo coś przysżło mi do głowy. - Jaka ja głupia....
Usiadłam na fotelu nie wierząc w to co właśnie pomyślałam. Do pokoju wszedł Bill.
- Kate! Co się stało?! - podbiegł do mnie. - Wyglądasz jak duch, jesteś bielusieńka!
- Już wiem kto to jest.... - szepnęłam.
- Co to za huj?! - wrzasnął.
- Bill, tu chodzi o Ciebie. On mówił o SYNACH, a nie o SYNU. Chodzi o Ciebie i Toma. To wasz ojciec. - te słowa wypowiedziałam z goryczą.
- O Boże.... - Bill usiadł na podłodze. - Nie.....Nie, nie!
- Bill.....Co się dzieje?
- Nie on! Tylko nie on!
- Bill, co się dzieje?! O co chodzi?!
- Boże, jeśli on Cię skrzywidzi? - popatrzył na mnie.
- Dlaczego miałby mnie krzywdzić? - zapytałam.
- Zanim odszedł......Bił nas i mamę. To był najgorszy okres mojego życia. - szepnął.
- Jezu.... - usiadłam przy nim.
- Jest niezrównoważony. Nie wiadomo co mu przyjdzie do głowy. Musimy uważać i trzymać się razem.... - szepnął.
- W porządku. - powiedziałam i przytuliłam go.
- Dobrze że mam Ciebie. - powiedział.
- Ale on powiedział że mam mu oddać syna. Niby jak?
- Najwyraźniej ma coś przeciw naszemu związkowi. On zawsze miał coś przeciw. Kiedy mama powiedziała mu że nas krzywdzi, i że już nie chce z nim być, tata ją pobił i zwyzywał. Próbowałem ją bronić, ale byłem tylko dzieckiem. Jeszcze do dziś mam blizny....
- Boże, Bill! - krzyknęłam.
- W jednym dniu był kochającym tatusiem który dawał nam pieniądze i kupował lody, a w drugim przychodził pijany i nas bił. Pamiętam jak wyglądałem kiedy nas w końcu zostawił. Podbite oczy, siniaki, strupy. Nie chodziłem do szkoły, byłem zaledwie cieniem człowieka...
- Bill, tak mi przykro....
- Boję się o Ciebie.
- Idziemy do Toma. - stwierdziłam rzeczowo.
- Masz rację. Boże, oni też są w niebezpieczeństwie! - krzyknął.
Wzięłam ze sobą scyzoryk. Na wszelkie "ale". Szybko poszliśmy do Toma, nie chcąc długo przebywać na korytarzu.
- Tom, jesteśmy w niebezpieczeństwie! - krzyknął Bill.
- To znaczy? - mruknął Tom.
- Ojciec wrócił! - kiedy Bill to powiedział Tom znieruchomiał.
- Co? Ojciec wrócił? Niemożliwe! - krzyknął.
- Też to tak przyjąłem. Boję się. On chyba chce się spotkać...... - mruknął Bill.
- Cholera. No to mnie zagięło. Będę uważał.
Wyszliśmy od Toma i poszliśmy do pokoju.Ciągle w ostrożności.
- Sms. - powiedziałam słysząc sygnał swojego telefonu.
Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam że sms jest od ojca bliźnaków.
"Moglibyśmy się kiedyś spotkać?" pytał.
- Cholera.... - szepnęłam.
- Co? - zapytał Bill.
- Twój ojciec chce się spotkać. Ze mną.
- Nie idź.
- Nie jestem tchórzem! Idę! - powiedziałam pewnie.
- Nie, nie rób tego! - powiedział błagalnie.
"W porządku, gdzie i kiedy?" odpisałam.
- Karina, błagam, nie rób tego! - krzyknął Bill.
- Spokojnie, Bill! Przecież chyba mnie nie zabije!
- Nic nie wiadomo... - szepnął.
"Może jutro, o 19.00 w restauracji "Bristol"?" otrzymałam odpowiedź.
- To najdroższa restauracja w mieście! - krzyknęłam.
- Cholera.....Nie podoba mi się to. - burknął Bill.
"Dobrze, postaram się być punktualnie" odpisałam znów.
"Dobranoc" napisał ich ojciec.
"Dobranoc" odpisałam i odłożyłam telefon.
- I widzisz? Nic mi nie będzie. A jak coś będzie nie tak, to go skopę i pobiegnę do hotelu. - powiedziałam.
- Obiecujesz? - zapytał Bill.
- Tak, obiecuję. Wyjdę do toalety i puszczę Ci sygnał jeżeli wszystko będzie ok. Jasne? - zapytałam.
- Dobrze. - odparł.
***
Nazajutrz o 19.00 stałam pod "Bristolem". Podszedł do mnie mężczyzna, trochę przypominał mi Banderasa :)
- Kate? - zapytał.
- Tak. - odparłam.
- Wejdziemy?
- Oczywiście. Chodźmy.
Poprowadził mnie do środka, a później do stolika nr. 8.
- Co zamówisz? - zapytał.
- Poproszę lampkę czerwonego wina, i może......hm.... - zaczęłam się zastanawiać.
- Może weźmiemy homara? - zapytał.
- W porządku. - odpowiedziałam.
- Przy okazji, mam na imię Matt. - powiedział.
- Aha, ja jestem....
- Tak, wiem Karina. - przerwał mi.
- Tak. - uśmiechnęłam się.
Matt zawołał kelnera i złożył zamówienie. Chwile czekaliśmy, jednak przyniesiono w końcu homara. Kiedy mieliśmy już wychodzić, poszłam do toalety i puściłam Billowi sygnała, na znak, że wszystko ok.
~~~
Jak widzicie, wasze podejrzenia się sprawdziły :) Dobra, piętnaście komów :) No, a teraz lecę się uczyć. I jeszcze jedno:
MAM NOWEGO BLOGA :)
Wszyscy fani tego obowiązkowo wchodzą i zostawiają pamiątki w postaci komów :) Jeśli chcesz wejść....
>Kliknij<
Kate 21/11/2006 17:20:58 [
komentarzy 22]
Komentuj
Heyka kochani!
Znalazłam kawałek mojego wolnego czasu i poświęciłam go wam :) Muszę się uczyć :( Chcę zdać ten roczek :) No, i teraz jeszcze dojdą mi treningi na maksa, bo będą zawody w siatkę, gramy 4 grudnia :) Złoimy im skóry :) A teraz wasza upragniona notka :)
Rozdział XLIV
- Szybko, szybko! - wrzeszczałam ślizgając się na lodowisku przed hotelem.
- Zaraz się wypierdolę, skąd tu ten lód?! - krzyczała Klaudia.
- Nie wiem, chodźcie!
W końcu dostałyśmy się do hotelu. Szybko pobiegłyśmy na stołówkę, zjadłyśmy i tak już spóźniony obiad, i poleciałyśmy do pokoi po jakieś ciuchy. Pół godziny później goniłyśmy busikiem przez Magdenburskie ulice. W końcu dojechałyśmy do hali przygotowanej pod nasz koncert.
- John, rusz się! - wrzasnęłam widząc że John idzie sobie spokojnie na końcu.
- Te twoje napady szału doprowadzą nas do bankructwa! - wrzasnął.
- Dobra, może jeszcze mi powiesz że mam się zgłosić do psychiatryka? - zapytałam.
John nic nie odpowiedział. Wbiegłam do garderoby i zajęłam łazienkę. Szybko zrobiłam nowy makijaż i przebrałam się w ciuchy na koncert. Wyszłam szybko, bo inne dziewczyny też musiały się przebrać, a 30 minut później stałam już na scenie i witałam publiczność.
*Po koncercie*
Koncert był nieco krótszy niż zwykle. Klaudia przy krótkiej przerwie naciągała sobie palce, i wybiła jednego, w związku z vczym nie było mowy o grze na gitarze. Właściwie to kośc przeskovczyła jej na drógą stronę i nie wyglądało to zbyt przyjemnie. Wyszłam na scenę i zaczęłam wyjaśnienia:
- Kochani, wybaczcie nam, ale zdarzył sie mały wypadek, i niestety koncert nie może trwać dalej! - krzyknęłam do mikrofonu.
Usłyszałam jęk zawiedzonej publiczności.
- Jednak obiecuję, że przy wyjściu każdy dostanie połowe tego co zapłacił za bilet! - dodałam.
Publicznośc radośnie krzyknęła.
- Dziękujemy wam! - ukłoniłam się i zeszłam.
Okazało się że Klaudia pojechała z tym palcem do szpitala, a reszta dziewczyn z nią, więc ja i John wracaliśmy sami do hotelu.
- W sumie to i lepiej, zdążę napisać nowe kawałki. - powiedziałam.
- Masz rację. - oświadczył John.
Kiedy dojchaliśmy pod hotel, zobaczyłam stojącego pod nim Toma.
- Wszystko ok? -zapytałam widząc jego minę.
- Boże, podobno coś się stało.... - mruknął.
- Spokojnie, to tylko wybity palec! - uspokoiłam go.
- Mam nadzieję, Bill jest na górze. - powiedział po chwili.
Zostawiłam go i pobiegłam na górę. Weszłam do pokoju.
- Hej, co z tą Klaudią? - zapytał Bill.
- Nic, to tylko wibity palec, przynajmniej taką mam nadzieję.... - mruknęłam.
- Aha. Myślałem że Tom dostanie apopleksji, tak się rzucał.
- No wiesz, ja mu się nie dziwię. - powiedziałam jednocześnie ściągając kurtkę i buty.
- Ja bym dostał nawet gdybyś nabiła sobie siniaka. - powiedział śmiejąc się.
- No, ostatnio mam ich kilka.... - mruknęłam.
- O Boże, skąd?! - krzyknął.
- Od Ciebie. - zaśmiałam się.
- Odemnie? - zapytał.
- No wiesz, ja się sama w nocy nie kopę. - uśmiechnęłam się.
- Hehe, przepraszam. - uśmiechnął się.
Ja nic nie odpowiedziałam tylko wzięłam piżamę i poszłam się umyć. W wannie naszła mnie nagła wena, więc szybko się umyłam i wyszłam, nawet nie używając tych wszystkich kremów i innych kosmetyków do cery. Wzięłam byle jaką kartkę i zaczęłam na niej szybko bazgrać tekst piosenki, z krótkimi przerwami na zastanowienie się co będzie lepiej brzamiało.
Zanim jednak skończyłam pisać, zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
- Słucham? - powiedziałam w stronę słuchawki.
- Znasz Billa? - zapytał ktoś.
- Jakiego? - zapytałam.
- Kaulitza. - odparł. Tak to był facet.
- Znam. - powiedziałam niepewnie.
- Karina, wszystko w porządku? - zapytał Bill widząc moją przerażoną minę.
- Ty jesteś Kate z Berlin Street? - zapytał ten ktoś.
- Tak. - powiedziałam dziwnym tonem.
Ten ktoś mnie zna i czegoś odemnie chce!
- Oddaj mi mojego syna. - usłyszałam.
- Jakiego syna? - zapytałam zdezorientowana.
- Mojego syna, mojich synów! - usłyszałam krzyk.
- Ale kogo, o co chodzi, kim pan jest?! - wrzasnęłam.
Jednak w słuchawce słyszalny był tylko sygnał.
- Kurwa! - rzuciłam telefonem.
- Kate! - krzyknął Bill.
- To był szantaż! - mruknęłam.
- Ale kto, co, jak? - zapytał Bill.
- To był jakiś facet, wypytywał mnie kim jestem, czy Cię znam, a później powiedział że mam mu oddać jego syna.
- Ale my tu nie przechowujemy żednego dzieciaka! - powiedział Bill.
- No właśnie to samo mi przysżło na myśl. - odpowiedziałam.
- Cholera, co to może znaczyć....Może to pomyłka? - zapytał Bill.
- Nie, przecież wypytywał o mnie i o Ciebie. - pwiedziałam.
- To ja już nie wiem.
Położyłam się spać nieco zdenerwowana. Nie dokończyłam piosenki bo wena mi jakoś przeszła....
O 2.00 w nocy usłyszałam sygnał smsa w moim telefonie. Wychyliłam się nad Billem i wzięłam telefon z szafki.
- Co się dzieje? - zapytał zaspany Bill zapalając lampkę.
- Sms....Może coś się stało. - powiedziałam.
Weszłąm w menu telefonu i przeczytałam wiadomość.
" Jeszcze się nie domyślacie kim jestem? Ja wam nie powiem. Zobaczymy, jak syna mamusia nauczyła myśleć....." głosił sms.
- Bill patrz.... - powiedziałam podając mu telefon.
- Przecież matka nie uczy myśleć! - burknął Bill.
- Nie mam pojęcia o co temu komuś chodzi.... - powiedziałam.
- Ja też nie, śpij kochanie. - powiedział odkładając mój telefon, gasząc lampkę i przytulając mnie mocno.
~~~
Za 15 komów dam wam kolejną nocię :) Bo jak wam się nie napisze, to chyba nie wiecie ile się daje u mnie...
Kate 20/11/2006 19:36:31 [
komentarzy 17]
Komentuj
Heyka!
Znalazłam czas na maksymalnie krótką nocię. Nestety, mam pracę na historię. Temat: W jakiej epoce chciałabyś się znaleźć? Ja oczywiście wybrałam renesans, ale myślałam też o starożytnym Egipcie, ale moja fascynacja Leonardem wciąż nie maleje :)
Rozdział XLIII
Wstałam i przeciągnęłam się.
- Mmmmm...... - mruknęłam przypominając sobie cąłą noc.
Przy mnie słodko chrapał Bill. Pocałowałam go w policzek i poszłam się ubrać. KIiedy weszłam Bill wkładał spodnie.
- Hey. - rzuciłam.
- Hej - odparł.
Chwile na niego patrzyłam. W końcu zapytał.
- Jak było?
- Cudownie.... - odpowiedziałam.
Usiadłam przed telewizorem kiedy on poszedł się umalować. Obejrzałam sobie nasz teledysk, który według mnie wyglądał okropnie. No, ale podobno tylko według mnie.
W końcu zeszliśmy na śniadanie i zastaliśmy tam już wszystkich.
- Cześć, co takie humorki? - zapytałam podchodząc do nich.
- A, tam... - mruknął Georg.
- A ten co? - zapytał Bill wskazując na leżącego na stoliku Toma.
- Pijany. Leży tak odkąd skończył wymachiwać nożem. - odparł Gustav.
- Aha...... - powiedziałam i poszłam po płatki.
- A wy co tacy weseli? - zapytała Justyna.
- A.....tak jakoś. - odpowiedziałam.
Później przez cały dzień nie wychodziliśmy z hotelu bo pod nim stała masa fanów, a pozatym to Tom był pijany. Za to następnego dnia mieliśmy iść na jakiś wywiad, sesję zdjęciową i wieczorem jechać na koncert.
*** Następnego dnia, 12.00***
- Cholera, ale zimno! - burknęłam przytupując nerwowo na śniegu przed studiem BRAVO.
- Dlaczego nie chcą nas wpóścić? - zapytała Justyna.
- A ja wiem? - odpowiedziała Klaudia.
- Berlin Street? - zapytał jakiś facet wychodząc z budynku.
- Dzięki Bogu, tak. - odpowiedziałam.
- Jeszcze 5 minut. - odparł.
Wkurwiłam się, no bo w końcu ja tu jestem dla nich, a nie oni dla mnie.
- CO?! JAKIE KURWA 5 MINUT?! ILE MAM TU STAĆ?! ALBO NAS WPÓŚCICIE, ALBO JEDZIEMY! - wydarłam się.
- Dobra, dobra....... - powiedział cicho facet i wpóścił nas do środka.
- To dlatego nie chcieli nas wpóścić...... - powiedziała Justyna wskazując na wielki potop w holu.
- Pękły nam rury. - oświadczył mężczyzna.
- Ta, w męskim klopie! - powiedziałam do dziewczyn po Polsku, na co zaczęły się śmiać.
- Przepraszam? - mężczyzna był bardzo poważny.
- Spokojnie, to nic. - powiedziałam przeskakując zręcznie kilka kałuż.
- Jakbym miała 5 lat! - usłyszałam za sobą głos Oli.
W końcu znalazłyśmy się po drugiej stronie holu i chcałyśmy jechać windą, ale mieli zwarcie w związku z "potopem". I musiałyśmy się powspinać na 10 pięterko.
- Cholera jasna! - darła się Justyna.
Ja potrąciłam jakiegoś faceta i wypadły mu papiery, Klaudia stłukła wazon na 6, ale niby nic się nie stało, Justyna uderzyła kogoś w głowę drzwiami, a Ola zrzuciła przypadkowo segregatory z półek na korytarzu. Zanim doszłyśmy na 10, całe biuro miało nam za złe. W końcu jednak weszliśmy do jakiegoś jasnego pokoju.
- Dzień dobry dziewczęta. - usłyszałam za sobą.
- Cześć. - powiedziałyśmy chórkiem do kobiety za nami.
- Co tak późno? - zapytała.
- Wywaliło wam rury na dole i nie chcieli nas wpóścić. - odparłam.
- Ah tak. Chciecie się czegoś napić?
Poprosiłyśmy o sok. Później zaczęła nas wypytywać.
- Jesteście solo? - zapytała.
- Eeee...Ja i Klaudia nie. - odparłam.
- Kim są szczęściarze?
- Bracia Kaulitz. - odpowiedziała za mnie Klaudia.
Babce lekko opadła szczena, ale szybko doprowadziła się do porządku. Zadała nam kilka pytań i powiedziała że bardzo dziękuje za wywiad.
- Chyba będą to musieli ocenzurować. - powiedziałam kiedy wchodziłyśmy na 15, na sesję.
- Dlaczego? - zapytała Klaudia.
- Hehe, wymsknęło mi się...pare razy..... - zaśmiałam się.
- Przez te Twoje napady złości i kurwowanie zyskamy złą sławę. - oświadczyła Justyna.
- Inaczej nie mogę. - uśmiechnęłam się.
Cała sesja trwała około 2 godzin, a ja w tym czasie zwyzywałam dwie osoby.
- Coś chyba rzeczywiście ze mną nie tak..... - powiedziałam.
- Nie wiem, ale lepiej jedźmy do hotelu, jeśli chcemy się jeszcze przebrać na koncert. - powiedziała Klaudia.
I pojechałyśmy do hotelu.
~~~
Ja wiem że krótko, ale inaczej nie mogę :( Tata mnie zgania z kompa cholera. Ale ja dzielnie się nie daję :) Napisałabym wam nocię wczoraj, ale byłam na kanałowym. Wicie że u dentysty można dostać pracę domową? Ja dostałam :)
Kate 18/11/2006 15:35:18 [
komentarzy 16]
Komentuj
Powracam :)
Nie mam serca zawiesić tego blożka! Może nocie nie będą się teraz pojawiały codziennie, ale i tak będę się starała dać ich jak najwięcej! Dzięki kochani za komy! Angi, powinno być "ich libe deine opo" XD A ty mi napisałaś "ich libe dich opo" co znaczy "kocham Cię opo" :) No cóż, wyszło to dziwnie :) Miałam znów dołek psychiczny, widziałam fotkę jak "Bill" się całuje z jakąś fanką, później okazało się że to nie Bill tylko ktoś przebrany...I cała historia skończyła się stratą 2 szklanek w domu :) Które okazyjnie potłukłam wyjąc na cąły blok :) No, ale dość głupot, opo!
Rozdział XLII
Następnego dnia zaczęła się bieganina po mieście. Musieliśmy się w coś ubrać, i kupić Klaudi prezent. Bill wchodził (cholera wie po co) prawie do każdego sklepu. W końcu jednak kupiłam sobie dżinsową miniówę i top, a samej Klaudi przenośne dvd, takie jakie ma Gustav.
Sama impreza zaczynała się o 18.00, więc około 16.00 zeszliśmy na obiad i szybko wróciliśmy na górę się przygotować. Oczywiście Bill wygnał mnie z łazienki, na co ja strzeliłam focha, a on musiał mnie przepraszać. Ja to mam osobowość :) Jednak po tym jak wpuścił mnie do łazienki, szybko się przebrałam i umalowałam, zostawiając mu sporo czasu. Kiedy nareszcie zeszliśmy na dół, było za dziesięć 18.00, ale ludzi i tak już była kupa. Klaudia przyjmowała prezenty. Właśnie życzenie składał jej Tom, a za nim stała kilometrowa kolejka.
- O nie....... - jęknął Bill.
- Dobra, będziemy chamy. - rzuciłam.
Pociągnęłam Billa w stronę Toma i wepchnęłam się za niego.
- Ej, co jest?! - warknął John.
- Bill nie może długo stać bo go nogi bolą. - powiedziałam z satysfakcją.
- A ile ja stoję?! - krzyknął.
- Nie obchodzi mnie to. - powiedziałam i podeszłam do Klaudi bo nadeszła nasza kolej.
Złożyliśmy jej życzenia, daliśmy prezent i podeszliśmy do Toma, sączącego colę.
- Ale nudy...... - mruknął Bill.
- Spoko, rozkręci się. - odparłam.
- Mam nadzieję.....Matko, taka ważna impreza..... - Tom był zestresowany.
- Spoko, pójdzie gładko. - odparłam.
- Mam nadzieję......
Jednak, zgodnie z moimi przewidywaniami poszło gładko. Ludzie tańczyli, jedli, a napoje i trunki lały się strumieniami. John był pijany i śpiewał. W końcu zasnął na stole. Gustav wywijał z jakąś dziewczyną, Georg założył się z jakimś chłopakiem kto wytrzyma głużej i nie padnie po wypiciu różnych ilości alkocholu. Ja tańczyłam z Billem, Tom z Klaudią, jednak trochę się upił i chyba nie do końca już kontaktował.
- On chyba lubi popić! - krzyknęłam do Billa przekrzykując muzykę.
- Co?! - odkrzyknął.
- TOM CHYBA LUBI POPIĆ! - wrzasnęłam.
- A, tak! - krzyczał - Lubi, lubi!
- Często?
- Czasami!
Wtedy rozległ się głos faceta prowadzącego imprę.
- Kolejna piosenka, ze specjalną dedykacją! - krzyczał.
- Oooo, pewnie Tom zadedykował Klaudi. - powiedziałam.
Bill nie odpowiedział, a kiedy na niego spojrzałam, tylko się uśmiechał.
- Specjalnie dla Kate, piosenka Jana Hammera "Crockett's Theme"! Od tajemniczego wielbiciela! - usłyszałam.
- O matko! Super! - krzyknęłam. - Uwielbiam tę piosenkę!
- Hm..... - mruknął tylko Bill.
Nic na to nie opowiedziałam, bo zaczęła się piosenka i porwał mnie do tańca.
- Haaaaaa....... - nuciłam rytm melodi.
I wtedy zdałam sobie z czegoś sprawę.
- Tajemniczy wielbiciel! - krzyknęłam i odbiegłam od Billa, podbiegłam zaś do faceta obsługującego muzę.
- Kto zamówił ten kawałek? - zapytałam.
- Ten chłopak w czarnych włosach za tobą. - odpowiedział.
Odwróciłam się i zobaczyłam Billa.
- Tajemniczy wielbiciel, ciekawe...... - mruknęłam.
- Nie domyślasz się? - zapytał.
- Wiem że to ty - uśmiechnęłam się do niego.
- Zaczekaj tu na mnie. - oświadczył i zanim zdążyłam go zatrzymać wyszedł.
Nie było go około godziny. Tańczyłam z różnymi chłopakamim, w tym z Georgem i Gustavem, do Toma wolałam nie podchodzić bo był nachlany. Kiedy wrócił Bill podniósł się z miejsca. Nie zwróciłby niczyjej uwagi gdyby nie zaczął wrzeszczeć:
- Wszystkich powybijam! - i wymachiwać nożem trzymanym w ręce.
Bill nie zwlekając dłużej pociągnął mnie za rękę i pobiegliśmy szybko do pokoju, po czym zamkneliśmy się na klucz.
Kiedy się odwróciłam przeżyłam szok. W pokoju były płatki róż i zapalone świece. Zasłony były zaciągnięte, co dawąło bardzo romantyczny nastrój.
- Oooo....A co ma znaczyć ta sceneria? - zapytałam.
- A jak myślisz? - zapytał z błyskiem w oku.
- Czy ty nie chcesz czasami........
- Dokładnie. Chyba że ty nie chcesz. Nie nalegam..... - szepnął.
- Chcę, bardzo chcę. - odparłam.
Nie pytałam nawet czy to będzie jego pierwszy, czy też setny raz. Poprostu mnie to nie interesowało. Ważne było to, co było tu i teraz, miedzy nami.
Bill podszedł do mnie i zaczął delikatnie całować i ściągać ze mnie ubranie. Ja ściągałam je z niego i odwzajemniałam pocałunki. Był taki delikatny. W końcu położył mnie na łóżku i.....
I co się dalej działo, to ja myślę że moja sprawa.
~~~
Wiem że mało, ale na więcej czasu brak :) 15 komów i macie nową kochani :) Dzięki bardzo Alexie za to że mnie wspierała w tej trudnej chwili, i przypominam, że dość już "Alexa". Nazywajmy go normalnie, bo strach przed imieniem, zwiększa strach przed tym kto je nosi.....(kto wie z czego ten tekst?:)
Kate 16/11/2006 15:50:15 [
komentarzy 23]
Komentuj
Sorka
Że nie daję notki, ale nie wiem kiedy będzie kolejna. Nawał! Nie mam na nic czasu! Sprawdziany, kartkówki....Ten tydzień zawalony nimi! Dlatego zastanawiam się nawet nad zawieszeniem bloga, i od tego czy to zrobię czy nie, będzie zależała ilość komów pod tą notką. Nie robię tego żeby zyspać komy, ale po to, by przekonać się, czy mam jeszcze pisać tego blożka....
A i jeszcze jedno. To opowiadanie jest dla mnie zabawą, a nie życiem. Ja mam własną rodzinę która mnie kocha, może nie mam chłopaka, ale marzyć dobra rzecz. Jak się komuś nie podoba, to nie musi czytać. Ja nikogo do niczego nie zmuszam....
Kate 13/11/2006 20:21:24 [
komentarzy 41]
Komentuj
Oooo....
Ale odkrycie! Właśnie zauważyłam, że mój blożek jest wpisany w "najczęściej dziś odwiedzanych"! Super :) Ciesze się że wam się podoba :) I teraz odpowiedzi na wasze pytanka:
1. Nie mieszkam w Katowicach, ale w okolicach Katowic
2. Tom być kiedyś z Katy na strychu? Chodziło mi tutaj o kuzyna Kate:)
Rozdział XLI
Pytałam Billa o wszystko co mnie otaczało. Miałam tylk nieliczne przebłyski, jednak nic nie było w stanie mi przywrócić pamięci. Ciągali mnie tu i tam, jednak ja i tak nic nie pamiętałam. Wieczorem położyłam się wyczerpana spać.
***Dwa tygodnie później***
Obudziłam się. Wstałam i ubrałam się szybko. Rodziców nie było, mieli gdzieś jechać czy coś. Wyszłam z pokoju i chciałam zejść na dół ale....Ktoś zepchnął mnie ze schodów.
***Dzień wcześniej w pokoju w którym nocowali bliźniacy***
Wszyscy mieszkali chwilowo u mnie. Dziewczyny robiły własną naradę, a chłopcy własną.
- Już nie wiem co mam zrobić! - jęczał Bill.
- Słuchaj, musisz się do tego przyzwyczaić, ona może zostać taka na zawsze..... - powiedział Georg.
- Ale ja jej takiej nie.......no, jakoś mi się nie podoba taka. Jest taka strachliwa, ani razu mnie nie pocałowała, ja chcę tamtą Kate! - zalał się łzami.
- Spoko. Chłopaki nie płaczą. - zaśmiał się Tom.
- Zamknij się! Nic Ci się nie przytrafia debilu! Jak to sie dzieje?! - krzyczał Bill.
- Słuchajcie, siedzenie bazczynnie jest beznadzieją. - powiedział jak zwykle filozofując Gustav.
- O, no to żem się dowiedział! - burknął Tom.
- Trzeba wywnioskować dlaczego straciła pamięć! - warknął obrażony Gustav.
- To się stało po podcięciu żyletkami....... - zachrypiał Bill.
- Dobra, pomyślmy........Jak to przebiegło? - pytał Gustav.
Bill opowiedział całą historię.
- Dalej nie pamiętam bo zemdlałem. - zakończył.
- Przyszła do nas do pokoju i coś gadała o żyletce, Billu, że się cieli......I zemdlała. - wtrącił Tom.
- Aha! - krzyknął Gustav.
- Co? - zapytał Georg.
- Upadła na głowę? - pytał wciąż Gustav.
- Tak, dokładnie na tył. - odparł Tom.
- No to mamy przyczynę. - powiedział Gustav.
- I co w związku? - zapytał Georg.
- To, że trzeba spowodować ponowne uderzenie aby pamięć powrółciła...... - mruknął Gustav.
- O nie! Nie będziecie jej bić! - krzyknął Bill.
- Spoko, zepchniemy ze schodów i po kłopocie! - krzyknął Tom.
- Pojebało was już do końca?! - warknął Bill.
- Bill, znajome miejsca nie działają, musimy zrobić coś innego! Być może to jedyne wyjście! - krzyczał Tom.
- Cicho, cicho! - syknął Gustav. - Jej rodzice wyjeżdżają jutro z samego rana na jakiś czas. Jutro to zrobimy. - szeptał.
- No......dobra. - przytaknęła reszta.
Chłopcy rozeszli się po swoich pokojach, a bliźniacy zostali u siebie. Położyli się szybko spać, ale Bill nie mógł jeszcze długo zasnąć.....
***Następnego dnia, po moim upadku***
- No i co kurwa zrobiliście?! - wydzierał się ktoś nad moim uchem.
- Bill daj spokój, to może zadziałać! - usłyszałam kolejny głos.
- Aaaa, ała....... - mruknęłam. - Wszystko mnie boli......
Otworzyłam oczy i zobaczyłam wszystkich stłoczonych przy mnie. Najbliżej siedział Bill ze łzami w oczach.
- Bill! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
- Co się stało? - zapytał.
- Żyjesz! Boże, jak dobrze! - chlipałam.
- Zaraz, zaraz! - krzyknął Gustav i oderwał mnie od Billa.
- Co? - zapytałam.
- Wiesz kim jesteś?
- Wiem. Mam na imię Karina, ale mówicie na mnie Kate. Mam 16 lat. Mieszkam w Loitshe, ale przeprowadziłam się z Polski. Z Justyną, Klaudią i Olą mamy zespół. - zaczęłam wyliczać.
- Zgadza się! - krzyknął Tom.
- Mówiłem jej tym. Ciągle może....... - szeptał Bill.
- Co? - zapytałam.
- Pamiętasz wszystko? - zapytał Georg.
- Tak. - oświadczyłam.
- Opowiedz coś.
Zaczęłam im opowiadać jak poznałam bliźniaków.
- Zgadza się, wszystko się zgadza! - krzyknął Tom.
- Odzyskałaś pamięć! - wrzasnął Bill i rzucił się na mnie.
- Ale.....Ja zawsze ją miałam. - powiedziałam marszcząc brwi.
- Nie....Po cięciu się żyletkami straciłaś ją.
- Nie pamiętam.
Wszyscy zaczęli się śmiać, a Bill powiedział że dziś pojedziemy do hotelu skoro już wszystko się wyjaśniło.
Nie odstępował mnie na krok, ciągle pytał czy pamiętam jak np. uratował mnie przed Markusem, chciał wrzucić do jeziora.....
Popołudniu, kiedy już wszyscy byli spakowani, wrócili moi rodzice.
- Mamo! - krzyknęłam widząc ją. - Ja was pamiętam! Odzyskałam pamięć!
Oczywiście rodzice bardzo się cieszyli. Niestety, długo z nimi nie rozmawiałam, bo pojechaliśmy do hotelu. Znajdował się w Magdenburgu. No i okazało się, że i tak musielibysmy jechać, bo w hotelu, nazajutrz, organizowana jest impreza urodzinowa Klaudi. Kiedy się o tym dowiedziałam osunęłam się w fotelu.
- Przecież ja nie mam prezentu, no i nie mam się w co ubrać! - krzyknęłam.
- Szczerze mówiąc, to ja też nie mam. - szepnął Bill.
- Jutro z rana idziemy na miasto! -zarządziłam.
Dojechaliśmy do hotelu, odebraliśmy kluczyk od pokojku i weszliśmy na górę. Wykończona rzuciłam się na łóżko.
- Co jest? - zapytał Bill.
- Nie mam już na nic siły..... - ziewnęłam.
- Spanko? - zapytał.
- No, troszkę. - oświadczyłam.
Szybko poszłam się umyć i odrazu po tym weszłam do łóżka, bo nie mogłam się powstrzymać przed spaniem. Obudził mnie Bill śpiewający w łazience.
- Od kiedy nucisz w kiblu?! - krzyknęłam.
- A nie wiem, jakoś tak mi się zebrało! - odkrzyknął.
- To cicho bo chcę spać!
- Czekaj na mnie!
Postanowiłam jednak nie czekać na Billa bo byłam śpiąca jak cholera, w tym wypadku prawie zasnęłam, ale ten głupek mnie obudził.
- Co ty robisz głupku?! - wrzasnęłam kiedy zaczął mną potrząsać.
- Miałaś czekać!
- Spać mi się chce, właź do łóżka i zgaś światło! - warknęłam.
Odwróciłam się na drugi bok olewając go totalnie, po czym zabrałam sobie kołdrę.
- A ja czym się przykryję? - zapytał.
- Mam to w dupie. - powiedziałam po chamsku.
- Aha, dziękuję bardzo! - prychnął, po czym wziął poduszkę, z szafy wyjął koc i rozłożył się na kanapie.
- Co ty wyprawiasz? - fuknęłam.
- Gdzieś muszę spać. - burknął.
- Do tego służy łóżko. - powiedziałam.
- Zajęte.
- No chodź. - ponagliłam go ręką.
- Nie. - powiedział.
Wstałam i siłą zaciągnęłam go do łóżka. Przykryłam go kołdrą i zgasiłam światło. Kiedy ja weszłam do łóżka, otulił mnie wygrzaną już kołderką i mocno przytulił ~~~
Jak widzicie króciutkie, więc za 15 komów następne. Ale nie wiem czy nie za więcej, bo mam w poniedziałek kartkóweczkę....:( Z niemca :( Więc muszę wkówać...
I nareszcie, po tych wszystkichr rozdziałach, dziękuję za pomoc Alexie, która przyczyniła się do powstania tych kilku rozdziałów :) Pozdro dla Ciebie :)
Kate 11/11/2006 15:32:43 [
komentarzy 23]
Komentuj
Odpowiedzi....
...na wasze pytania! Dostałam komętarz z zapytaniem, dlaczeko Kate tak szybko uwierzyła że jest to jego dziewczyna. Otóż, Kate otrzymała moją osobowość, bo poprostu jest mi łatwiej tak pisać :) Kiedy ja widzę mojego faceta z jakąś laską, wprost mnie zżera od środka! Ale dzięki za komy :)
Rozdział XL
Obudziłam się w szpitalu. Siedział przy mnie dziwny chłopak z bląd włosami i dredami. Za rękę trzymała go dziewczyna, miała brązowe oczy i włosy podobnego kolou.
- Katy! - krzyknęła.
- Ja.....Jaka Katy? - zapytałam.
- Karina, bez jaj! - krzyknęła dziewczyna.
- Eeee.....Nie jestem Karina. - powiedziałam.
- A kto? - zapytał ten chłopak.
- Ja jestem.........Nie wiem kim jestem! - wrzasnęłam.
- Bez żartów! - krzyknął blądyn.
- To nie są żarty chłopczyku o ładnych oczach. - powiedziałam.
Istotnie, chłopak miał śliczne, czekoladowe oczy.
- Eeeeee......Karina, co ty odstawiasz? - zapytała ta dziewczyna.
- Już mówiłam ja.....
Nie zdążyłam dokończyć bo na sali pojawił się śliczny chłopak, czarne włosy, wysoki, śliczne oczy.
- Spadamy. - mruknął blądyn i wyciągnął dziewczynę za rękę z sali.
- Obudziłaś się! Spałaś dwa tygodnie! - krzyknął.
- Eeeee......Fajnie. - stwierdziłam.
- Tak mi ciebie brakowało!
Chłopak przybliżył się i przytulił mnie. Odtrąciłam go.
- Co tu robisz do cholery?! - krzyknęłam.
- Jak to co? - zapytał.
Pocałował mnie w usta i zaczął wpychać do nich swój język. Znów go odepchnęłam.
- Zboczeniec! - krzyknęłam.
- Karina, co ty gadasz?! - krzyknął.
- Jaka Karina, już wam mówiłam!
- Wciąż jesteś zła o tę dziewczynę? - zapytał.
- Jaką dziewczynę? - zapytałam.
- No tę spod hotelu....
"Co on pieprzy?!" pomyślałam.
- O czym ty gadasz kolego?! - krzyknęłam.
- Ja......Karina, otrząśnij się!
Do sali wszedł lekarz i zaczął mnie odrazu wypytywać.
- Jak się czujesz? - pytał.
- Dobrze. - odparłam.
- Wiesz kim jesteś?
- Niebardzo.
- Kim oni są?
- Też nie wiem.
- Utrata pamięci. - stwierdził.
- Coooooo?! - krzyknął chłopak o czarnych włosach.
- Warto ją zaprowadzić w kilka znanych miejsc a może jej coś przypomną. - oświadczył.
- Kiedy wyjdzie ze szpitala? - zapytał czarnowłosy.
- Dziś. - odparł lekarz.
Istotnie, tego dnia opuściłam szpital. Zawieźli mnie do jakiegoś hotelu. Z tego co się dowiedziałam ten śliczny chłopak miał na imię Phil czy jakoś tak......Nie, Bill!
- Bill, opowiesz mi coś o mnie? - zapytałam.
- Jasne króliczku. - powiedział.
"Jaki króliczek? Ja jestem królikiem?" pomyślałam i przyjżawszy się sobie dokładnie stwierdziłam że nadal jestem w ludzkiej postaci. Dobrze że przynajmniej wiem jak to wszystko co jest wokoło się nazywa. To czym teraz jedziemy, to pojazd, a konkretniej bus. To co mam na sobie to ubranie. Dobrze że chociaż to pamiętam. Ciekawe jaką mam rodzinę....
- Jesteśmy na miejscu - oświadczył Tom (bo tak nazywał się chłopak z dredami).
Wysiadłam z busa i otoczyła mnie grupka dziewcząt.
- Eee.....Bill, kto to? - zapytałam cicho.
- To twoje fanki. - odparł. - Nic nie mów tylko idź do hotelu.
Jak kazał tak zrobiłam. W hotelu zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju. Był już wieczór, więc odrazu kładlismy się spać. Jednak....łóżko było jedno.
- Ty chłopczyku....Eeee.....Bill, przypomniałam sobie. Dlaczego tutaj jest jedno łóżko? - zapytałam.
- Opowiem Ci wszystko zaraz, kiedy tylko będziemy gotowi do snu. Dobrze? - zapytał mnie.
- Tak. - odparłam.
- Będziesz się mogła umyć? Pamiętasz jak? Może Ci pomóc? - pytał wciąż.
- Nie, dam sobie radę...... - szepnęłam.
- Napewno?
- Tak, gdyby coś się działo zawołam Cię.......
- Dobrze.
Wiedziałam że cokolwiek by się stało nie zawołam go. Ja go poprostu nie znam! Naszczęście normalnie sie umyłam i wyszłam z łazienki.
- Były problemy? - zapytał czarnowłosy.
- Nie, ale dziękuję za chęci......
Teraz Bill poszedł się umyć. Rozejrzałam się po pokoju. Był ładny. Usiadłam na łóżku i czekałam aż chłopak wyjdzie. W końcu po około 15 minutach drzwi łazienki otworzyły się. Wyszedł Bill. Bardzo spięta siedziałam na łóżku. Trochę się go bałam, wiadomo kto to?
Podszedł do mnie i delikatnie pocałował jednocześnie kładąc na łóżku. Ja bałam się go odepchnąć, w szpitalu byli lekarze, a tu byłam sama. Kiedy skończył mnie całować zapytał:
- Nie odepchniesz mnie?
- Nie..... - szepnęłam.
- Coś nie tak?
- Nie, ok..... - mówiłam cicho.
- Nie, no mów! - powiedział dziwnym tonem.
- Dobrze, ale nie krzycz..... - szepnęłam cichutko.
- Dobrze. Co się dzieje? - zapytał.
- Boję się ciebie. Nawet nie wiem kim jesteś.
- Nazywam się Bill Kaulitz, mam 17 lat, mieszkam w Loitshe, jesteśmy sąsiadami, jestem wokalistą zepołu......
- Tokio Hotel. - przerwałam mu.
Zrobił wielkie oczy.
- Tak.......Tak, Tokio Hotel! - krzyknął zadowolony.
- Mów dalej.
- No więc mam psa, ty też masz, masz 16 lat, mieszkasz z rodzicami, jesteś jedynaczką, Tom to mój brat.....
- A.....Co istnieje między nami? - zapytałam w końcu o coś czego byłam najbardziej ciekawa.
- Między nami istniała miłość. Byłaś moją dziewczyną. Były sprzeczki, ale bardzo się kochaliśmy. - oświadczył.
- Byłam? Czas przeszły? - pytałam.
- No, przed utratą pamięci.
- Aha. No to już trochę wiem. - uśmiechnęłam się do niego.
- Czy.....czy ty mnie teraz kochasz? - zapytał.
- Myślę, że skoro kochała Cię moja wcześniejsza osobowość to w głębi serca ja też Cię kocham.
Lekko cmoknęłam go w czoło.
- Ojej......dziękuję. - powiedział.
- Możesz zgasić światło? - zapytałam.
- Tak, jasne.
Weszłam do łóżka, Bill również i wyłączył lampkę. Czułam jak obejmuje mnie ramionami, a usta błądzą po szyi.
- Bill, ja Cię prawie nie znam....... - mruknęłam.
- Ale ja znam Ciebie. - powiedział.
- Nie w tej osobowości. - szepnęłam. - Chcę, żeby to się odbyło z miłości.
- Rozumiem.
Nadal obejmował mnie ramionami, ale już nie całował. Co dziwne, sprawiało mi to przyjemność. Zasnęłam w dość krótkim czasie.
Obudziłam się następnego dnia. Bill leżał przy mnie z otwartymi oczami.
- Jak Ci się spało? - zapytał szeptem.
- Dobrze, dziękuję. - odpowiedziałam.
- Niestety, w tej sytuacji nie będziecie promować płyty tylko pojedziemy do domu, do Loitshe, i pokaże Ci ważne miejsca. Dobrze? - zapytał.
- Dobrze.
Ubrałam się szybko, Bill też jakoś i zeszliśmy na śniadanie. Nieśmiało złapał mnie za rękę. Ścisnęłam ją mocniej.
- Kocham Cię nawet teraz. - powiedziałam.
Uśmiechnął się promiennie.
- To znaczy że.....
- Nie. Nie chcę tego nie pamiętać. Jeśli kiedyś wrócę do siebie, chcę pamiętać jak to się stało. I pamiętaj. Jeśli się zmienię, masz za mną nie tęsknić, tylko kochać dawną mnie. Rozumiesz? - zapytałam.
- Tak. Wybacz że to powiem, ale i tak bardziej kocham tamtą Ciebie. Energiczną, wybuchową, romantyczną, tajemniczą.....To najlepsza mieszanka.
- Nie szkodzi. W końcu to też ja. - zaśmiałam się.
Śniadanie minęło raczej szybko. Po nim poszliśmy do pokoi się spakować, ale za mnie zrobił to Bill bo robiłam to bardzo nieumiejętnie. Później wsiedliśmy do busa i jechalismy większość dnia. Najśmieszniejszy był ten blondynek imieniem Gustav i mężczyzna o czarnych włosach na którego wołali John. Opowiadali kawały, śmiali się. Z nimi podróż nie była nudą.
Wieczorem dojechalismy do mojego rzekomego domu. Kiedy zapukaliśmy otworzyła nam szczupła blondynka.
- Karina i Bill? Znowu razem? - zapytała z uśmiechem.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Tak i dzień dobry. - zaśmiał się Bill.
- Karina, ok? - zapytała.
- Pani jest moją mamą? - zapytałam ją.
- Proszę pani, Karina straciła pamięć. - powiedział Bill.
- Jak to? - zapytała kobieta.
- Normalnie. - powiedziałam. - Wiem tylko kim on jest i że go kocham. - wskazałam na Billa.
- Ekhem! Karina, takich rzeczy się nie mówi rodzicom! - szepnął.
- Nie? Dlaczego? - zapytałam.
- No bo tak już jest i tyle.
Mama zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Kiedy zobaczyłam to wnętrze zakręciło mi się w głowie i osunęłam się na kolana. Miałam jakby przebłysk pamięci.....
Tak, ja i Bill, leżymy razem na łóżku, śmiejemy się. Obok stoi Tom z dziwną miną. Ja chyba próbuję mu coś zabrać.....Nagle drzwi się otwierają i wchodzi kolejna osoba, twarz.....Taka znajoma.
I na tym wspomnienie się urwało. Kiedy je opisałam, Bill powiedział że to było kiedy przyjeżdżały przyjaciółki. Mama wyszła, a ja zaczęłam chodzić po pokoju. Kiedy stanęłam przy oknie, coś kazało mi odgarnąć zasłone i zobaczyć co jest za nią. Był tam sznurek, za który pociągnęłam. Pojawiły się schodki. Bill kazał mi wejść na górę. Bałam się i powiedziałam że ma iść ze mną. Zgodził się, i nawet wszedł pierwszy.
Na stryszku nawiedził mnie kolejny przebłysk. Chłopak......Kim on mógł być? Uśmiechałam się do niego. Nie wiedziałam kim może być....
~~~
Odcinek dłuuuugaśny :) Dlatego 20 komów, i nie zamęczajcie mnie że nie ma notki, bo mogę być zajęta w ten weekend, ale postaram się coś wam skrobnąć :) Ale jak widzicie, akcja się nieźle rozwinęła....
Kate 10/11/2006 18:17:52 [
komentarzy 21]
Komentuj
Oj, ale wam....
...mozolnie idzie! Zwykle 20 komów było w 1 dzień! A tu niespodzianka :) Ale teraz postanowiłam że komy będą zależne od długości notki. No więc teraz notka, a na końcu, jak zwykle, ilość komci.
Rozdział XXXIX
Następnego dnia miałyśmy pierwszy koncert w Szwajcari. Pojechałyśmy pierwsze, chłopcy mieli koncert dwie godziny później niż nasz i gdzie indziej.
Wróciłam przed Billem co nakazuje logika :) Zdążyłam się rozwalić na łóżku i najeść się żelek (mniam) kiedy zadzwonił mi telefon. Sms.
"Zaraz będę spowrotem :)"
To była ska od Billa. Pomyślałam że wyjdę mu naprzeciw pod hotel. Ubrałam się cieplej bo zima była droga, zamknęłam pokój i zeszłam na dół. Pod hotelem stał tłumek fanek. Kiedy mnie zobaczyły szybko otoczyły mnie zwartym kręgiem i każda musiała dostać autograf. Oczywiście! Ochrona w lesie bo John nie traci kasy na takie głupoty! W końcu podjechał zespołowy bus i dziewczyny dały mi spokój. Czekałam aż chłopcy wyjdą. Zobaczyłam "szczotę" Toma, bląd Gustava i rozwalone odrobinę włosy Georga.
"No, gdzie mój Farbiś......"myślałam gorączkowo.
I wtedy wyszedł z busa. Wyglądał na bardzo zmęczonego, ale zadowolonego. Już miałam do niego podejść kiedy to się stało. Na Billa rzuciła się jakaś dziewczyna z krzykiem:
- Billuś, przyjechałam do Ciebie, tak dawno Cię nie widziałam, tyle Cię u mnie nie było.....
Moje myśli zaczęły galopować w zaskakującym tępie. Dziewczyna, Bill, przywitanie, Bill, to napewno jakaś jego laska, ten dupek, co ja tu robię, ale dałam się głupio zwieść itp. Całe to moje myślenie trwało ułamki sekund. Odwróciłam się na pięcie, otworzyłam drzwi hotelu i nacisnęłam windę. Bill musiał zauważyć że wbiegłam do hotelu widząc całe zajście bo już był przy drzwiach i rozglądął się po holu szukając mnie wzrokiem. W końcu kiedy mnie zauważył zaczął do mnie podchodzić. Zaledwie zrobił kilka kroków, ja postanowiłam nie czekać na windę, tylko puściłam się, byle szybko, schodami. Na początku po schodach skakałam jak jakaś kózka alpejska, ale niestety zabrakło mi sił już po kilku piętrach, Bill był dużo z tyłu, jednak postanowiłam jeszcze trochę nadgonić i wsiąść do windy. Byłam na około 7 piętrze kiedy Bill był koło 4. Może nawet niżej. Wbiegłam w pośpiechu na 10 i nacisnęłam przycisk windy. Pojawiła się po kilku sekundach. Drzwi się zasunęły, a ja wjechałam na 25 piętro, ostatnie, gdzie był nasz pokój. Szybko przekręciłam klucz w zamku i wbiegłam do środka, zamknęłam drzwi spowrotem na klucz i wyszłam na śnieg który właśnie zaczął padać. Dokoła rozciągała się piękna panorama miasta, a swiatła bijąca z domów przypominały mi, że gdzieś tam jest mój dom, miejsce do którego zawsze mogę wrócić, cokolwiek by się stało. Właśnie nastała pora, kiedy ludzie zaczęli wychodzić na spacery z psami. Czółam jak po moim policzku spływają słone łzy.
- Powiedz mi proszę co ja tutaj robię! - krzyknęłam.
Zaczęłam się trząść, zimno przeszyło mnie od góry do dołu. Popatrzyłam w niebo i szeptałam cicho:
- Zawsze mi mówiłaś że ten świat jest taki piękny. Że nie warto się przejmować drobnostkami, że życie może być sielanką. A kiedy zostało jeszcze tyle tajemnic do odkrycia, zostawiłaś mnie......
Wiedziałam że babcia mnie słyszy, że dobrze wie co się dzieje. Że wie co tak naprawdę się stało i kim była ta dziewczyna dla Billa.
Po około 30 minutach wystawania na tym mrozie ktoś zaczął się dobijać do drzwi.
- Karina, wpuść mnie, to ja, Klaudia! - istotnie, głos należał do niej.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- Matko Boska, jak ty wyglądasz?! - wrzasnęła.
- To tylko......przejściowe..... - zachrypiałam.
- Idź i wytłumacz się! - nagle niewiadomo skąd wziął się Bill, a ona wepchnęła go do mojego pokoju po czym zatrzasnęła drzwi.
Usiadłam na łóżku. Bill usiadł przy mnie.
- Ona była dla mnie nikim. Nie znam jej! - szepnął.
- Jaaaasne...... - mruknęłam.
- Tak, uwierz mi!
- O, krowa leci za oknem....... - ziewnęłam.
- Proszę, sama rzuciła mi się na szyję!
- Nie dość że jawnie kłamiesz, to jeszcze mnie przekonujesz żebym uwierzyła w te bzdury! - wrzasnęłam i wstałam.
Złapał mnie za rękę i stanął przedemną.
- Czego jeszcze chcesz? - zapytałam chłodno.
Osunął się na kolana i popatrzył na mnie.
- Kocham tylko Ciebie. - szepnął.
- Dość! Wstawaj! - powiedziałam stanowczo.
- Nie wstanę póki mi nie uwierzysz!
- Nie uwierzę Ci, wstawaj!
- Udowodnię Ci to!
- Niby jak? - prychnęłam.
- Jeśli mi nie uwierzysz zabiję się na twoich ślicznych oczkach i sumienie będzie Cię gryzło. - szepnął.
- Nie ma lepszego nauczyciela od własnego sumienia. - szepnęłam. - Ale nie zrobisz tego.
- Owszem, zrobię. - mruknął wstając.
- Co masz zamiar zrobić? - zapytałam.
- Zabić się. - odparł wchodząc do łazienki.
Trzymał w ręku żyletkę.
- Nie zrobisz tego! - szepnęłam bezdźwięcznie.
Przyłożył żyletkę do nadgarstka i pociął się.
- Wierzysz mi? - zapytał.
- Nie, ale proszę, przestań!
Pociął się po raz kolejny.
- A teraz?
- Bill, błagam.... - jęknęłam.
- Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Nawet na tamtym świecie. - łzy zaczęły mu spływać po policzkach.
- Bill, przestań płakać, przestań się ciąć do cholery! - wrzasnęłam.
- Wierzysz mi? - zapytał z nadzieją.
- Nie, ale samobójstwo nie jest żadnym dowodem! - ryknęłam.
- No to się zabiję.....
I zaczął już bez większego ustanku ciąć sobie nagdarstki, a dookoła tryskała krew. Zaczęłam płakać, widząc że robi się coraz bardziej biały.
- Przestań, dość! - załkałam.
- Nie. - zachrypiał.
- Dawaj tą pieprzoną żyletkę! - ryknęłam wyrywając mu z ręki żyletkę.
Przystawiłam ją do nagdarstaka i zaczęłam ciąć. Cięłam i cięłam aż w końcu odrzuciłam żyletkę i pokazałam Billowi zakrwawione przedramiona.
- Zadowolony? Zadowolony?! - zapytałam.
Nic nie odpowiedział tylko upadł na mnie. Miał białą jak kreda twarz. Nie wiedziałam co mam robić. Ja sama czułam się osłabiona. Na szczęście pokój Toma był tuż obok i szybko tam podeszłam. Zapukałam. Otworzył mi Tom, Klaudia siedziała w głębi pokoju.
- Karina, coś ty taka blada? - zapytał.
- Bill.....Ja.......Żyletka.......Nasz pokój.......Ratujcie go.......On umiera...... - jęknęłam czując że kręci mi się w głowie.
- Umiera?! Jak to umiera?! - krzyczał Tom.
Dalej nic nie słyszałam bo upadłam na podłogę i boleśnie uderzyłam się w tył głowy.
~~~
Notka dziś krótka, więc postaram się dać następną za 15 komów :)
Kate 9/11/2006 18:57:14 [
komentarzy 26]
Komentuj
Heya!
Znów was zaniedbuję...Staram się dodawać notki, ale nie mogę! Nie było mnie w szkole jakiś czas, i teraz to nadrabiam. Ledwo co piszę wam jedną i to krótką notkę, bo mam masę zadane! Jednak myślałam że wczoraj nie będę musiała dodawać notki i dziś was przepraszać a tu...Wieczorem były 22 komy :) Niektórzy nawet piszą mi na gg że to opo uzależnia...
Rozdział XXXVIII
Kiedy dojechaliśmy do studia i powiedzieli mi jaka jest moja rola dosłownie osunęłam się w ramiona Billa. A ten głupi facet jeszcze mówi że to nic!
"Zaraz mu przypierdolę!" pomyślałam widząc jak głupio się śmieje.
- Pan oszalał?! - krzyknęłam.
- Spokojnie, to normalne! - odparł.
- Dla pana!
Powiedział mi że mam zatańczyć przy Billu! Jak ktoś widział teledysk Paris Hilton "Nothing In This World" i widział jak Paris podchodzi i tańczy (jeśli to tańcem nazwać) przy tym chłopaczku to wie o co mi chodzi!
- Karina, spokojnie! - powiedział Bill.
- Mam być spokojna? Mam być spokojna kiedy jakiś facet każe mi odtańczyć taniec erotyczny?! - wrzeszczałam.
- Przy mnie.
- Przy Tobie, przy Tomie, wszystko jedno przy kim! - warknęłam.
W końcu jednak to był kawałek fabuły i musiałam to zrobić. Był też kawałek kiedy byłam z mikrofonem, Klaudia i Justyna z gitarami, a Ola za perkusją. Kiedy zdjęia się skończyły był już wieczór. Byłam okropnie zmęczona, siedzieliśmy z Billem na siedzeniu dla dwóch osób. Studio było trochę daleko, w zupełnie innym mieście, więc nie zauważając nawetkiedy zasnęłam na ramieniu Billa.
Kiedy się obudziłam wciąż jechaliśmy. Leżałam na kolanach Billa a on gładził mnie po włosach.
- Jeszcze jedziemy? - zapytałam.
- Tak. - odparł szeptem Bill.
- Jak to? - zapytałam.
- Nie pamiętasz? Pakowaliśmy się po obiedzie. Teraz tylko podjechaliśmy pod hotel i wzieliśmny walizki. Jedziemy do Szwajcari, do Lausanne promować waszą nową płytę.
- Racja! - złapałam się za głowę.
- Ciii....... - przyłożył mi palec do ust.
Podniosłam się i rozejrzałam. Cały busik spał.
- Tylko ty siedziałeś? - zapytałam.
- Nie, też spałem ale się obudziłem.
- Aha.
I nagle usłyszeliśmy szept z siedzenia za nami.
- Tom, kocham Cię...... - mówiła Klaudia.
Uśmiechnęłam się do Billa i pokazałam że ma być cicho.
- Wiem.... - mruknął Tom.
Usłyszeliśmy dziwne mlaskanie, co mogło oznaczać że się całują. Bill odkaszlnął lekko chcąc ukryć tym wybuch śmiechu.
- Tom, ktoś nas słucha! - usłyszałam.
- Nieee....To tylko Bill, ma kaszel.
Puściłam Billowi oczko.
- Kocham Cię słońce..... - mówił Tom jakby w transie.
Bill pogrzebał cicho w torbie i wyjął notesik oraz długopis. Coś nabazgrał i podał mi notes z długopisem.
"Hahaha!" głosił napis.
Odpisałam "Jeśli oni tak śpią w nocy to czy wogóle śpią?" i podałam mu notes.
Teraz on coś nabazgrał.
"Chyba nie"
Znów się całowali. Czy oni potrafią coś innego?
- Przytul mnie. - usłyszałam.
"O, a jednak potrafią" pomyślałam uśmiechając się.
- Kocham Cię tak że nie wiem jak to wyrazić...... - usłyszałam głos Toma.
Bill dusił się na siedzeniu. Ja pokazywałam mu że ma przestać, ale mnie też korciło żeby się zaśmiać.
- Ja również...... - usłyszałam.
- Poprostu kiedy dojedziemy zrobimy to. - usłyszałam głos Toma.
Już nie wytrzymywałam. Billem rzucało. Jednak ciągle pokazywałam że ma być cicho.
- Trochę się boję..... - mówiła Klaudia.
- Spokojnie, to nie boli. - uspokoił ją Tom.
Nie wytrzymaliśmy. Zaczęliśmy się śmiać.
- Hahahahaha! - rykneliśmy jednocześnie na cały busik.
- Co do....?! - burknął Georg budząc się.
- Hamburger! - wrzasnął Gustav na co znów zaczeliśmy się brechtać.
- Hahaha! - śmialiśmy się jak wariaci.
- No co, głodny jestem! - warknął.
- Staniemy w Mc'donaldzie. - powiedziała Nicole. - Kto chce Mc'donalda łapa w górę!
Wszyscy podnieśli ręce.
- Czasem czuję się jak na wycieczce szkolnej - zaśmiała się. - Grzeczne dzieciaki.
Uśmiechnęłam się. Po chwili staneliśmy przy Mc'donaldzie. John który wyszedł pierwszy stwierdził że jest tu cytuję: "Zimno jak w dupie" , dlatego my zostaliśmy w busie, a on zebrał zamówienia i poszedł kupić wszystko razem z kierowcą. Wrócili po 20 minutach. Brali co mieli w ręce i każdy podchodził. Ja wzięłam zamówionego Chesburgera, średnie frytki i średnią colę, Bill podobnie, tyle że zamiast Chesburgera wziął normalnego Hamburgera. Wzieliśmy się za jedzenie. Karmiłam Billa frytkami, a bus mknął przez kolorowe ulice, odsłaniając nocnych imprezowiczy. Kiedy skończyliśmy jeść położyliśmy się spać. Bill występował w roli poduszki. No cóż, ktoś musiał. Najlepszy z naszej małej gromadki był chyba Gustav, który oglądał film na przenośnym dvd z słuchawkami i obżerał się masą frytek i hamburgerów kupionych w Mc'donaldzie. Niekt nie mógł spać ponieważ szeleścił opakowaniami. W końcu Georg się wnerwił i krzyknął ze albo Gustav przestanie szeleścić papierkami i siorpać colę przez słomkę, albo wyrzuci go w najbliższym lesie na pożarcie wilkom. Wszyscy zaczęli się śmiać i każdamu jakoś wrócił humor. Później ktoś słuchał mp3 i pstrykał palcami w rytm muzyki. Okazało się że to John. Nicol nieźle go opierdoliła. Nareszcie, około 1.00 w nocy udało mi się zasnąć.
Jednak obudziłam się o 4.30, jak głosił zegarek w busie bo ktoś cholernie chrapał.
"Kimkolwiek jest, wpierdolę mu!" rozejrzałam się po busie. To nie Bill, napewno.....No i okazało się że źródłem dźwięku był Georg, który tak bardzo chciał spać. Wstałam i obudziłam go mówiąc że teraz kto inny chce się wyspać. I położyłam się spowrotem przy Billu.
- Karina, Karina! - usłyszałam zaniepokojony szept.
- Co......- burknęłam.
- Myślałem że coś Ci się stało....Wierciłaś się strasznie. - to był Bill.
- Przepraszam, to koszmary.
- Nieszkodzi, śpij dalej.
- A która?
- 6.00
- To ty też śpij.
- Wiem. Taki mam zamiar.
Ułożyłam się wygodniej i po chwili zasnęłam.
- Uciekamy, uciekamy! - krzyczał Bill. - Paparazzi!
- Pierdolić ich, śpimy...... - mruknęłam.
Wiedziałam że nie ma żadnych paparazzi, tylko wszyscy oczekują na jakąś moją śmieszną reakcję.
- Ale skoro już mnie obudziłeś to dobrze. Wstanę. - otworzyłam oczy, przeciągnęłam się i ziewnęłam.
- Wiedziałem że nie dasz się nabrać...... - powiedział.
- Jakbyś wiedział, tobyś nie próbował. - burknęłam.
- Ej, chyba się nie obrazisz? - zapytał.
- FOCH! - krzyknęłam.
- Ej! No nie fair! - skrzyżował ręce na piersiach i popisowo się odwrócił.
Ja pokazałam mu język i też się odwróciłam.
Pogodziliśmy się dopiero w pokoju. Tak naprawdę to nie byliśmy skłóceni, jednak postanowiliśmy zakończyć naszą zabawę.
Po południu pojechaliśmy na spotkanie z fanami. Byłam zaskoczona niektórymi pytaniami.
- To twoje naturalne oczy? - zapytał mnie ktoś.
- Tak, naturalne. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Później znów była sytuacja z jakimś chłopakiem.
- Justyna! - krzyczał. - Kocham Cię!
Zaśmiałyśmy się, a chłopaka wyprowadzono z sali. Później podpisywałyśmy płyty, były autografy z dedykacją.....
Kiedy wróciłam do hotelu z imprezy i z wywiadu Bill już spał.
~~~
Następna nocia już za 20 komci. Ale naprawdę wybaczcie mi jej długość, poprostu nie ma czasu! Mam nadzieję że w następnej stanie się coś ciekawego....(właściwie to ja to wiem) No i że będzie dłuższa, dlatego jeśli notki nie będzie przez jakieś 2 dni, to mnie nie zamęczać :)
Kate 7/11/2006 14:44:50 [
komentarzy 20]
Komentuj
Heyka kochani!
Dzięki za komy! Pytacie dlaczego aż 20, powinnam zniżyć do 15 itp....Ale zrozumcie że nie mogę! Mam kupę roboty! Szkoła i te sprawy...A pozatym chwile spokoju też mi się należą :) A teraz noteczka. Trochę dziwna i krótka, ale zawsze :P
Rozdział XXXVII
Obudził mnie Bill.
- Katy, wstawaj.....Zobacz jak pięknie! - krzyknął.
- Nie mamo.....5 minut...... - jęknęłam.
- Wstawaj, nie jestem twoją matką! - usłyszałam.
- Nie, daj mi spać..... - wtuliłam się w poduszkę.
Wtedy ktoś uderzył mnie wielką poduszką. Walka na poduchy? Dobra! Złapałam poduszkę i nawet nie wiedząc kogo zaczęłam obkładać.
- Dość, dość! - krzyknął.
Odsunęłam poduszkę.
- Bill?! - wrzasnęłam.
- A kto? Ała......
- Przepraszam.....
- Zobacz jak pięknie.
Wyjrzałam za okno. Wszędzie lażał śnieg.
- Wiesz, zimno mi było w nocy...... - mruknął.
- Dlaczego? - zapytałam.
- Zabrałaś mi kołdrę. - zachrypiał.
- Masz chrypkę. Niedobrze. Zaraz pójdę do sklepu i kupię mleko i....
- Nie chcę żadnych naparów!
- Ale odrazu wyzdrowiejesz! Zaufaj mi!
- No dobra....
Kiedy tylko się ubrałam i byliśmy po śniadaniu poszłam do sklepu. Kupiłam mleko, masło i czosnek. Ledwie wróciłam odrazu zrobiłam Billowi mleko z czosnkiem i masłem.
- Co to jest? - zapytał kiedy podałam mu kubek.
- Mleko, czosnek i masło. - odpowiedziałam spokojnie.
- Co?! Co to za paprochy?!
- Nie narzekaj tylko pij. To sprawdzony sposób.
- Zrzygam się po tym!
- Pij to do cholery! - przytknęłam mu kubek do ust.
Wypił jego zawartość.
- I co? - zapytałam.
- Ale mi ciepło..... - mruknął i ułożył się wygodnie na łóżku.
- Chyba nie będziesz spał? - zapytałam.
- NIe, ale tak mi cieplutko......
- A gardło?
- Już nie boli, dziękuję. Przepraszam że zwątpiłem.
- Każdy wątpi. Ale na serio tak się tu nie leczycie? Domowe sposoby co prawda nie zawsze działają, ale ten tak.
- I ty masz tylko 15 lat.... - mruknął.
- 16 - poprawiłam go. - Mam 16 lat. Miałam urodziny latem.
- Racja, przecież ja mam 17.....Ale to zadziwiające że dziewczyna w twoim wieku potrafi zrobić jakieś tam mleko, uleczyć ból gardła....
- Życie nauczyło mnie że należy poznawać wszystko jak najwcześniej.....
Siedziałam z nim chwilę a później zeszliśmy na obiad.
- Już bez chrypy? - zapytał Tom.
- Bez. Kate mnie uleczyła - uśmiechnął się Bill.
Wieczorem mieliśmy jechać na pierwsze zdjęcia do teledysku, ale rozszalała się śnieżyca i nie mogliśmy wyjść z hotelu, w którym nareszcie zaczęły działać grzejniki.
Następnego dnia obudziłam się mniej więcej równo z Billem. Musieliśmy się szybko ubrać i zejść na śniadanie bo od samego rana kręciliśmy teledysk w jednej ze szkół w Lipsku. Kiedy znaleźliśmy się przed szkołą trwała pierwsza lekcja. Mieliśmy kręcić w klasie do biologi, pod klasą, na stołówce i po wyjściu ze szkoły. Materiał w studiu był już łatwiejszy do nakręcenia.
Najpierw kręciliśmy na korytarzu, ale zanim skończyła się lekcja, musieliśmy rozłożyć sprzęt i czekać na ekipę dzieciaków zatrudnionych w teledysku. W końcu przyjechali, a dzieciakom w szkole zaczęła się przerwa. Najwyraźniej nic nie wiedziały o tym że będziemy nagrywać teledysk bo były tak podniecone jak cholera. Rozdzałam kilka autografów i podeszłam do Nicole, która również była z nami.
- Słuchaj Nicol, nie lepiej zatarasować korytarz czy coś? Oni nas tu zgniotą! - powiedziałam.
- Masz rację.
Nicol podeszła do scenarzysty i o czymś z nim rozmawiała. Po chwili dzieciaki zniknęły, a my wzieliśmy się do kręcenia. Siedzieliśmy pod klasą biologi. Ja i dziewczyny w grupce, jak to zwykle w szkołach bywa, a Tom, Bill i dwóch modeli w osobnej grupce. Wokół nich tłoczyła się gromada dziewcząt. Miałam zachowywać się naturalnie. Siedziałam z dziewczynami, oparta o plecak i dyskutowałyśmy o byle gównie, byle tylko było widać że rozmawiamy. W pewnym momęcie miałam zerknąć na Billa, on miał na mnie się gapić i szybko odwrócić wzrok kiedy by zobaczył że na niego spoglądam.
No więc kiedy kamery poszły w ruch, my gadałyśmy chwilę i spojrzałam na Billa. Nic, lampił się jak się lampił.
- Nie, no stop, stop! - wrzeszczał reżyser.
- Co? - zapytałam.
- Bill, masz odwrócić wzrok kiedy ona patrzy jasne?
- Tak, przepraszam, zagapiłem się.
Następnym razem Bill prawidłowo odwrócił wzrok. Podobna sytuacja była z Klaudią i Tomem. W końcu jednak przeszliśmy do sceny na stołówce. Dostałam jakieś jedzenie i miałam to jeść, kiedy Bill miał się lampić i wywalić na podłogę kubek z sokiem. Tym razem poszło bez większych problemów, no może kilka potłuczonych kubków i pokaleczony palec. Później była jedna z fajniejszych scen w klasie biologi. Mieliśmy udawać że piszemy sprawdzian. Kiedy zadzwonił dzwonek, specjalnie na potrzeby teledysku, weszliśmy całą naszą udawaną klasą do sali. Usiadłam w wybranej przezemnie ławce, Bill za mną. Wyciągnęłam z plecaka zgrabny piórniczek i położyłam go na ławce, kładąc plecak pod nogą ławki. Babka udająca nauczycielkę zaczęła rozdawać sprawdziany, a ja kiedy otrzymałam swój, miałam go przysunąć do siebie i lekko się uśmiechnąć. Bill miał za to zmarszczyć czoło i udawać że nic nie umie. Rzeczywiście, tam były pytania, to był sprawdzian. Popatrzyłam na nie i stwierdziłam że to banał. Miałam udawać że rozwiązuje test, a ja wzięłam długopis z piórnika i naprawdę go rozwiązywałam. Kamera miała pokazać klasę z góry i było widać jak ja i dziewczyny piszemy, a chłopcy się zastanawiają. Później miał być przeskok na scenę w studiu. Później, już w połowie testu dostałam papierową kulką co było zaplanowane. Podniosłam ją z podłogi i rozwinęłam. Było tam napisane "Liczysz się tylko ty" i podpis Billa. Kamera miała pokazać zawartość karteczki i moją minę po jej otrzymaniu. A najlepsze było to, że za mną widać było chłopaka który jawnie ściągał :) Później znów przeskok do studia i już kiedy wychodzimy z klasy, kiedy rzucam Billowi papierową kulką w twarz. Później było wyjście ze szkoły, kiedy zaczęła się mega bitka na śniezki. Miało być chłopcy kontra dziewczyny, mnie mieli złapać chłopcy, a Bill miał mnie nasmarować śniegiem. Naszczęście z pomocą miały mi przyjść przyjaciółki, a ja miałam popchnąć go w śnieg. Później okazało się że mamy za mało materiału i trzeba jeszcze coś wymyślić. Więc ja wpadłam na genialny pomysł nagrania sceny w-fu. Nastolatki, krótkie spodenki, gołe nogi ;) Oczywiście ja nie akceptuję innej gry niż siatkówka :) Więc graliśmy w siatkę. Akurat kiedy serwowałam Bill miał wejść na salę. Nagraliśmy scenę i godzinkę graliśmy w siatkówkę :)
Po skończonym nagraniu pojechaliśmy do hotelu na obiad a później do studia.
~~~
Co się w studiu wydarzyło o tym w następnej noci :) Za 20 komów :)
Kate 5/11/2006 17:56:16 [
komentarzy 22]
Komentuj
Hey i sorry.....
Sorry za to że wczoraj było tyle komów i nie było notki...Poprostu miałam okropny humor, różne myśli mi chodziły po głowie...Dzięki Wam bardzo Asiu i Klaudia za wyciągnięcie mnie z dołka....Ale dużo też dały mi zakupy

Nie mogłam spać w nocy, bo znów się naoglądałam w telewizji programów najpierw o duchach, a później o starożytnej medycynie. To było super, było pokazane jak ludzie upuszczali sobie krew, jak robili dokrwienie mózgu....Babka sobie robiła. Wierciła sobie w głowie wiartarką dentystyczną, brutalne nie? Ale podobno skuteczne....Spokojnie, nie chodzi mi to nawet po głowie, fuj

Jak to widziałam to normalnie taka mina

Hahaha

Rozdział XXXVI
John chyba się na mnie wnerwił, bo nie odzywał się do mnie. Ja też się wpieniłam, bo co to ma niby być, że my nieee, nie wolno nam, a on niby może? Jak chce nas trzymać na uwięzi, to nich sam żyje w celibacie! Kilka dni później znów się z nim pokłuciłam. Tym razem o teledysk. Nie chciałam słyszeć o żadnym chłopaku który ma mnie macać podczas teledysku, chyba, że byłby to Bill. John się wnerwił.
- I niby co? - wrzeszczał. - Mam powiedzieć temu biednemu chłopakowi że wylatuje?!
- Tak! - ryknęłam. - I gówno mnie obchodzi jak zareaguje!
- Ale to.....
- CICHO! Jak go zobaczyłam to mi się żygać zachciało wiesz?
- Przestań, nie jest taki.....
- Zły? Jest okropny, obleśny, obrzydliwy! Nie chcę nikogo, tylko Billa!
- Dlaczego on?!
- Bo jest moim chłopakiem, i jak już ma mnie ktos macać, to on, a pozatym, chłopcy mogą z nami nagrać teledysk! To zwiększy popularność!
- Wiesz co, no naprawdę!
- Czego?! Nie podoba Ci się to wypierdalaj!
- Wiesz czemu chcesz tylko Kaulitza?! - wrzasnął.
- No, niby dlaczego?! - warknęłam.
- Bo zdążyłaś już mu dać dupy, a teraz on nie chce, żebyś dała komu innemu!
- Sugerujesz że jestem dziwką?!
- Może!
- Ty huju!
Nie owijając w bawełnę pierdolnęłam Johnowi w twarz i pobiegłam do pokoju.
Wbiegłam do pokoju, trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko. Billa nie było. Zaczęłam o tym rozmyślać. Zawsze brałam Johna za przyjaciela, był o 5, 6 lat od nas starszy. Był jak brat. A teraz zrobił coś takiego....
Zaczęłam płakać. Gorzko i żałośnie. Skryłam twarz w poduszce kiedy usłyszałam że ktoś jest za drzwiami. Chwile później wszedł chyba Bill.
- Co jest kotek, bezemnie się dusisz? - zapytał żartobliwie.
Nie odpowiedziałam.
- Ej! Katy! - potrząsnął mną.
Nic. Odwrócił mnie twarzą do siebie. Miałam zaczerwienione od płaczu oczy i strasznie bolała mnie głowa. Musiałam mieć też rozmazany makijaż.
- Co się stało? Ktoś Cię skrzywdził? Ej, powiedz! - powiedział.
- Nie, nic......Nic się nie stało. - szepnęłam ochryple.
- Katy, nie oszukuj mnie!
Ujął moją twarz w dłonie i otarł łzę kciukiem. Podniosłam się i tym samym usiadłam na łóżku.
- Hej, powiedz...... - powiedział przyjaźnie.
Ja nic nie odpowiedziałam tylko się rozpłakałam.
- Ej, żabko!
Przybliżył się i przytulił mnie mocno. Ja również objęłam go rękami.
- Powiedz mi.....Naprawdę możesz mi zaufać..... - szepnął.
- Wiem, wiem Bill...... - szeptałam. - Ale te słowa tak bolą......
- A jednak ktoś Cię skrzywdził..........
- Tak Bill. Boleśnie.....
- Opowiadaj.
Odsunęłąm się od niego i zaczęłam mówić ochrypłym głosem, wciąż jeszcze pochlipując.
- A więc.....chlip......rozmawiałam z Johnem o teledysku i .......chlip.........pokazał mi tego chłopaka.
- Tego który ma Cię macać?
- Taaaak.
- Uspokój się. Nic nie mogę zrozumieć, naprawdę się upokój i porozmawiamy.
Przytuliłam się do Billa bo wiedziałam że tylko w jego ramionach znajdę spokój. Po 5 minutach przestałam się trząść, odsunęłam się i powiedziałam ochryple:
- Już lepiej.
- Mów.
- A więc byłam u Johna i on pokazywał mi tego chłopaka. Każda z nas ma mieć takiego. Reszcie wybrał jakichś modeli, a ja mam jakiegoś małego chłystka! Nienawidzę go!
- I tylko o to chodzi? - zapytał Bill.
- Nie. Powiedziałam że jest ochydny, bo miał mordę jakby go walec przejechał, a on powiedział że nie jest taki zły. No to ja że chcę Ciebie.
- Jak to mnie? - mruknął Bill.
- No, że chcę żebyś wystąpił ze mną zamiast tego pryszczatego kolesia.
- A on co?
- On się wkurwił. Zaczął wrzeszczeć, że co, ma wywalić tego chłopaka, czy jak? Że chyba mnie powaliło i wogóle.
- I tyle?
- Nie. W końcu zapytał czy wiem dlaczego chcę akurat Ciebie. Ja się go zapytałam że niby dlaczego. A on.....a on....
- Spokojnie.
- A on powiedział że to dlatego, że zdążyłam Ci już dać dupy i że ty nie chcesz żebym czasem dała komuś innemu....... - zaniosłam się płaczem. - A ja go zapytałam czy sugeruje że jestem dziwką, a on powiedział że możliwe! Ja przypierdoliłam mu w twarz i przybiegłam tutaj.
Kiedy o tym mówiłam Billowi kopara opadła, ale szybko się pozbierał i wrzasnął:
- Żaden huj nie będzie Cię wyzywał od dziwki! Idziemy!
Pociągnął mnie z łóżka i wyszliśmy z pokoju. Zaciągnał mnie go Johna.
- Co to ma do kurwy nędzy znaczyć?! - wrzeszczeł Bill włażąc do pokoju Johna.
- O co ci chodzi Kaulitz? - warknął John.
- Mam imię. Po nazwsiku? To po pysku!
- O co ci się znów rozchodzi.
- O to co powiedizałeś do Kate! Normalnie Cię zabiję!
- Że co? Chodzi Ci o to że dała CI dupy? Ale to prawda!
- To moja i jej sprawa czy byliśmy w łóżku czy nie!
- Dobra, daj już spokój....
- Słuchaj, ona uważała Cię za przyjaciela, a ty robisz takie odloty?!
- Och, daj spokój!
- Masz ją przeprosić John i w nosie mam twoją dumę, a jeśli nadal będzie miała występować z tym pryszczatym kolesiem wylatujesz, kumasz?! I koniec związku z Nicole!
- Co ty młokosie możesz zrobić żebym rozstał się z Nicole?! - wrzasnął John z.......nutką przerażenia?
- Ty wylecisz, a ona pojedzie dalej!
- Dobrze, dobrze! - wrzasnął John. - Przeproszę ją!
- A ten pryszczak? - warknął Bill.
- Dobra, niech wam będzie, dostaniesz rolę, a Klaudia zagra z Tomem! Zadowolony?!
- Zadowolony. - wyczółam uśmiech w głosie Billa.
Wyszedł z pokoju do którego ja za chiny ludowe nie chciałam wejść i powiedział że już wszystko ok.
- A teraz chodź, doprowadzisz się do porządku - zaśmiał się.
Poszliśmy do pokoju, ja zmyłam makijaż i zrobiłam go od nowa, a Bill oglądał TV. Kiedy skończyłam zadzwoniła jego komórka.
- Katy, odbierz, jak coś ważnego to mi daj! - krzyknął.
- Dobra! - odkrzyknęłam
Złapałam za jego telefon i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Nawet nie spojrzałam jaki to numer.
- Słucham? - powiedziałam do słuchawki.
- Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do Billa Kaulitza? - ten głos był taki znajomy.....
- Tak. Ale zaraz...... - mruknęłam.
- O co chodzi? - zapytał głos w słuchawce.
- Simone?! - krzyknęłam z niedowierzaniem.
- Tak, jestem matką bliźniaków. A ty, dlaczego odbierasz telefon Billa? - zapytała podejrzliwie.
- Pani Kaulitz, to ja Kate!
- Karina?! Co ty robisz u Billa? - zapytała z niedowierzaniem.
- Nic. Mieszkam z nim.
- Ale przecież się nienawidzicie!
- Znów się kochamy - zaśmiałam się.
- Oj wy dzieciaki.....Tylko tym razem bardziej uważajcie, nie chcę was nakryć na żadnym......Wiesz o co mi chodzi.
- Tak proszę pani. - zaśmiałam się.
- Jest tam może Bill?
- A jest, już go daję.
Podeszłam do Billa i podałam mu słuchawkę.
- Kto to? - zapytał Cicho.
- Mama. - odpowiedziałam.
Przyłożył telefon do ucha i zaczął o czymś szybko rozprawiać. Nie przysłuchiwałam się zbytnio, ale w którymś momęcie użył słowa którego nie zrozumiałam.
"Co on gada?!" mruknęłam w myśach.
W żaden sposób nie mogłam tego przetłumaczyć. Ale pomyślałam że nie może to być nic złego, i kiedy skończył zapytałam:
- Idziemy na obiad?
- Oczywiście. - uśmiechnął się.
Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy na stołówkę. W windzie spotkaliśmy Klaudię i Toma. Kiedy wchodziliśmy całowali się.
- Khem...KHEM! - odkaszlnęłam znacząco.
- A tak! - opamiętał się Tom odrywając od Klaudi.
- No nareszcie...... - mruknął Bill.
Zaczęliśmy im opowiadać o przygodzie z Johnem. Klaudia była zszokowana, Tom wkurwiony. Na stołówce nawrzeszczał na Johna tak jak Bill.
Wieczorem zrobiło się zimno. W końcu nadszedł już zimny i deszczowy listopad....Założyłam jakiś sweter, usiadłam na kanapie obok Billa.
- Zimno..... - mruknęłam.
- No, racja. Może zrobisz mi herbatki? - zapytał Bill.
- Tak, już.
Wstałam i zabrałam się za robienie herbaty. Usłyszałam wiadomości.
- Słyszałeś o tej dziewczynce co się utopiła? - zapytałam Billa niosąc herbatę.
- Słyszałem, przykra historia.....
- Ale żeby przez własnych kolegów?
- Takie głupie są dzieci..... - powiedział spokojnie.
- Nie wiem jak możesz tak spokojnie o tym mówić!
- Ważne że nie ty się utopiłaś! A co zrobisz z Johnem?
- Nie wiem. Zastanowię się. Ale jak tak dalej pójdzie to wyleci i to na skrzydłach!
Siedzieliśmy do późnego wieczora. Obejrzeliśmy te wiadomości, znów jakiś budynek się zawalił bo była bomba.....Ale Ci ludzie są głupi.....
Położyliśmy się (to znaczy ja, Bill siedział przy telewizorze) o 22.00. Normalnie kładę się później, ale tego dnia byłam wyjątkowo zmęczona......
~~~
Wiem że nie powinnam, ale następna nocia za 20 komów, nie wyrabiam się poprostu! Jak jakieś pytania to w komach albo na gg

Kate 4/11/2006 15:45:32 [
komentarzy 24]
Komentuj
Hey kochani!
Dzięki za komy :) Super pogoda :) Śnieżek pada i robi się bielutko :) Znalazłam świetną muzykę i nie mogę się od niej oderwać :) Nagrałam na mp3 i nawet jak schodzę z kompa to jej słucham :) A teraz noteczka dla was :) I proszę was, nie dręczcie mnie na gg czy jest notka, czy nie ma, czy też kiedy będzie, bo ja też jestem człowiekiem :P Czasem poprostu nie mam na notkę czasu :)
Rozdział XXXV
Koncert się skończył. Jak dla mnie zostałyśmy miło przyjęte, nie było buczenia czy jakichś brzydkich znaków XD Niektórzy nawet mieli tranasparenty z naszymi imonami. Zeszłam ze sceny zlana potem, ale szczęśliwa. Zdążyłam wziąść prysznic, przebrać się i pogadać z dziewczynami kiedy weszli chłopcy.
- Nie czóję nóg...... - jęknął Tom.
- Ależ Tom, jeszcze poczójesz...... - powiedziała Klaudia.
- A, właśnie! - krzyknął Bill - Gdzie mieszkacie?
- W hotelu "Afrodyta" w......- nie zdażyłam dokończyć bo mi przerwał.
- Tutaj w Lipsku? - zapytał.
- Tak. - odparłam.
- Super! - krzyknął Tom.
- Dlaczego? - zapytała Ola.
- Mieszkamy w jednym hotelu!
I wtedy sobie coś uświadomiłam.
- To wy..... - szepnęłam.
- Co my? - zapytał Gustav.
- To wy wołaliście mnie na stołówce! - krzyknęłam.
- A, tak, rzeczywiście! - Tom złapał się za głowę. - To ja wołałem.
Chłopcy poszli się szybko przebrać i umyć, a my pozbierałyśmy ich żeczy z garderoby. Później pojechaliśmy naszymi busami do hotelu. Z tego co się okazało, pokój obok mnie ma Bill.
Około 23.00 kiedy leżałam już w łóżku w piżamie ktoś zapukał do drzwi. Niechętnie wstałam i otworzyłam.
- Bill? - zapytałam krzywiąc się.
- No. - powiedział.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- Mogę z Tobą spać? - zapytał.
- Jasne. - powiedziałam.
- Serio? - zapytał.
- Nie. - powiedziałam.
- Ale prooooooszę! Tom śpi u Klaudi.
- Dobra, właź. - powiedziałam i wpuściłam go do pokoju.
Zanim zdążyłam zamknąć drzwi na klucz i się odwrócić, on już leżał w moim łóżku.
- Bill, co robisz w moim łóżku? - zapytałam.
- No przecież śpimy razem! Powiedziałaś że mogę! - krzyknął.
- Na kanapę!
- Nie! - krzyknął i rzucił się na mnie.
Odskoczyłam i zaśmiałam się. Zaczął mnie ganiać po pokoju. W końcu dopadł mnie na łóżku.
- Nie ma! - krzyknął przykrywając nas kołdrą - śpimy tak.
- Halo, kolego! - powiedziałam śmiejąc się. - Proszę mnie puścić i zaprzestać przytulania mnie!
- Dalaczego? - zapytał smutno.
- Nie jesteś moim chłopakiem z tego co mi wiadomo.
- A mogę być?
- No......Ja się jeszczę zastanowię.
- Znów chcesz wylądować w jeziorze........ - mruknął.
- Nie. - powiedziałam.
- Poczekaj. - wstał z łóżka, rozejrzał się po pokoju i dostrzegł bukiet róż, które stały tu już kiedy pierwszy raz weszłam do pokoju.
Wziął go do ręki, podszedł do mnie, uklęknął przy łożku i powiedział:
- Czy będziesz moją dziewczyną?
- Bill, dość tej zabawy. - powiedziałam ze śmiechem. - Ale w związku z pytaniem to tak. Chyba zdałam sobie sprawę że potrafię wybaczać.
- Wiedziałem że masz miękkie serduszko i nie zostawisz biednego Billusia na pastwę losu...... - uśmiechnął się.
- No już, wskakuj do łóżka! - krzyknęłam.
Wszedł do łóżka a ja zgasiłam światło. Odwróciłam się do niego. Pocałowałam lekko. Oddał pocałunek. Później to on mnie pocałował. Namiętniej. Nie mogliśmy się sobą nacieszyć. Tak bardzo się cieszyłam że znów jest przy mnie. Długo nie mogłam zasnąć. W końcu Bill zaczął leciutko chrapać, co spowodowało że również zasnęłam.
Kiedy w nocy któreś z nas się budziło (a zdarzało się to często, bo przecież spaliśmy na jednoosobowym łóżku) dawało buziaka drugiemu i znów kładło się spać.
Rankiem obudziliśmy się kompletnie nie wyspani.
- Musimy poprosić o zmianę pokoju..... - burknął Bill.
- Tak, poproszę Johna.... - jęknęłam.
Poszłam do łazienki i to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Miałam wielkie wory pod oczami! Zrobiłam sobie czarny makijaż i nałożyłam puder pod oczy żeby nie było tego widać.
- Hej! - krzyknął Bill kiedy wyszłam z łazienki.
- Co? - zapytałam.
- Pomalowałaś się jak ja! - krzyknął.
- Taaaa......
Wparował do łazoenki i zadziwiająco krótkim czasie wyszedł.
- Idziemy jeść..... - ziewnęłam.
Na śniadaniu zastałam dziewczyny i rozgorączkowanego Johna. Udałam z Billem że nie spaliśmy razem i weszłam pierwsza, on chwilę po mnie. John nie mógł się dowiedzieć. Zrobiłby aferę.
- Hej John, hej dziewczyny. - powiedziałam siadając do stolika.
- Cześć - powiedzieli chórkiem.
Kiedy już wzięłam sobie śniadanie usiadłam do nich spowrotem.
- John, mogę dostać pokój z dwuosobowym łóżkiem? - zapytałam.
- O to samo chciałam zapytać...... - powiedziała Kaludia.
- A po co? - zapytał.
- Nieważne, załatwisz te pokoje? - zapytałam.
- Tak, zaraz po śniadaniu. A jak wam się podobał koncert z chłopakami? - zapytał.
- Karina całowała się z Billem! - krzyknęła Justyna po czym zatkała sobie usta ręką.
- Ups...... - powiedziała Ola.
- Karina, czy to prawda? - zapytał John.
- Tak, to prawda. - usłyszałam za sobą głos Billa i poczółam jego rękę na ramieniu. Złapałam ją mocno.
- Nie..... - jęknąła Klaudia.
- Całowaliśmy się wczoraj, dzisiaj, tej nocy. - powiedział patrząc Johnowi prosto w oczy.
- I..... - usłyszałam szept Klaudi. - Ja i Tom też.
- Oooooo nie! - krzyknął John - Tego już za wiele! Nagle znajdujecie sobie chłopaczków?! Przecież połowa fanów to zakochani w was chłopcy! Nie będzie żadnych pokoi, nie będzie żadnego kłamstwa! Wyjeżdżamy z tego hotelu! Jeszcze dzisiaj! - wrzeszczał.
- Cokolwiek pan zrobi one zostaną z nami. Nie zdoła nas pan rozdzielić. - szepnął zajadle Bill.
- Nie wiesz co mówisz chłopcze! One pojadą ze mną, wolą karierę od was! - krzyknął.
- Nie John. - wstałam mówiąc te słowa. - Nie wiem jak dziewczyny, ale ja zostanę z Billem......
Bill przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
- Co ty gadasz?! - wrzasnął.
- Ja zostaję z Tomem. - powiedziała Klaudia.
- Nie zostawimy dziewczyn. - powiedziały jednocześnie Justyna i Ola.
- Czy pan jest ślepy? - zapytał Gustav który wyskoczył ni stąd ni z owąd.
Jon złapał się za głowę.
- To jest prawdziwa miłość! - krzyknął a ludzie na stołówce zaczęli obracać głowy.
- Gucio ma rację. - powiedziała jakaś kobieta.
John odwrócił się i zrobił wielkie gały.
- Ni.....Ni.....Nicole?! - zapytał.
- Tak. - odpowiedziała.
- Co ty tu robisz?! - zapytał.
- Jestem menagerką chłopaków. I jeśli zabierzesz te biedne dziewczyny ze sobą moi chłopcy za nimi pojadą. A jesli ja zabiorę chłopców, to choćby pod osłoną nocy, one uciekną do nich.
- Ma pani rację. - umiechnęłam się.
- Mów mi po imieniu Katy. - powiedziała ku mojemu zdziwieniu.
- Skąd znasz moje przezwisko? - zapytałam.
- Od Billa. Pepla o Tobie naokrągło. A jeśli ty John nie załatwisz tych pokoi to ja to zrobię. - powiedziała dobitnie i odeszła.
John pobiegł za nią.
- Zakochany...... - powiedziała Ola.
- Najwyraźniej.
Zanim skończyliśmy śniadanie, wróciła Nicole z Jonem i dała nam klucze do pokoi.
Poszłam szybko zgarnąć swoje rzeczy z pokoju i kiedy się spakowałam przeszłam kawałek hotelu żeby znaleźć się w nowym. Myślałam że jestem pierwsza bo drzwi były zamknięte na klucz i kiedy weszłam wszystko było nietknięte. Zamknęłam drzwi nie patrząc na nie tylko rozglądając się po pokoju. Jednak ktoś był w pokoju. Złapał mnie od tyłu i zaniósł na łóżko. Jak się okazało był to Bill.
- Bill, daj spokój, chcę się rozpakować i....
Nie dokończyłam bo zatkał mi usta pocałunkiem. Włożył ręce pod koszulkę.
- Dość Bill. - zaśmiałam się.
- Niee...... - również się zasmiał.
Wiedziałam że nic mi nie zrobi, tylko się ze mną droczy. No to ja też.
- O nie! - krzyknęłam.
- Czekaj, czekaj...... - mruczał.
- Nie gwałć mnie Bill! - krzyknęłam.
- Muszę. - szepnął.
- Nie, nie! - zaczęłam się rwać. - Ty mnie uratowałeś przed Markusem, nie możesz!
- Właśnie, ja Cię uratowałem! - powiedział.
- No i?
- Nie dostałem nagrody. Ja chcę moją nagrodę!
- Twoja nagroda mój wybawicielu..... - i pocałowałam go w policzek.
- Eeee......Równie dobrze mogłem Cię tam zostawić.
- No dobra, dobra...... - cmoknęłam go w usta.
- Oooo......Słabo......
Już miałam na niego fuknąć co on sobie wyobraża, ale ktoś wpadł do pokoju. To była Klaudia.
- Co się stało? - zapytał Bill.
- John...........i........Nicole....... - wykrztusiła.
- No, co z nimi? - zapytałam.
- Chodźcie...........
Pobiegliśmy za nią, wcześniej oczywiście zamykając pokój. Na jednym z korytarzy zatrzymała się i kazała iść cicho, później wyjrzała za ścianę i kazała nam zrobić to samo. To co tam zbaczyłam wnerwiło mnie jak cholera! John całował się z Nicol!
- A więc to tak! - krzyknęłam.
- Karina, nie! - syknął Bill i złapał mnie za ramie ale się wyrwałam.
- To nam już nie można mieć chłopaków, mieszkać z nimi w jednych pokojach, a ty się tu całujesz! - ryknęłam na cały hotel.
- Ale, ale...... - jęknął.
- CICHO BĄDŹ! - wrzasnęłam.
- Ale to.....
- A teraz się załatw nam lepiej nowy teledysk! DO ROBOTY!
I odeszłam.
- Uuuuuu, Karina, narażać się Johnowi? - zapytała Klaudia.
- W nosie to mam! Ważne że nagramy teledysk.....
~~~
No, wasza upragniona nocia. 15 komów i macie nową, ale chyba podwyższę do 20, bo widzę że się nie wyrobię z pisaniem :P
Kate 2/11/2006 18:10:53 [
komentarzy 25]
Komentuj
Wszystkich Świętych....
...Jednen z dni w roku, które nieszczególnie lubię. Owszem, nie idzie się do budy, ale trzeba się włóczyć z rodzinką po cmentarzach. Muszę sobie przypominać wszystkich ludziach których kochałam, a którzy odeszli. Ale z moim tatą zawsze jest zajebiście i nie da się płakać. Jak babka palnęła że za wiązankę 50 zł (!) to z takim tekstem do mojej mamy:
- Kur** na takim święcie to można majątek stracić! Dwie wiązanki i już stówa!
Później wyzywał na ceny wszystkich towarów w polsce, co skończyło się totalną polewką :P Może później przyjadą do nas kuzyni, więc zapowiada się jeszcze lapsza zabawa! A przy nich, nie mogłabym dodać opka, więc daję teraz :P
Rozdział XXXIV
W dniu koncertu wsiadłyśmy do busa i pojechałyśmy do auli( nasz hotel był w Lipsku). Trochę drogi miałyśmy, a Klaudia ma chorobę lokomocyjną. Na szczęście nie wydarzyło się nic szczególnego. Dojechałyśmy w końcu na miejsce. Oczywiście musiało coś się przytrafić i okazało się że nie wzięłam napojów. Poleciałyśmy szybko do kiosku po 4 butelki wody mineralnej, jednak musiałam sobie zostawić na koncert. W tym wypadku kupiłam jeszcze butelkę Nestee, oczywiście brzoskwiniowej innej nie trawiłam. Szybko rzuciłam babce kasę i poleciałam za dziewczynami na tyły auli, gdzie były garderoby. Miałyśmy mieć garderobę z tym zespołem, więc wreszcie się dowiem kto to!
Odkręciłam butelkę i wypiłam kilka łyków. Szłyśmy spokojnie przez korytarz i rozmawiałyśmy.
- Wogóle te niemcy to takie zadupie nie? - zapytałam.
- No, nie to co Ameryka. - powiedziała Justyna.
- No, napewno lepiej niż w Polsce! - zaprzeczyła Klaudia.
- O tym wiem. - powiedziałam.
- Fajnie masz że tu mieszkasz. - odezwała się Ola.
W końcu doszłyśmy do naszej garderoby. Usłyszałam głosy, co mogło oznaczać że już ktoś tam jest. Zapukałam nieśmiało do drzwi.
- Proszę. - usłyszałam.
Justyna otworzyła drzwi bo ja byłam odwrócona i rozmawiałam z Olą.
- Karina...... - szepnęła Klaudia.
- Tak? - zapytałam.
- Patrz...... - szepnęła.
Odwróciłam głowę. Butelka wypadła mi z ręki, herbata wylała się na podłogę. Znieruchomiałam.
- Katy! - krzyknął Tom.
Tak, to byli oni. W kącie stał Bill, z otwartymi ramionami podchodził do mnie Tom, a Gustav i Georg siedzieli spokojnie na kanapie.
Tom przytulił mnie serdecznie i zobaczył stojąca za mną Klaudię.
- To ty...... - szepnął z rozdziawionymi ustami. - Ty napisałaś do mnie list miłosny......
- Tak ja...... - wyraźnie było jej wstyd przy nas.
- Aaa......Tego...... - Tom podrapał się po głowie wyraźnie nie wiedząc co ma powiedzieć.
- Choć na momęt...... - pociągnęłam go do kąta.
- Co?! - zapytał zdenerowowany.
- Podoba ci się? - zapytałam.
- Tak, bardzo. - powiedział zawstydzony.
- To nie czekaj, tylko poproś ją o chodzenie! - szepnełam tak żeby nas nie słyszano. - Za pięć minut mam widzieć jak się całujecie, albo polecisz na księżyc zasilany moim kopniakiem. Jasne?!
- Taaaaak jest! - szepnął i zasalutował.
- A teraz idź głosić prawdę młodzieńcze. - powiedziałam i odstąpiłam mu drogę.
Tom podszedł do Kllaudi, poprosił ją na słówko. Odliczałam czas na zegarku XD. JAkieś diwe minuty później rzuciła mu się na szyję i całowali się.
Odwróciłam się do ściany, uśmiechnęłam zawadiacko i poruszałam brwiami, tak, jak to zwykle robią postacie w kreskówkach dla własnego uznania. Ponieważ kanapa i fotele były zajęte musiałam stać. Coś pogiągnęło mnie do tyłu i przycisnęło do ściany. To był Bill.
- Katy...... - szepnął. - Brakowało mi ciebie......
- Zostawiłeś mnie dla niej! - szepnęłam odwracając głowę.
Moje oczy znów były szare, straciły swój błękitny odcień
- Spójrz na mnie..... - szepnął.
Wiedziałam że wszyscy przyglądają się zaistaniałej między nami sytuacji.
- Ja cierpiałam kiedy Cię z nią widziałam.....A ty.....Zabawiałeś się!
- Nie chciałaś mi wierzyć że Cię nie zdradzam. - powiedział.
- Ale zdradzałeś.
- Teraz wiem że to był błąd, nie chciałaś mnie później znać......
- Nadal nie chcę. - powiedziałam.
- Brakowało mi Ciebie......
- Więc dlaczego się przeprowadziłeś hę? - zapytałam patrząc na niego spod byka.
- Chciałem zapomnieć o bólu, o cierpieniu, ale zrozumiałem że nie mogę. Ja......chciałem się zabić.
- Co ty gadasz?! - zapytałam.
- Ale teraz znów Cię spotkałem, los znów zsyła mi Ciebie! - szepnął.
- To coś za łaskawy dla Ciebie ten los. - powiedziałam, odepchnęłam go i ruszyłam w kierunku kanap na których wszyscy siedzieli. Bill złapał mnie za rękę i pociągnął ku sobie. Przycisnął mnie do ściany tak, abym nie mogła go już odepchnąć i wpił się w moje usta.
Rozeszła się po mnie fala tak wielkiego ciepła, jakiego jeszcze nigdy nie zaznałam. Opóźniejąc najbardziej jak się tylko dało, odwróciłam głowę przerywając pocałunek.
- Teraz tymbardziej niechętnie Ci zaufam....Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć? Dla Ciebie jestem tylko dziewczyną, zwyczajną, co z tego, że przechodzę koło Ciebie co dnia? Takich są tysiące nie zauważasz mojej wyjątkowości, myślisz że jestem tylko kolejną głupią blondynką......
- Choć tysiące to jest ta jedyna, choć nie ufna to wyjątkowa nie głupia blondynka - powiedział. - Ty.
- Skrzydła na zawsze dla Ciebie, zawsze dla Ciebie w błękicie, bez skrzydeł świat nie istnieje, bez skrzydeł cóż to za życie - uśmiechnęłam się do niego.
- Pytam się gwiazdy co drogę wskazać błądzącym miała, czemu ze wszystkich pragnień na świecie to ty mnie wybrałaś, gwiazda co w rzece wciąż się przegląda też tego nie wie, czemu ze wszystkich pragnień na świecie wybrałem ciebie...... - tak, tekst "Psalmu dla Ciebie" którego go uczyłam! Powiedział to czysto po polsku!
- Ślicznie to wyszlifowałeś...... - powiedziałam czójąc że się topię.
- To ty jesteś śliczna.....
- Przepraszam że Cię winiłam.....I..... - nie zdążyłam dokończyć.
- Ciiiiiiii........ - szepnął i przyłożył mi palec do ust.
Już byliśmy tak blisko kiedy ktoś zza drzwi zawołał:
- Tokio Hotel i Berlin Street na wspólny koncert!
- Cholera! - zaklnął Bill.
- Idziemy..... - szepnęłam i pociągnęłam go za rękę w stronę drzwi.
Doszliśmy za kulisy. Zastaliśmy tam Johna. Nerwowo przytupywał nogą.
- John, spoko! - uspokoiłam go.
Chłopcy musieli wyjśc na scenę bo usłyszałam wielki pisk.
- Cholera! - krzyknęłam zatykając uszy podobnie jak reszta dziewcząt.
- Muszę najpierw powiedzieć cos bardzo ważnego osobie którą kocham! - usłyszałam głos Billa.
- Och, ciekawe co powie! - szepnęła mi do ucha Justyna.
- Kocham Cię... Przepraszam za zdradę, nie była to tamta, nie była tą gwiazdą, dla której zarywam noce by patrzeć na nią, jestes nią tylko ty... Przepraszam i Kocham Cię Katy!
Wtedy poczółam że muszę to zrobić. Chwyciłam za mikrofon i wyszłam na scenę. Kiedy doszłam do Billa powiedziałam:
- Mimo tego że nienawidziłam, wciaż w głębi seca kochałam.......
I wtedy stało się coś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Na scenę wbiegła Mishell! Była tu! Podbiegła do Billa i zaczęła go obkładać po twarzy. Na scenę chcieli się wsypać ochroniaże, ale John ich zatrzymał i powiedział:
- Pozwólcie działać Karinie. Ale bedzie jazda! - taaa, nasz menager jest dziwny :)
Stanęłam między nią a Billem.
- Jeszcze raz go uderzysz to.....
- Ale...... - powiedziała.
- CICHO BĄDŹ! - mój wrzask rozniósł się echem po całej auli. Zapanowała kompletna cisza.
- To ty bądź cicho! - powiedziała ze łzami w oczach.
- Jest nas więcej? - zapytałam.
Za mną momętalnie pojawiły się dziewczyny z zespołu.
- Pytam, czy jest nas więcej? - krzyknęłam do mikrofonu.
Rozległ się twierdzący pisk dziewczyn.
Mishell rozpłakała sie na środku sceny, a ja, uważając że już wystarczająco się upokorzyła, pozwoliłam ją zabrać ochroniażom.
~~~
I specjalne podziękowania dla Dagmary, która bardzo mi pomogła przydotować tą notkę, dziękuję Ci! A jak już napewno wiecie, według mojej tradycji

15 komów i macie nową notkę

Kate 1/11/2006 13:08:03 [
komentarzy 24]
Komentuj
Nic mi się nie chce....
Znowu. Dopadło mnie lenistwo. Ale wyjdę z tego XD Jak tylko pojawię się w szkole :) A teraz drodzy państwo, notka :)
Rozdział XXXIII
Markus poszedł do poprawczaka. No cóż, nie trzeba było próbować mnie gwałcić. Jechałam właśnie do studia Universal Music, miałyśmy nagrywać płytę. Nareszcie, po pół roku od spotkania w centrum ktoś się na nas poznał. Ale wróćmy 4 miesiące pamięcią w tył....
***4 miesiące temu***
Wyszłam przed dom. Zobaczyłam Simone ładującą do rodzinnego samochodu Kaulitzów jakies pudła.
- Proszę Pani! - krzyknęłam. - Pani Kaulitz!
Odwróciła się z uśmiechem.
- Tak, słucham? - zapytała.
- Po co te wszystkie pudła? - zapytałam.
- Wyprowadzamy się. - powiedziała.
- Co?! - krzyknęłam.
- Tak postanowił Bill. Kupił lepszy dom w Magdenburgu. - powiedziała.
"A więc Bill zostawia nnie samą, na pastwę tego partaczego losu! Kto mnie uratuje jeśli coś się stanie?!" myślałam.
***Znów w rzeczywistości***
Tak więc moja znajomość z Billem została zakończona. Nadal kochałam go całym sercem, a jego nie było przy mnie. No ale znalazłam się przy budynku Universal Music, czas wysiadać. Weszłam do budynku i powiedziałam w recepcji że Berlin Street ma nagrywać dziś płytę. Babka przyznała mi rację i powiedziała że menager czeka na nas w sali 115. No więc pochodziłam sobie po tym bardzo ładnym gmachu i poszukałam sali 115. Kiedy ją znalazłam okazało się że przyszłam ostatnia.
- No cóż..... - powiedziałam. - Zdarza się?
- Taaa..... - ziewnęła Justyna.
- Chodźmy już nagrać tę płytę! - krzyknął John (nasz menager).
Weszłam do studia, dziewczyny chwyciły za instrumenty a ja za mikrofon. Pierwszą piosenką była "Miss" Dziewczyny odegrały pierwsze nuty, a ja zaczęłam śpiewać:
- Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć?
Dla Ciebie jestem tylko dziewczyną,
Zwyczajną, co z tego,
że przechodzę koło Ciebie co dnia?
Takich są tysiące,
Nie zauważasz mojej wyjątkowości,
myślisz że jestem tylko kolejną głupią blondynką,
którą warto zaliczyć dla zabawy.
Bo dla Ciebie nie liczy się środek,
Ale to co widać,
Tylko to że mam ładny tyłek
Motywuje Cię żeby do mnie podejść.
Myślisz że ja o tym nie wiem,
Ale ja nie jestem tylko idiotką...
Dlaczego nie podejdę?
Bo wokół Ciebie zawsze jest tłum
laleczek Barbie
Głupich idiotek
Z wypchanymi stanikami.
Ale ty jesteś zimy,
Nie zauważasz ich,
Tylko patrzysz na mnie,
A ja nie chcę tego wzroku na sobie.
Ref: Bo dla Ciebie nie liczy się środek,
Ale to co widać,
Tylko to że mam ładny tyłek
Motywuje Cię żeby do mnie podejść.
Myślisz że ja o tym nie wiem,
Ale ja nie jestem tylko idiotką...
Widzę co się dzieje...
Powoli topniejesz...
Nie jesteś Bogiem,
A jednak masz tyle fanek.
Jak to się dzieje?
Bo dla Ciebie nie liczy się środek,
Ale to co widać,
Tylko to że mam ładny tyłek
Motywuje Cię żeby do mnie podejść.
Myślisz że ja o tym nie wiem,
Ale ja nie jestem tylko idiotką...
A to nie prawda.
Nie znasz mnie wcale,
głupi pedale....
Ostatnie nuty piosenki zabrzmiały i zaczęłyśmy grać "Mojego Boga". Później "Świat" i jeszcze całą masę piosenek.
Kiedy skończyliśmy grać wyszłam do toalety, a dziewczyny dyskutowały o czymś z Jonem.
- Powinnyście dostać za jakiś tydzień, jesli dobrze pójdzie propozycje występu z kilkoma zespołami jako support....
Kiedy Jon przestał już ględzić pojechałyśmy do hotelu. Odrazu zostawiłyśmy walizki i zeszłyśmy na obiad, bo byłyśmy strasznie głodne. Ale to chyba wiadome, po nagraniu płyty.....
Zamknęłam pokój i zeszłam na stołówkę. Okazało się że byłam pierwsza. Oczywiście w hotelu był szwedzki stół i mogłam sobie wybrać co chciałam. Zaczęłam przechadzać się wzdłóż stołów z wystawionym jedzeniem. Wzięłam sobie troszkę ziemniaków, rybę i sałatkę warzywną. Do picia wzięłam sok multiwitaminowy. Usiadłam przy stoliku i zaczęłam jeść. Wtem usłyszałam krzyk który oderwał mnie od jedzenia.
- Kate! - krzyczał ktoś.
Rozejrzałam się doodkoła jednak nie zauważyłam nikogo znajomego. Dziewczyny się zeszły i sytuacja się powtórzyła:
- Katy!
- Karina, ktoś Cię woła..... - powiedziała Ola.
- Słyszę właśnie, to już się zdarzyło, ale tu nie ma nikogo znajomego.....
- Rozejrzyj się dobrze! - powiedziała Justyna.
Rozejrzałam się po sali.
- I co? - zapytała Klaudia.
- Nic. Nikt znajomy. - powiedziałam.
Zjadłyśmy z dziewczynami obiad i poszłyśmy do pokoi wciąż dyskutując o moim tajemniczym znajomym. I wtedy sobie coś przypomniałam. Dziś miał do mnie przyjechać ten reporter co mnie ściga od pół roku! Szybko się rozpakowałam, ogarnęłam w pokoju i spokojnie czekałam na faceta. W końcu przyszedł i zaczął się wywiad.
- Jak skomętujesz swoje roztanie z Billem? - zapytał.
- No cóż....Wiadomo, z Billem się bardzo kochaliśmy, jednak kiedy do naszej dzielnicy wprowadziła się Mishell w naszym związku pojawiła się zdrada. Ale ogółem bardzo dobrze wspominam chwile spędzone razem.
- A wiesz gdzie przebywa teraz Bill?
- Nie mam pojęcia. Wiem tylko tyle że pewnie gdzieś w Magdenburgu. Podobno kupił tam lepszy dom.
- A dom w którym mieszkał?
- Jest niezamieszkany.
- A co powiesz o swojej karierze?
- Moja kariera? To dopiero pierwsze stopnie, dziś skończyłyśmy pracę nad nową płytą, planujemy nagrać teledysk do "Miss" a później zobaczymy. Ale jak mówię, mamy narazie niewielu fanów, więc trudno mi powiedzieć czy wogóle uda nam się wspiąć na wyżyny kariry, jednak jestem pozytywnej myśli - uśmiechnęłam się do reportera.
Facet zadał mi mnóstwo według mnie niepotrzebnych pytań i sobie poszedł. Kilka minut po nim wpadły dziewczyny.
- Kolejna gazeta? - zapytała Klaudia.
- Tak. - odparłam.
- Masz tu Katy laptopa? - zapytała Justyna.
- Mam, stoi na biurku.
Justyna dorwała się do kompa i weszła na naszą prywatną, zespołową pocztę którą dajemy tylko innym gwiazdom. I z tego co zobaczyłam dostałyśmy 3 propozycje. Justyna otworzyła pierwszą. I......
- To od Złomu 37! - krzyknęła rozbawiona Klaudia.
- Masz racje! - osądziłam. - Ale głupie, myślą że z nimi wystąpimy!
Druga propozycja była niepodpisana, a trzecią dostaliśmy od Killerpilze.
- Weźmy niepodpisaną! - krzyknęłam. - To fascynujące nie wiedzieć z kim występujesz!
Dziewczyny po krótkim namyśle zgodziły się ze mną i odpisałyśmy że bardzo chętnie zagramy jako ich support, tylko muszą powiedzieć gdzie i kiedy. Po 10 minutach dostałyśmy odpowiedź że w tę sobotę o 18.00 w Lipsku w jakiejś tam auli. Byłyśmy cholernie zadowolone że nareszcie ktoś zaprosił nas na koncert. Nie mogłam się już doczekać kiedy okaże się z kim gramy.
~~~
Ciekawe z kim zagramy, prawda? A wy, jak myślicie? Następna nocia za 15 komów :*
Kate 31/10/2006 12:26:36 [
komentarzy 21]
Komentuj
Dziś znów nie poszłam do szkoły....
.....z powodu liszajca który mi strasznie ropieje. Nieładnie to wygląda, a dziś miał być mecz w ręczną....Znaczy pewnie jest, ciekawe jak pójdzie dziewczynom.....
Rozdział XXXII
Już miałam wyjść od Markusa, ale cos mnie skłoniło żeby zawrócić. Wróciłam do jego pokoju.
- Coś się stało słońce? - zapytał.
- Tak. - powiedziałam nie chcąc tego już przedłużać.
- Co? - zapytał.
- Nie mogę już tak żyć. Wybacz mi. Musze powiedzieć że.....
- Ciiiii....... - szepnął wstając i przykładając mi palec do ust.
Pochwycił mnie mocno. Rzucił na łóżko.
- Markus do cholery, co ty wyrabiasz?! - krzyknęłam ze śmiechem.
Myślałam że tylko się bawi. Ale po chwili zrozumiałam że on chce to zrobić naprawdę.
- Markus przestań! - krzyknęłam przerażona.
- Daj spokój, to nie boli! - krzyknął. Zobaczyłam iskierki w jego oczach.
Powoli zsówał ze mnie dżinsy.
- Przestań! - łkałam.
- Przestań się mazać! - warknął.
- Dość! - płakałam.
- Zamknij się gówniaro!
- Mówiłeś że mnie kochasz! - krzyknęłam.
- Bo kocham. A teraz pokocham jeszcze bardziej.
Zaśmiał się. Ten śmiech był taki zimny, taki nieswój.....
- Markus, opanuj się! - krzyknęłam przez łzy.
- Zobaczysz, jeszcze Ci się spodoba.....Jeszcze będziesz mnie błagała żeby to powtórzyć...
Zdjął mi spodnie. Zrobiłam coś czego bym się nie spodziewała:
- BILL! - krzyknęłam. - POMÓŻ MI!
- Hahahaha! - zaśmiał się znów Markus.
- Bill! - krzyczałam ciągle.
- Gorszej pomocy nie mogłaś sobie wybrać! Ten słabeusz Kaulitz! Buhahahaha!
- Pomocy! - krzyczałam.
- Nic ci już nie pomoże, będziesz moja! - jednym szybkim ruchem ręki zerwał ze mnie koszulkę.
Pod naporem jego silnej ręki szwy puściły w ułamku sekundy.
- Bill, Tom, ktokolwiek..... - wrzeszczałam.
- Zamknij się głupia kurwo! - wrzasnął Markus i powrócił do całowania mnie.
- Markus, przstań! - zaczęłam się dławić własnymi łzami.
- Nie będziesz jej wyzywał od kurwy! - usłyszałam z tyłu.
Markus odsunął się. Zobaczyłam Billa stojącego w drzwiach.
- Wystarczy momęt..... - wyszeptał Markus i wyciągnął spod poduszki nóż.
- Markus, pusć ją. - powiedział Bill.
- Nie. Nie podchodź. Zabiję ją! - krzyczał.
- Przestań, nie zabijesz jej.... - powiedział spokojnie Bill.
- Zakład? - zapytał Markus i przybliżył mi nóż do szyi.
- Zostaw ją ty pedale! - krzyknął Bill.
- Ja pedał?....... - zapytał Markus.
- Tak ty....
Markus wstał i podszedł do Billa z nożem w ręku. Ja powoli wstałam.
- Odszczekaj to! - warknął Markus.
- Nie mam zamiaru. - powiedział Bill.
Widziałam w jak dużym był niebezpieczeństwie. Kiedy ukochana osoba jest w zagrożeniu życia można zrobić wszystko żeby ją ratować. Złapałam wazon stojący na jakiejś półce i roztrzaskałam go na głowie Markusa. Najwyraźniej zemdlał bo osunął się na poglogę.
- Już wporządku.- powiedział Bill.
Oczy zamknęły mi się, poczółam jak powoli idę do przodu, a później nic nie pamiętam.
Obudziłam się na dworze.Otulona kocem, w ramionach Billa. To chyba cudowny sen.
- Czy to sen? - zapytałam słabo.
- Nie, to jawa. - odparł Bill.
- Zimno mi...... - szepnęłam choć było mi gorąco.
Przycisnął mnie do siebie mocniej. Poczółam zapach dziecięcej oliwki. Rozeszła się po mnie fala ciepła.
- Lepiej? - zapytał.
- Tak......
Niósł mnie w kierunku mojego domu w milczeniu. Było mi tak dobrze, chciałam żebyśmy nigdy nie doszli do domu.
- Dziękuję za ratunek. Byłeś bardzo dzielny. - powiedziałam w końcu.
- To ty roztrzaskałaś mu wazon na głowie. Mogłaś go zabić!
- Trudno. Ważne że ten świr nas obojga nie zabił.....
Doszliśmy do drzwi mojego domu. Bill zadzwonił uważając żeby mnie nie upuścić. Otworzyła mama.
- Karina! - krzyknęła kiedy mnie zobaczyła. - Co się stało?!
Bill wepchał się do domu żeby nie stać ze mną na mrozie. Później zaniósł mnie do mojego pokoju i położył na łóżku, a sam wyjaśnił mojej mamie zaistniałą sytuację. Nieźle się wnerwiła. Natychmiast razem z tatą ( na wszelkie ale) pobiegli do rodziców Markusa. Zostałam sama.
- Teraz to już chyba mi wybaczysz? - zapytał Bill.
- Nie potrafę wybaczyć zdrady.
- Nadal nie chcesz mnie znać.........
- Taaaa........
Rozmawiałam chwilę z Billem, ale wrócili rodzice. Podobno Markusa zabrała policja, miał mieć proces.
I tak nie spałabym tej nocy. Bill poszedł do siebie, a ja w czasie nocy skończyłam "Srebrne krzesło", "Konia i jego chłopca" oraz 'Siostrzeńca czarodzieja".
~~~
Wybaczcie mi długość kochani, ale jakoś nie mam czasu...Powiem wam, że w następnych odcinkach, coś się zacznie nareszcie dziać, no i Katy wreszcie zostawiła MArkusa po brawurowym uratowaniu ją przez Billa XD
Kate 30/10/2006 09:56:20 [
komentarzy 22]
Komentuj
Hejka :)
Zostaję w domciu :) Wszyscy chorzy :( Tata teraz też. Ja już nie wiem co się dzieje....A wiecie że wczoraj była roczniczka 30 rozdziałów? W tym wypadku, dziękuje wszystkim którzy są ze mną i czytają mojego bloga :) I z dedekacją specjalnie dla tych osób notka ;)
Rozdział XXXI
Nadeszła wigilia. W sumie było 25 osób :P Jak zwykle jazda na maksa. Skonczyło się tym że dostałam kawałkiem chleba w nos.
- Kto to rzucił? - krzyknełam pokazując wszystkim kawałek chleba.
Oczywiście winnych nie było. Najadłam się kotletów rybnych, pierogów, zupy i jeszcze masy rzeczy. Dlatego lubię wigilię u babci. Zawsze jest masa ludu i masa jedzenia :) I nie. Nie załowałam że nie ma ze mną Markusa. Żałowałam że tuż koło mnie nie siedzi osoba którą naprawdę kocham. Bill. On pewnie teraz siedział tuż obok Mishell. Żałowałam że nie mogę podzielić się z nim opłatkiem, dać mu jakiegoś prezentu, wycałować za przepiękny prezent który napewno by mi dał.....
Zadzwonił mi telefon. Dostałam smsa.
Wesołych Świąt
Bill
Ten krótki, ale jakże bogaty w treść uczuciową sms podniósł mnie na duchu. Szybko odpisałam:
Ja również życzę Ci wesołych świąt.....
Kate
Szybko wróciłam do jedzenia, jednak nie było to już takie łatwe. Wtem ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć. Zobaczyłam.....listonosza?
- Słucham? - zapytałam zdziwiona.
- Karina K*********? - zapytał.
- Tak, o co chodzi?
- Paczki dla Ciebie. - podał mi świstek papieru - podpisz tu.
Złożyłam na papierku autograf, a on dał mi spore pudełko. Zamknęłam drzwi i wróciłam do salonu.
- Co to jest? - zapytali wszyscy zaciekawieni.
- Sama nie wiem. - powiedziałam i kiedy usiadłam odrazu wzięłam się do rozpakowywania prezentu. Tak, to był prezent. Od Mandy, Toma i......Billa? Szybko wyciągnęłam zawartość pudełka. Od Mandy dostałam kosmetyki, Tom podarował mi płytę Rihanny i słonika na olejki zapachowe (wlewa się do specjalnej postawki olejek i pod spodem, w środku słonika kładzie się świeczkę. Jak olejek się podgrzeje to czuć zapach). Najbardziej zdziwił mnie prezent od Billa. Dostałam od niego śliczny wisiorek wraz z łancuszkiem. Wisiorek przedstawiał liścia. Topoli. Jeśli mi daje coś takiego, to ciekawe co dał Mishell. Może kupił jej dom?
Ale wtedy uderzyła mnie pewna istota. Ja im nic nie kupiłam. Natychmiast zadzwoniłam do Justyny i umówiłam się na zakupy. Miałyśmy zmienić swój styl na potrzeby zespołu, a przy okazji kupiłabym im prezenty i zawiozła po sylwestrze który spędzałam w polsce.
Skończyliśmy wigilię, połowa rodziny rozjechała się po domach, a my, ci którzy zostaliśmy porozchodziliśmy się po pokojach. Kiedy tylko doszłam do pokoju (byłam pierwsza, kuzyn został zwinąć jakieś jedzenie, bo mieliśmy zaplanowaną posiadówę) stanęłam przy lustrze, zdjęłam z szyi kartusz ze swoim imieniem i zawiesiłam wisiorek od Billa.
- Podoba Ci się? - zapytał ktoś z tyłu.
- Tak, bardzo. - powiedziałam bo kątem oka w lustrze dostrzegłam mojego kuzyna. - Jest śliczny.
- Pasuje Ci. Co jak co, ale Kaulitz potrafi dobrać biżuterię.
- Tak, masz rację....
Szybko poszłam się umyć, a później wskoczyłam do łóżka. No i zaczęły się pogaduchy :P Może trudno w to uwierzyć, ale z moim kuzynem naprawdę fajnie się gada :) Usnęłam o 3.00 w nocy.
***Dwa dni później***
Stoję przed Silesią w Katowicach. Czekam na Justynę, Olę i Kaludię. Jesteśmy umówione na zakupy. Z daleka macha mi znajoma postać. To Klaudia!
- Hejka! - powiedziała podbiegając do mnie.
- No hej. - odparłam.
- A reszta gdzie? - zapytała.
- Nie wiem, jesteś pierwsza....
- To dobrze....Słuchaj, mam sprawę.....
- No, co jest? - zapytałam zaciekawiona.
- Możesz to dać Tomowi? - podała mi kopertę.
- A co to jest?
- List. Proszę, nie pytaj o nic, nie czytaj tego, tylko mu daj. Dobrze? - zapytała błagalnie.
- Ok. O, idzie Justyna z Olą.
Rzeczywiście, w naszym kierunku szły dziewczyny. Kiedy byłyśmy już w komplecie weszłyśmy do centrum handlowego. Postanowiłyśmy wcześniej że każda zdecyduje się na jakiś ze stylów i będzie się tak ubierała. Z tego co się dowiedziałam wybrałyśmy zupełnie różne style. Ja sportowo - elegancki. Z odrobiną błyszczyka, brokatu, butów na obcasach i tych spraw, jednak tylko troszeczkę. Postanowiłam też że nie będą to kolory ciemne, ale czasami również jasne.
Klaudia zdecydowała się na styl bardziej rockowy. Pieszczochy, kiety i cała masa innych gadżetów.
Ola znów wybrała styl wygodny, sportowy. Adidasy, jakaś bluzka i dżinsy.
Justyna znów zdecydowała się na styl rockowo - sexowny. Jakaś ładna bluzka, potargane dżinsy.
Zrobiłyśmy "małe" zakupy co skończyło się wydatkiem kilkuset złotych u każdej z nas. Na końcu poszłyśmy do fryzjera. Powiedziałam że chciałabym coś romantycznego, ale też wygodnego. Fryzjerka zakręciła mi loki i przyciemniła włosy. Kiedy wychodziłyśmy z centrum natknęłyśmy się na Mc'donalda i postanowiłyśmy coś zjeść. Po udanych zakupach rozeszłyśmy się do domów.
***Wyjazd***
Razem z dziewczynami zdążyłyśmy skomponować kilka piosenek. W połowie stycznia pojechałam do niemiec. Sylwester minął mi raczej spokojnie, w rodzinnym gronie, oczywiście z mnóstwem zabawy, fajerwerków i ogólnie imprezowania. Teraz znów siedziałam w samolocie i myślałam o tym co mogą robić ludzie na dole. Tym razem była to dziewczyna, mniej więcej mojego wieku. Szła za rękę z chłopakiem, przez park, oboje cieszyli się swoją obecnością. Ponieważ bardzo trudno mi było znieść ten widok wyjęłam z torby "Srebrne Krzesło" i otworzyłam w miejscu w którym przestałam czytać. Nie tak łatwo mi było się w tym wszystkim zagłębić, miałam burzliwe myśli. Czytałam każde zdanie po kilkanaście razy, myśląc tylko tym co mam zrobić po przyjeździe.
Kiedy w końcu dolecieliśmy, tak jak na poprzednim lotnisku naskoczył na mnie ten sam facet!
- Co pan tu robi?! - zapytałam.
- Chcę przeprowadzić z tobą wywiad!- zakrzyknał.
- No......Dobrze. Skoro pan lata za mną po świecie, to niech będzie. Jutro, w restauracji "Bohema". O 14.00. Może być? - zapytałam.
- Jak najbardziej. - odparł reporter.
- Restauracja znajduje się w Loitshe. - mówiłam wyczerpana.
Nie żegnając się z facetem odeszłam po bagaże, wyszłam z lotniska i taxówka zabrała nas do domu.
Kiedy tylko znalazłam się w swoim pokoju postanowiłam nie zwlekać i odrazu załatwić to co miałam do załatwienia. Wzięłam prezenty i wyszłam na padający śnieg. Skierowałam się do domu Mandy. Zadzwoniłam. Otworzyła mi Mandy.
- Tak, o co chodzi? - zapytała.
- Mandy, to ja! - krzyknęłam.
- Katy?! Matko, nie poznałam Cię, masz zupełnie inne włosy! - zakrzyknęła.
- To jest prezent dla Ciebie. - podałam jej małą paczuszkę.
- Dzięki! - powiedziała.
- Wybacz że tak późno, no ale tak się złożyło. - tłumaczyłam się.
- Nieważne! Serio dzięki! - powiedziała. - A to co? - zapytała wskazując na jeszcze dwie takie paczuszki.
- To prezenty dla chłopców. - powiedziałam.
- Aaaaaa....
Jeszcze chwilę z nią gadałam i poszłam do chłopaków. Otworzył mi Tom.
- Cześć Tom! - powiedziałam.
- Znam Cię? - zapytał.
- No nie, znów ta sama sytuacja! - zaśmiałam się.
- O co Ci chodzi? Nie znam Cię, daj mi spokój! - krzyknął.
- Tom, to ja, Karina! - krzyknęłam.
- K....Ka.....Kate?! - krzyknął zdziwiony.
- Taaa.....Tu są dla was prezenty. Są podpisane. - podałam mu dwie paczuszki.
- O nie, Billowi sama dasz. - powiedział stanowczo.
- Ale, ale....
- Nie. Wchodź do domu już!
Weszłam.
- A, i jeszcze coś! - przypomniałam sobie. Podałam mu kopertę. - To jest od mojej przyjaciółki, kazała przekazać.....
- Aha. No dobra, ściągaj te zimowe ciuchy i idziemy na górę.
Ściągnęłam szalik, kurtkę i buty. Tom poprowadził mnie na górę. Zapukałam do pokoju Billa i kiedy usłyszałam "proszę" wzięłam głęboki oddech i weszłam.
- Cześć Bill. - powiedziała chłodno.
- Eeeee......Jesteś jakąś fanką? - zapytał.
- Co wy jesteście tacy tępi?!
- A, to ty Kate. Poznałem po wisiorku. - oświadczył.
- Kate mówią do mnie przyjaciele. - oświadczyłam.
- Przepraszam. Podoba Ci się prezent? - zapytał.
- Tak, dziękuję. To dla Ciebie - podałam mu paczkę. - Przepraszam że tak późno.
Mówiąc te wszystkie słowa wyraz mojej twarzy był zimy, oczy z błękitnych przybrały dziwny odcień szarości.
- Nadal jesteś na mnie zła o Mishell? - zapytał.
- Tak. I proszę Cię, nie dawaj mi prezentów na święta i urodziny bo poprostu wyrzucę je. Nie chcę Cię już więcej znać. Żegnaj. - i wyszłam.
Teraz czekało mnie najgosze zadanie. Poszłam do Markusa. Jego mama powiedziała że jest w pokoju.
- Cześć. - powiedziałam wchodząc.
- Cześć słońce. - powiedział.
Kiedy to usłyszałam pomyślałam że nie mogę mu zrobić tego co chciałam.
- Coś się stało? - zapytał.
- Przyszłam się przywitać. - powiedziałam. - Wróciłam.
- Chodź, usiądź tu przy mnie. - wskazał na miejsce na kanapie.
Usiadłam. Pocałował mnie lekko.
- Ciesze się że znów jesteś w Niemczech. - powiedział.
- Ja też. Mimo to jeszcze się nie rozpakowałam i muszę iść. - powiedziałam i wstałam.
- Szkoda. Kocham Cię, pamiętaj o tym. - usłyszałam.
- Tak.....Dozobaczenia.
Wyszłam szybko z pokoju nie chcąc bardziej cierpieć.
~~~
I jeszcze w kwesti wyjaśnienia. Pytacie dlaczego Kate odrazu jest z Markusem. No więc, dziewczyna jest romantyczką i bardzo spodobało jej się kiedy Markus obronił ją przed Billem. Pozatym, tak jak mówiłam, chłopak był przystojny, a KAte, pod wpływem impulsu, zauroczona, choć myślała że zakochana. Dlatego powiedziała Markusowi "tak". Jednak w tym odcinku mówi że nprawdę kocha Billa.
A teraz pokażę wam jak wyglądały dziewczyny po zmianie image:

Kate

Justyna

Kaludia

Ola
Kate 29/10/2006 12:12:20 [
komentarzy 18]
Komentuj
Wybaczcie!
Ale okazało się że dziadek ma gorączkę i jeszcze zaraziłby mnie jakimś choróbskiem. Jeszcze to? Jużbym nie wyrobiła :) Jednak powoli chrosty zaczynają znikać :) Nie wiem jeszcze kiedy pojadę, jak narazie jestem w domu. Przepraszam was że tak powiedziałam, no, ale myślałam że pojadę. Jak tylko będzie możliwosć że pojadę natychmiast was powiadomię :) i mimo tego że nie było 15 komów, daję notkę :)
Rozdział XXX
Wieczorem spotkała mnie miła niespodzianka.
Mama przyniosła mi do pokoju kwiaty. Właśnie leżałam na kanapie i oglądałam TV.
- Co to? - zapytałam.
- Kwiaty dla Ciebie. - oświadczyła i położyła bukiet na stole po czym wyszła.
Zaciekawiona wstałam i zaczęłam obszukiwać róże. Znalazłam karteczkę.
"To za dzisiaj. Przepraszam za nieprzygotowanie :)
PS. To mój numer telefonu......"
To była karteczka od Markusa, istotnie zawierała jego numer telefonu. No tak! Przecież się nimi nie wymieniliśmy! Natychmiast do niego zadzwoniłam.
- Markus? - zapytałam kiedy usłyszałam że ktoś odebrał telefon.
- Tak. - usłyszałam znajomy głos.
- Dzięki za kwiaty..... - powiedziałam.
- Ależ drobiazg. - odparł.
- Ale zawsze.
- Wybacz, mama woła nas na kolację, dobranoc.
- Śpij dobrze..... - powiedziałam i rozłączyłam się.
Siedziałam sobie tak chwilkę.
- KARINA! - potworny wrzask mamy zerwał mnie na nogi.
Zbiegłam na dół.
- Co się stało? - zapytałam.
- Wiem co zrobiłaś! Nigdy Cię nie podejrzewałam o takie coś! Teraz będziemy płacić za lakiernię Kaulitzom! - wrzeszczała.
- A więc się wydało...... - zmróżyłam oczy.
- Tak! Masz szlaban! - krzyczała.
- Trudno. Ważne że tą bitwę wygrałam ja. Buhahahahahaha! - zaśmiałam się.
- To nie jest zabawne! Siedzisz w domu do świąt, a na Wigilię jedziemy do Polski! - ryknęła.
Przestałam się śmiać.
- Do świąt jeszcze tydzień! - krzyknęłam.
- Trudno! Będziesz siedziała w pokoju!
- Mamo! - krzyknęłam.
- Trzeba się było zastanowić! Do pokoju!
Pobiegłam do pokoju i już z niego nie wyszłam.
***Tydzień później***
Właśnie pakowałam swoje walizki. Jedziamy do Polski....
- Cholera! - wrzasnęłam kiedy moja walizka nie chciała się zamknąć. - Tato!
- Co się stało? - zapytał wchdząc do mojego pokoju.
- Zamknij tę cholerną walizkę! - krzyknęłam.
- Karina, przestań wrzeszczeć! Albo polecisz z otwartą walizką!
Uciszyłam się i tata z odrobiną wysiłku zamknął moją walizkę pytając przy okazji co ja tam naładowałam.
Godzinę później byłam już na lotnisku. Nie pożegnałam się z nikim bo miałam szlaban. Wysłałam tylko smsa do Markusa że wyjeżdżam na święta i przepraszam że nie przyszłam się pożegnać, ale miałam szlaban. Nic mi nie odpisał.
Pies siedział w koszyku który trzymałam w ręku. Musiałam go oddać do luku bagażowego, co bardzo mnie martwiło. Bałam się że się może zaziębić, tymbardziej że była zima. Ale innej rady nie było.
- Paszport proszę. - usłyszałam tęgi głos który wyrwał mnie z zamyślenia.
- Przepraszam, zamyśliłam się. - powiedziałam i podałam mężczyźnie siedzącemu za okienkiem paszport.
- Panienka zakochana? - zaptał swoim niskim głosem.
- Taaaa.....
- No to chyba w dwóch chłopakach, bo aż takiej zamyślonej dziewczyny nie widziałem. 10 razy prosiłem o paszport!
- Ojej, przepraszam - uśmiechnęłam się do niego.
- Nie szkodzi. Proszę, życze miłej podróży - wyciągnął do mnie paszport.
- Dziękuję panu bardzo. Dowidzenia.
Pobiegłam za rodzicami i zaczęłam zdejmować z siebie kozaki z klamerkami, pasek od spodni, zegarek i wszelkie metalowe rzeczy.
Przeszłam przez kontrolę. Mieliśmy z rodzicami 30 minut, więc skoczyliśmy do baru na herbatę.
Po 30 minutach zaczęto wpuszczać do samolotu. Usiadłam w wygodnym fotelu, przy oknie. Kiedy leciałam samolotem, bardzo lubiłam wyobrażać sobie co robią ludzie na dole. W końcu samolot wystartował a gmachy budynków, samochody i ludzie stawali się małymi kropeczkami.
W tym momęcie wyobrażałam sobie kobietę, w ślicznej kuchni, z gromadką dzieci czekającą na obiad przy stole. Kończyła gotować obiad, kiedy do domu wpadł jej mąż. Pocałował ją w policzek i.....
I dalej nie wiem, ponieważ nawiedziła mnie nowa "wizja". Czarny busik, pędzi przed siebie. Pasażerowie są już spóźnieni. Są nimi 4 nastolatkowie. Jadą na koncert.....
Szybko odrzuciłam ten obraz i starałam się wrócić do młodej kobiety w kuchni, jednak nie dawało mi to spokoju. Wyciągnęłam z torby "Księcia Kaspiana" i zagłębiłam się w lektórze....
Kilkadziesiąt minut później wylądowaliśmy w Katowicach.
- No nareszcie..... - przeciągnęłam się wchodząc na lotnisko.
Ni stąd ni z owąd wyszedł do mnie jakiś facet z mikrofonem.
- O, tak, to będzie tamat! - krzyknął. - Jak skmętujesz swoje rostanie z Billem? - zapytał podstawiając mi pod nos mikrofon.
Na początku trochę nie kumałam o co temu gościowi chodzi, ale później się skapłam że musi być z jakiejść gazety.
- Przepraszam pana, są święta, nie będę odpowiadała na żadne pytania, może kiedy indziej, dowidzenia! - żachnęłam się i odpchnęłam reportera.
Zaklnął coś pod nosem i razem z kolegą opuścili salę. Ja w spokoju odebrałam bagaże i wyszłam z lotniska. Ku mojemu zadowoleniu ujrzałam tam dziadka z babcią.
- No, nareszcie! - krzyknęła babcia.
Rzuciłam walizki i pobiegłam ku nim. Odrazu zostałam wyściskana i wycałowana. Mieliśmy mieszkać u babci, bo ma duży dom, a my swoje mieszkanko sprzedaliśmy. Strasznie się cieszyłam, bo przy okazji mieli tam być kuzyni i ciocia. Reszta rodziny miała dojechać.
Kiedy tylko znalazłam się przed domem dziadków wpadłam do niego jak burza. Przywitałam się z ciocią, z kuzynami.
- Co to za perfumy? - zapytała mnie ciocia.
- Nie wiem, mam je w torbie, dostałam od chłopaka, ale już się rozsliśmy...... - spóściłam głowę bo przypomniałam sobie cudowne chwile z Billem.
- Rozumiem...... - wiedziałam że nikt nie zrozumie mnie tak jak ona, w końcu sama rozstała się z mężem.
Później pobiegłam do przeznaczonego mi pokoju i zastałam tam kuzyna.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- W tym roku jest nas wyjątkowo dużo, musimy jakoś spać! - powiedział.
- Śpisz ze mną?! - wrzasnęłam.
- No. - odparł.
- Ze mną może spać tylko Bi...... - nie dokończyłam - nie ważne.
- Tylko Bill? - zapytał. - Jaki jest?
- Normalny. - uśmiechnęłam się blado.
- Pytam o to jaki jest w łóżku? Każda dziewczyna chce....... - nie dałam mu dokończyć.
- POJEBAŁO CIĘ?!?!?! - ryknęłam.
- Nie spałaś z nim? - zapytał zaciekawiony.
- Jesli już musisz wiedzieć to nie, rozstaliśmy się tydzień temu.....
Zaczęłam rozpakowywać walizki. Kosmetyki zaniosłam do łazienki, ubrania ułożyłam w szafie. Na końcu wyjęłam laptopa i umościłam wygodne posłanko dla Szatki. A musicie wiedzieć że ta czuła się jak w raju. Już zdążyła ugryźć mojego małego kuzyna, bo włożył jej palec do oka. Później szarpała spódnicę babci, co jej się bardzo nie podobało, wogóle nie podobało jej się że pies jest w kuchni.
Kiedy skończyłam usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Zrobiłam się dostępna na gg i ustawiłam opis "Znowu w Polsce :*". Napisał do mnie Tom. Ściągnęłam bliźniakom skype, żebyśmy mogli się porozumiewać. Tom napisał własnie na moje skype. Napisał jakieś marne "hej" a później zadzwonił. Odebrałam.
- Heja Tom! - powiedziałam zadowolona.
- Hejcia. - usłyszałam uśmiech w jego głosie.
- KARINA PRZYNIEŚ MI MÓJ TELEFON! - usłyszałam z dołu krzy kuzyna.
- SAM SE PRZYJDŹ! - odkrzyknęłam.
- Nie rozumiem..... - usłyszałam.
- A nie Tom, to nie do Ciebie.... - powiedziałam.
Usłyszałam kroki na schodach.
- Bill kazał Ci przekazać życzenia. - powiedział Tom.
Kuzyn wszedł do pokoju.
- Niech się wypcha krowim łajnem. - zaśmiałam się.
- Ale, ale....
- I przekaż mu że mu życzę żeby się zadławił ością z karpia - zaśmiałam się złośliwie - Smacznego życzy firma udław się!
- Jak możesz?! - krzyknął Tom.
- Tak samo jak on mógł mnie zostawić dla Mishell. - powiedziałam. - Wybacz Tom, babcia woła na obiad, dozobaczenia.
- Tak, pa....
Rozłączyłam się. Wcale nie było to prawdą że babcia wołała mnie na obiad,poprostu już nie chciałam wysłuchiwać tych jęków o Billu....
~~~
No:) Notka w sam raz :) 15 i macie nową, chociaż nie wiem czy tak odrazu, bo mogę wyjechać.....
Kate 28/10/2006 09:37:50 [
komentarzy 18]
Komentuj
Wyjeżdżam....
Na weekend! Nie będę mieć dostępu do neta, więc daję ostatnią nocię przed wyjazdem! Mam nadzieję że wam się spodoba....
Rozdział XXIX
Następnego dnia, mama wysłała mnie do sklepu. Szłam spokojnie ulicą i przedemną pojawił się Bill.
- Cholera.... - mruknęłam pod nosem.
- Wiem że to ty! - krzyknął podchodząc do mnie.
- Co ja? - zapytałam.
- Nie udawaj głupiej, to ty pomazałaś nasz samochód! - krzyczał.
- Popierdoliło Cię? Ja? A niby po jaką cholerę?! - zapytałam ironicznie.
- Łżesz! - krzyknął i....uderzył mnie w twarz.
- A.... - jęknęłam cicho i przejechałam palcami po policzku w który mnie uderzył.
- No i co teraz? - zapytał triumfalnie.
- Jeśli myślisz że coś tym zdziałasz to się grubo mylisz ty.... - zaczęłam.
- Kobiecy bokserze! - usłyszałam z tyłu. Odwróciłam się.
Stał za mną wysoki chłopak, około 16 lat, brunet, czekoladowe oczy. Był taki śliczny.....
- Odejdź stąd. To nie twoja sprawa. - burknął Bill.
- Nie pozwolę żebyś bił tą dziewczynę.
- Gówno prawda! - krzyknął Bill. - Spieprzaj.
- Jak ja Ci zaraz powiem spieprzaj to zobaczysz..... - szepnął tamten.
- Spróbój szczęścia koleś! - krzyknął zadowolony Bill.
- Zaraz Ci obiję tę babską twarzyczkę!
Chłopak już ruszył ku Billowi, ale coś mnie skłoniło i wstąpiłam między nich.
- Dość. - powiedziałam najpierw cicho.
- Niepozwolę żeby taki gnój cię bił. - oświadczył tamten.
- Dość! - powtórzyłam głośniej.
- O, Jezu, zaraz wam obojgu wpierdolę..... - jęknął Bill.
- DDDOOOŚŚŚĆĆĆ! - wrzasnęłam na całą okolicę.
- Ależ spokojnie..... - powiedział ten uroczy chłopak.
- A ty Kaulitz się nie wymądrzaj, bo dobrze wiesz, że jak bym chciała, to bym Ci wpierdoliła mocniej. - powiedziałam dobitnie dźgając Billa palcem.
- Hahaha! - zaśmiał się.
- Zamknij ryja i spierdalaj stąd. - powiedziałam. Te słowa sprawiły mi ból.
Odszedł z niesmakiem.
- Dzięki.... - szepnęłam nieśmiało.
- Wporządku. Bardzo Cię boli? - zapytał.
- Nie.....On tylko.....Nieważne.....
- Jestem Markus. A ty? - zapytał.
- Ach, tak! Jestem Karina, ale mów mi Kate. - podałam mu rękę.
- Miło mi.
- Mnie również.
- Mieszkasz gdzieś tu? - zapytał.
- Tak, ten dom jest mój. - wskazałam na mój dom.
- O, jesteśmy sąsiadami! Dziwi mnie że nie zauważyłem tak ładnej dziewczyny..... - uśmiechnał się do mnie.
- Ależ daj spokój..... - czułam że się rumienię - A ty gdzie mieszkasz?
- Tam. - wskazał na dom......Mishell!
- Czy ty masz czasami siostrę? - zapytałam.
- Tak mam. Nazywa się Mishell. - odparł.
- Zdążyłam poznać. - powiedziałam. - To przez nią ta akcja....
- Z tym chłopakiem? - zapytał.
- Tak. - odparłam.
- Jak to? - zapytał znów.
- Widzisz, kiedyś bardzo kochałam tego chłopaka. Byliśmy parą, było nam razem bardzo dobrze. Jednak kiedy pojawiła się Mishell......W naszym związku pojawiła się zdrada. Wczoraj z nim zerwałam.
- Ale to nadal nie upoważnia go do uderzenia Cię w twarz!
- Ale miał prawo. Byłam tak wściekła i załamana, że pomazałam ich samochód i garaż.... - z oka pociekła mi łza.
- W porządku. - Markus otarł ją koniuszkiem palca.
Uśmiechnęłam się blado. Ten gest był taki czóły.....
- Napewno czujesz się zraniona przez moją siostrę... - powiedział.
- Tak.....Tak, trochę. - szepnęłam.
- Może pójdziemy do mnie? - zapytał.
- No cóż....Dobra.
Poprowadził mnie do siebie do domu. Kiedy weszłam momętalnie ogarnęło mnie piękno tego domu. Meble były antyczne, wszystko idealnie dopasowane.... Markus poprowadził mnie do swojego pokoju. Rozejrzałam się wokoło i odrazu mi się spodobało.
- Usiądź. - powiedział Markus wskazując na sofę.
Usiadłam.Musiałam przeznać że Markus był naprawdę śliczny. Czyżbym się zakochała? Markus usiadł przy mnie.
- Powiadasz że mieszkasz w domu obok? - zapytał.
- Tak. - odparłam
- Napijesz się czegoś?
- Nie dziękuję.... - powiedziałam.
- A ja chętnie. Zaczekasz tu?
- Tak, jasne.
Markus wyszedł i wrócił po około 5 minutach. Zauważyłam że usiał bliżej niż wcześniej, dlatego ja nieznacznie się odsunęłam.
W czasie rozmowy Markus przysówał się coraz bardziej, a mnie ucieczkę uniemożliwiał koniec kanapy.
- Khem....Możesz się odsunąć? - zapytałam nie chcąc żeby to zabrzmiało dziwnie.
- Dlaczego? - zapytał.
- Proszę, odsuń się...... - jeknęłam.
- Nie.... - szepnął.
Nawet nie zauważyłam kiedy nasze usta zwarły się w pocałunku. Na początku tego nie chciałam, jednak po chwili zaczęło mi się podobać. Objęłam Markusa ramionami. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Usiadłam mu na kolanach okrakiem i nadal się całowaliśmy. W tym momęcie drzwi pokoju otworzyły się. Stał w nich Bill.
- Chyba pomyliłem drzwi. - prychnął.
- Nie przejmuj się nim.....Teraz jesteś bezpieczna..... - szepnął Markus
- Co ja wyprawiam? - zapytałam sama siebie.
- Daj spokój...Jesteś śliczną dziewczyną, nie zasługujesz na takiego dupka..... - przytulił mnie mocno.
- Wiesz co Markus? Masz rację!
- Karina..... - zaczął.
- Tak? - zapytałam.
- Wiesz co my właśnie robiliśmy? - zapytał.
- Tak. Całowaliśmy się. - odparłam spokojnie.
- I co?
- I nic. - powiedziałam.
- Nic?! Jak to nic?! - krzyknął.
- No a co?
- Bo widzisz ja.....Ja.....Ja Cię kocham. - wyszeptał.
- Ale, ale.... - jąkałam się.
- Co? - ponaglił mnie.
- Już nic.
Patrzył na mnie smutno.
- To znaczy że ty..... - nie zdążył dokończyć bo zatkałam mu usta pocałunkiem.
- Ty też? - zapytał.
- Chyba tak. - powiedziałam śmiejąc się.
- Ja.....nie wiem co powiedzieć.....
- Jak to.....Nie wiesz? - zapytałam podśmiewając się pod nosem.
- A tak! - opamiętał się wreszcie.....
- No, słucham?
- Zostaniesz moją dziewczyną? Przepraszam że tak bez kwiatka, ale no nie jestem przygotowany!
- Hahahaha!
- Kate, przestań się śmiać! - udawał naburmuszonego.
- O, oczywiście że tak! - krzyknęłam.
- To znaczy? - zapytał jakby niedowierzając.
- Markus, ty jesteś taki niepojętny czy mi się tylko wydaje? - zapytałam.
- Jak to?
- No ty mnie kochasz, ja Ciebie.....Więc to chyba jasne że powiem tak! - krzyknęłam.
Był bardziej śmiały niż Bill. Przytulił mnie i pocałował w czoło.
- Wybacz, muszę już iść. - powiedziałam.
- Dlaczego? - jęknał.
- Miałam jeszcze iść do sklepu. Dozobaczenia.
Wyszłam z domu Markusa i biegiem poleciałam do sklepu.
~~~
Macie aż dwa dni! Zwykle 15 udawało wam się w jeden! więc teraz podnoszę pułap. 20

Wiem, jestem okrutna, ale macie na to czas.....
Kate 27/10/2006 12:13:16 [
komentarzy 10]
Komentuj
Heya!
Przerąbane! Byłam dziś u dermatologa no i mam takie coś...Takie pryszcze, nie wiem jak to się nazywa, ona mówiła ale zapomniałam

W każdym bądź razie, nie idę jutro do szkoły, mam na to maść i leki! Takim czymś się można podobno zarazić....
Ale dość biadolenie nademną, nocia!
Rozdział XXVIII
Siedziałam jeszczę chwilę na gg. Napisała do mnie Justyna.
{Hej!
- Heja! - odpisałam.
- Jak tam w Niemczech?
- Spoko.
- Już ostatnie dwa miesiące się uczymy!
- Czego?
- Gry!
- Żartujesz!
- Nie, już prawie. A później możemy komponować.}
Dalsza rozmowa mnie nie interesowała, ważne było to czego się dowiedziałam. Mam w pełni funkcjonujący zespół muzyczny! Cieszyłam się jak cholera!
*** Tydzień później ***
Miałam okropną grypę. Leżałam w łóżku i nie miałam siły się podnieść. Wpadła do mnie Mandy.
- Kate, szokująca wiadomość! - krzyknęła od progu.
- Co się stało? - zapytałam.
- Patrz, patrz! - podała mi plik zdjęć.
- To to? - zapytałam.
- Tak.
Zaczęłam przeglądać zdjęcia. Na jednym z nich Bill i Mishell szli za rękę, na innym się całowali, na kolejnym przytulali....Nie mogłam na to patrzeć, ale patrzyłam dalej. Na kolejnym Mishel siedziała Billowi na kolanach, na kolejnym się znów przytulali.....
- Zostawisz mi to? - zapytałam Mandy.
- Tak, jasne.....
- Dzięki....
- Wiem że jesteś w szoku....
- Mandy! - rzuciłam jej się na szyję. - Dzięki że go śledziłaś! Naprawdę, musiało Ci to zająć chwilkę!
- Ale to nic.....Ważne że obie już wiemy co się dzieje....
- Kochana jesteś!
- Naprawdę, chciałabym Ci jakoś pomóc....
Zapłakałam gorzko. Jak ten dupek mógł mi coś takiego zrobić?!
- Wiem, wiem.....Naprawdę wiem..... - pocieszała mnie Mandy.
Siedziała u mnie godzinę, a później poszła do domu.
Kiedy tylko wyzdrowiałam zaprosiłam do siebie Billa. Spóźnił się o pół godziny, choć zwykle tego nie robił. W tym wypadku, skoro go nie było, postanowiłam potańczyć. Włączyłam wieżę i piosenkę Drunken Monkey "Calabria". Kiedy skończyłam Billa ciągle nie było. Więc puściłam Karol - Le bateau blanc. Właśnie byłam przy drugim refrenie kiedy do pokoju wszedł Bill.
- Możesz się zatrzymać? - warknął.
- Daj mi skończyć..... - krzyknęłam.
- Pośpiesz się! - burknął.
Kiedy skończyłam podeszłam do niego i zapytałam:
- Denerwujesz się, bo ja, głupia Karina, potrafię tańczyć, potrafię grać w siatkówkę, dobrze się uczę, świat stoi przedemną otworem, a twoja idealna Mishell tego nie potrafi?! - prychnęłam ironicznie.
- Moja Mishell? - zapytał.
- Nie rób ze mnie idiotki! Myślisz że jak powiesz nie, to ja odrazu za toba polecę?! W takim razie się mylisz! - krzyczałam.
- Mishell to tylko moja przyjaciółka! - krzyknął. - Nawet nie masz....
- Dowodów? - przerwałam mu. - I tu się mylisz.
I podałam mu gruby plik zdjęć.
- Co to jest? - zapytał.
- Oooooooo, ty i twoja "przyjaciółka" Mishell...... - prychnęłam.
Bill obejrzał zdjęcia.
- Coś ty! Kochanie, to tylko jakieś fotomątarze.....
- Teraz kochanie?! KOCHANIE?! A więc słuchaj KOCHANIE! To zrobiła Mandy, nie wierzę żeby była na tyle chamska i żeby jej się chciało siedzieć nad tymi fotkami.
- To tylko jakiś głupi żart.... - jęknął.
- Ooooo nie.....Okłamałeś mnie! Mówiłeś że jest ok, że to tylko znajoma....
- Ale, ale....
- Zamknij się! Z nami koniec. A teraz wyjdź. - jęknęłam ze łzami w oczach.
- Ale nie możesz tak poprostu.....
- Wyjdź. JUŻ! - ryknęłam.
Wyszedł i zostawił mnie samą. Po moich policzkach pociekły pojedyńcze łzy, a w uszach dudnił dźwięk wypowiedzianych niegdyś słów. " Łatwo jest kochać, trudniej być kochanym". Ta......Czy kochałam Billa? Nie wiem. W tym momęcie głęboko go nienawidziłam i postanowiłam zrobic coś, na co nigdy bym się nie odważyła.
Wieczorem zaczekałam aż zgasną wszystkie światła w domu Kaulitzów i ubrałam się ponowinie. Wzięłam ze sobą spray, pilniczek do paznkoci, czerwony i czarny marker oraz farbkę nanoszoną miejscowo. Wyślizgnęłam się z domu i poszłam do Kaulitzów. Ich samochód stał w garażu. Na wejściu do niego nabazgrałam sprayem "No widzisz dupku, nie trzeba było robić takich rzeczy". Później wślizngnęłam się do garażu i zastanowiłam się 10 razy nad tym co właśnie robię. Jednak zrobiłam to. Chwyciłam pilniczek i napisałam na masce samochodu " Wypierdalaj z mego świata głupi pedale! Nie znasz mnie, a ocenić chcesz......". Popatrzyłam na swoje dzieło. Uznałam że to za mało. Wzięłam czarny flamaster i napisałam na przedniej szybie " Mej rzeki nurt, to małe, płoche chwile, śmiech, częściej łzy....I wiesz dlaczego częściej? Bo w moim życiu pojawiłeś się TY!" czerwonym flamastrem narysowałam serce i uznałam że może być. Uciekłam do domu i już nie wychodziłam tej nocy z łóżka, chociaż nie udało mi się zasnąć, ponieważ ciągle myślałam o tym co właśnie zrobiłam.
~~~
Wybaczcie mi długość, więcej czasu nie mam, lecę na zmianę opatrunku

15 komów i nowa nocia

Kate 26/10/2006 17:11:09 [
komentarzy 16]
Komentuj
No.....
....ładnie się spisujecie z tymi komami :) Dziś daję szybko, bo muszę wkuć na niemca 20 słówek, odmianę i umieć czytać taki tekścik, no i jeszcze go opisać....Szkoła jest do bani....
Rozdział XXVII
Mama kiedy tylko przyszła, odrazu wpadła mi do pokoju.
- Musimy porozmawiać. - powiedziała stanowczo.
- Taaaak? - zapytałam wciąż patrząc za okno na posyłającego mi buziaki Billa.
- Kochasz go? - zapytała.
- Tak. - odparłam pewnie.
- Jeszcze kiedyś złamie Ci serce, zobaczysz....
- Jak możesz, mamo! - krzyknęłam.
- Zobaczysz.....
- Ale spójrz na niego, jest taki słodki, śle mi buziaki......
- Topisz się gdy go widzisz.....
- Tak, racja.....
Mama wyszła i zostawiła mnie samą z moimi przemyśleniami.
***Tydzień później***
Wracaliśmy z Billem ze spaceru i zauważyliśmy że w domu naprzeciw mojego ktoś się wprowadza. Chwilę później zauważyłam dziewczynę, mniej więcej mojego wzrostu. Kiedy tylko nas zobaczyła podeszła do nas.
- Cześć, jestem Mishell! - powiedziała zadowolona.
Była ubrana w dżinsy, szpilki i top. Jak na mnie wyglądała dziwacznie, bo ja miałam na sobie adidasy, dżinsy i T-shirt. Dzień jak był wyjątkowo ciepły.
- Cześć Mishell..... - mruknęłam.
Nie podobał mi się ton jej głosu. Tak jakby była rozpieszczoną przez rodziców lalunią. Spojrzałam na Billa i przewróciłam znacząco oczami, a on blado się uśmiechnął. Kolejne co mi się nie podobało. Ten uśmiech....
- Ty jesteś Bill Kaulitz? - zapytała Billa.
- Tak. - powiedział zadowolon Bill.
- A ty jesteś.... - zająkała się.
- Ja jestem jego dziewczyną. - powiedziałam.
I wtedy spostrzegłam że od strony swojego domu nadchodzi Mandy.
- Mandy! - wrzasnęłam.
Kiedy tylko mnie zauważyła pomachała mi ręką i podbiegła do nas.
- A to co za pomiot ludzkości? - szepnęła do mnie lustrując Mishell wzrokiem.
- To jest Mishell. - mruknęłam.
- Przeraszam, ale my już idziemy.... - Mandy pociągnęła mnie za rękę.
Posłałam Billowi buziaka i poszłam z nią.
- Ale lalka! - burknęła Mandy.
- Nie wygląda mi na barbie..... - powiedziałam.
- Ale jest rozpieszczona przez rodziców! I wiesz co Ci powiem? Ona się buja w Billu! - krzyknęła.
- Skąd to wnioskujesz? - zapytałam.
- No, to widać! Lampiła się na niego jak na obrazek! A w dodatku....
- Co?
- On też na nią spoglądał.....
- Co ty mówisz?! - krzyknęłam.
- Niestety......
- Mandy, może masz rację?! Boże! - krzyknęłam.
- Spokojnie. Obiecuję że jeśli tylko Bill zacznie gdzieś wychodzić, będę go śledziła z aparatem. Później zrobię mu zdjęcia. Dobrze? - zapytała.
- Dzięki, jesteś kochana! - przytuliłam ją.
- Spokojnie.....Jakoś damy radę.....
Rozstałam się z Mandy i pobiegłam do domu. Zadzwoniłam szybko do Billa. Nie odbierał.
- Cholera! - krzyknęłam. - Jeszcze go nie ma w domu?!
Zastałam go dopiero wieczorem.
- Hej Bill! - powiedziałam.
- Cześć..... - jęknął.
- Gdzie byłeś tyle czasu, martwiłam się, nie mogłam się do Ciebie dodzwonić......
- A, rozmawiałem z tą nową..... - powiedział obojętnie.
Ogarnęła mnie fala zimna. "Z tą nową....." On się z nią spotkał. I spędził z nią tyle czasu!
- I jaka jest? - zapytałam.
- Fajna. Nawet ją lubię....
"Lubi ją!" jęczałam w myślach.
- Nie cieszysz się że dzwonię? - zapytałam.
- Nie, dlaczego?
- Mówisz tak monotonnie, zawsze byłeś taki ożywiony, a dziś.....
- Wybacz, jestem zmęczony.....
- Acha....
- Muszę kończyć.
- Szkoda....
-.....
- Kocham Cię. - te słowa wypowiedziałam kiedy w telefonie słyszalny był już sygnał.
Nie myśląc o tym co robię rzuciłam telefonem o ścianę i rzuciłam się z płaczem na łóżko. Bill już mnie nie kocha! Teraz stała się dla niego ważniejsza ta głupia zdzira! Jeszcze zobaczymy co przyniosą zdjęcia Mandy....
Weszłam na laptopa i włączyłam polskie gg. Ustawiłam opis "Załamka! Only Marta!". Po kilku minutach na skype zadzwoniła do mnie Marta.
- Karina? - zapytała.
- Tak? - łkałam.
- Coś się stało? - zapytała znów.
- Bill ma inną! - wrzasnęłam.
- O Boże..... - jęknęła. - Gdybym mogła Ci jakoś pomóc....
- Wiem, wiem. Tak za wami tęsknię. Nawet za tymi czasami kiedy byłam z tym.....wiesz o kogo mi chodzi. - szepnęłam.
- Aż tak Ci ciężko?
- Bardzo.
- On za tobą tęskni.
- Nie ważny jest on, ale to co wtedy miałam. Mogłam zdobyć cały świat, nia było dla mnie granic! Teraz jest ta granica...
- To Bill? - zapytała.
- Tak....
- Teraz musisz sobie zadać to pytanie.... - powiedziała współczująco.
- Jakie? - zapytałam.
- To bardzo trudne pytanie. Czy wybaczysz mu zdradę i czy wciąż go kochasz? - powiedziała.
- Pamiętasz takie zdanie? Z naszej pracy na religi? - zapytałam.
- Nie, jakie? - zapytała w odpowiedzi.
- "Mimo tego że na pytanie to, zwykłemu, szaremu człowiekowi trudno odpowiedzieć, odpowiedzi na trudne pytania są banalnie łatwe...." - zacytowałam.
- Ta....Pamiętam. Ty to pisałaś. Zawsze byłaś filozofem klasowym - usłyszałam jak się śmieje.
- Tak.....Dobre czasy.....
- Wybacz, chciałabym Ci jakoś pomóc, ale muszę spadać....
- No cóż, dozobaczenia. - rzuciłam, a ona się rozłączyła.
~~~
No. Jak już wiecie, następna za 15 :P
Kate 25/10/2006 16:17:55 [
komentarzy 19]
Komentuj
Hey!
No, nadrobiłam trochę opka, zacznie się robić ciekawie :) Dziwicie się dlaczego mówię że za 15 komów. Gdybym tak nie mówiła, komów wcale by nie było, albo były by....2. Ogółółem u mnie ok, zbieram dobre ocenki
- 5+ ze sprawdzianu z perzyrki.
- 6 z projektu z niemca.
Czyli jestem zdowolona. Miałam jechać na kanałowe, ale nie byłam tylko wymieniła mi fleczer i jadę za 2 tygodnie
Rozdział XXVI
Tym razem wybór Billa padł na "Psalm dla Ciebie". Szybko go nauczyłam, bo to pojętny chłopak.
Po dwóch dniach Bill wyprowadził się do siebie bo mieli przyjechać moi rodzice.
Właśnie się z nim żegnałam.
- Kiedy znów? - pytałam.
- Nie wiem, ale jak tylko nikigo nie będzie to przyjdę. Zadzwonię wieczorem. Papa kochanie - pocałował mnie w usta i wyszedł.
Machałam mu przez całą drogę do domu.
Godzinę później zjawili się rodzice.
- Cześć Karina! - powiedział tata.
- Hej. - odpowiedziałam.
- No i co tam? - zapytał.
- Dobrze, żyję. A babcia?
- Zaraz kiedy przyjechaliśmy zrobiło jej się lepiej, a dziś wyszła ze szpitala.
- O, to świetnie! - krzyknęłam.
- KARINA CHODŹ I SIĘ WYTŁUMACZ! - wrzeszczała mama z mojego pokoju.
Pobiegłam na górę.
- Tak? - zapytałam wpadając do pokoju.
- Co to jest?! - krzyczała pokazując mi koszulkę........Billa.
Miała też jego lakier do włosów.
- Chodź tu! - krzyknęła.
Podeszłam. Mama popatrzyła na mnie czujnie i zbliżyła się.
- Pachniesz męskimi perfumami! - krzyknęła. - A TO - zamachała koszulką Billa - nie jest twoje.
- Owszem, to nie moje - powiedziałam pewna siebie.
- Więc czyje? - zapytała.
- Eee.....Kolegi?
- Kolegi?! Tu nocował chłopak! - wrzeszczała.
- Nocował. - powiedziałam to już mniej pewnie.
- Kiedy, ile? Gdzie?!
- W sypialni obok..... - mruknęłam.
Mama wyszła z pokoju i poszła do sypialni w której nocował Bill.
- Karina! - wrzasnęła po pięciu minutach.
- Tak? - znów stawiłam się w sypialni.
- Tu był któryś z Kaulitzów! - powiedziała.
- Skąd wiesz? - zapytałam przerażona.
- TO mi podpowiedziało! - pomachała jakimś papierkiem.
Była to przywieszka z torby Billa na której był adres.
- I dowiem się który! Ubieraj się! - wrzasnęła na mnie.
Zeszłyśmy na dół i się ubrałyśmy, a później mama poprowadziła mnie do Kaulitzów.
- Cześć Simone! - powiedziała serdecznie mama widząc panią Kaulitz w drzwiach.
- O, cześć! Już wróciliście? - zapytała pani Kaulitz.
- Tak, i mam pewną sprawę do chłopców! - powiedziała stanowczo mama. - Przyprowadziłam winną.
- Jaką winną? - zapytała Simone.
- Jest tu ze..... - zaczęła mama i odwróciła się, ale mnie już tam nie było.
Byłam po drógiej stronie ogrodu Kaulitzów, wchodziłam przez kuchnię. Pani Kaulitz stała w drzwiach, zasłaniając mamie widok w domu. Wbiegłam na schody i pobiegłam do pokoju Billa. Zakpukałam.
- Proszę! - usłyszałam.
Weszłam.
- Cii.....Nie wrzeszcz tak! - szepnęłam.
- Co się stało? - zapytał cicho.
- Mama mnie wini że ktoś u mnie był. I przyprowadziła mnie żeby to wyjaśnić, ale zwiałam. Do Ciebie. - uśmiechnęłam się.
- A jeśli zabronią się nam spotykać? - zapytał przerażony.
- Nie. Nie mogą. A nawet jeśli, to choćbym miała uciec z domu, zawsze do Ciebie....
No i zaczęliśmy się całować. Już leżeliśmy na łóżku kiedy usłyszałam głos.
- Podobno tak jej nienawidzi..... - rozpoznałam w tym głos pani Kaulitz.
- A ona podobno go nie zosi..... - zaśmiała się mama.
Bill cały czas mocno mnie przytulał. Matki nakryły nas jak się całowaliśmy....
- A mówił że spędził tydzień u kolegi, a tymczasem był u was! - uśmiechnęła się pani Kaulitz.
- Tak mamo....To Bill był u nas przez tydzień. - przełknęłam głośno ślinę kiedy to mówiłam.
- Należy Ci się kara młoda damo! - krzyknęła mama.
- Ale nie zabroni pani się nam spotykać?! - krzyknął Bill. - Proszę, nie! Nie może pani tego zrobić!
- Spotykajcie się do woli. - powiedziała mama.
Nastąpiła wielka ulga. Cmoknęłam Billa w policzek, na co obie panie popatrzyły po sobie z uśmiechem.
- No co? - zapytał Bill.
- Nic, nic, ale Tobie i tak należy się kara.... - zaczęła swoją litanię mama.
- Oj, daj spokój! - mruknęła Simone. - Co powiesz na kawę?
I obie panie oddaliły się do kuchni.
- Widzisz, dorośli to dziwne istoty...... - powiedziałam.
- Może dobrze że nas nakryły? Przynajmniej wiedzą co się dzieje, a ty moja droga, uniknęłaś kary. - zaśmiał się.
- Masz rację! - posłałam mu uśmiech.
- Ale fajnie było......
- Może teraz zamieszkamy u Ciebie? Przytulnie tu masz.... - rozejrzałam się po pokoju.
- Chętnie, ale wiesz, u mnie jest brat i wogóle....
Przyznałam mu rację. W końcu i Tom by nas na czymś nakrył i dopiero by było.
Kiedy przyszła mama, przytulałam się z Billem i oglądaliśmy dopiski na jego rękopisach.
- O, a widzisz ten napis? - pytał mnie.
- "Kocham Karinkę" - przeczytałam. - To nowa piosenka?
- Taaaa....
- Kchem, kchem.... - usłyszałam.
- Tak mamo? - zapytałam kiedy zobaczyłam kto stoi w drzwiach.
- Idziemy do domu. - oświadczyła.
- Ale ja nie chcę! - krzyknęłam.
- Szatka na ciebie czeka. - powiedziała mama.
- Ojej, Sata! Przecież tydzień jej nie widziałam. - nie wiem czy pisałam ale pies pojechał z rodzicami.
Popatrzyłam jednak na Billa i zrozumiałam że poczół się jakby pies był dla mnie ważniejszy.
- Ale nie chcę iść. - oświadczyłam.
- Daję Ci 15 minut na pożegnanie. - powiedziała i zeszła na dół.
Oczywiście całowaliśmy się, przytulaliśmy i nie mogliśmy się rozstać. 15 minut przerodziło się w pół godziny.
- Do domu już! - wrzasnęłą mama wparowywując do pokoju Billa.
- Idę, idę...... - ostatni raz pocałowałam Billa i wyszłam.
Kiedy tylko mama schodziła po schodach, ja zawróciłam i otworzyłam drzwi do pokoju Billa i posłałam mu buziaka.
- Chodźże cholera jasna! - mówiła mama ciągnąc mnie po schodach.
- Mamoooooo........ - jęczałam. - Chcę zostać!
- Nie, idź do domu! - krzyknęła i wysłała mnie do domu, a sama została u Simone.
- Idź do domu, idź do domu...... - jęczałam kiedy szłam do domu.
Kiedy tylko weszłam naskoczył na mnie pies. Bawiłam się z nią chwilę, ale później poleciałam na górę do okna swojego pokoju. Bill już czekał u siebie. Pomachałam mu. On pomachał mi. Posłałam mu buziaka, a on zrobił to samo.
~~~
Notka dłuższa. Zadowoleni? Jak tak to 15 i następna

Kate 24/10/2006 16:55:38 [
komentarzy 18]
Komentuj
Dobra....
...nie chcę być "okrutna" i dodaję wam nocię:) Ale bardzo mozolnie wam szły te komentarze, mam nadzieje że tym razem pójdzie lepiej :)
Rozdział XXV
Obudziłam się następnego ranka. Bill jeszcze spał. Słodko się uśmiechał, musiło mu się śnić coś fajnego.
- Ja też Cię kocham..... - mruczał i wyciągnął ku mnie ręce.
Uśmiechnęłam się. Ten starszy odmemnie o rok chłopak, wyglądał jakby miał zaledwie dwa lata, wyciągając do mnie ręce, jak do matki, prosząc o wzięcie na ręce. Zbliżyłam się do niego i wtuliłam w ciepłe ciało. Uśmiechnął się błogo. Było mi tak dobrze....
Pół godziny później BIll otworzył oczy.
- Już nie śpisz? - zapytałam.
- Nie...A ty? - odparł.
- Głupie pytanie.....
- Racja. Ile czasu już się mi przyglądasz? - zapytał.
- Jakieś pół godziny. Ładnie się śmiałeś....Co Ci się śniło?
- Ty. - odparł z uśmiechem.
- Wiadomo - ja też posłałam mu uśmiech.
- Co dziś robimy? - zapytał.
- Nie wiem. Ale z tego co słyszę i - podniosłam się na łokciu - i widzę to pada.
- Uuuuu.....
- To świetnie! - zakrzyknęłam.
- Dlaczego?
- Bo jak pada to jest fajnie. Możne obejrzeć film, poczytać książkę.....
- Kim ty właściwie chcesz zostać? - zapytał obejmując mnie ramieniem.
- Ja? No cóż....Chodzi Ci o zawód? - zapytałam niepewnie.
-Tak. - odpowiedział.
- Albo farmaceutką, albo psychologiem. Ewentualnie historykiem.
- Lubisz się uczyć?
- Nie.... Dlaczego o to pytasz?
- Tak....sobie....
Coś uszczypnęło mnie w udo pod kołdrą.
- Ałć! - krzyknęłam. - Nie szczyp mnie!
- A dlaczego?
- A dlaczego tak?
- Tak jakoś.....
- Ja Ci dam tak jakoś, ja Ci dam tak jakoś! - wrzasnełam i poddusiłam go poduszką.
Kiedy odsunęłam poduszkę Bill udawał martwego. Uderzyłam go lekko z otwartej dłoni w twarz. Nic.
- O nie, zabiłam go! - wrzasnęłam chociaż wiedziałam że tylko się ze mną drażni. - Co ja teraz zrobię?! Tak go kochałam! Bill! Żyj, żyj! - potrząsnęłam nim gwałtownie. - Bill, obudź się.....
Musnęłąm go lekko w usta. Mimo tego że wciąż leżał sztywno, oddawał pocałunek.
- Wow, całowałam się z trupem! - powiedziałam.
- Dobra, dosyć udawania. - powiedział i podniósł się.
- O Boże, zombie!
- Doprowadzam Cię do porządku! - usłyszałam.
Uspokoiłam się i chciałam wstać.
- Czekaj! - przytrzymał mnie w pasie.
Nie wiem dlaczego, ale ogarnęło mnie bardzo przyjemne uczucie.
- Co? - zapytałam.
- Obejrzymy telwizję?
Wstałam, włączyłam telewizor i spowrotem władowałam się do łóżka. No cóż.....Oglądaliśmy kreskówki. Później Bill przełączył na VIVĘ. Leciało The Pussycat Dolls "Buttons". Nie mogłam się powstrzymać i wstałam z łóżka.
- Gdzie idziesz? - zapytał Bill znów mnie łapiąc.
Ja jednak nie zrobiłam sobie nic z tego co powiedział i odśpiewałam mu pierwszą zwrotkę piosenki w twarz. Na refrenie się wyrwałam i poszłam do szafki po jakieś ciuchy. Później tanecznym krokiem udałam się do łazienki.
Kiedy wyszłam leciało już Tokio Hotel "Rette Mich".
- Potrafiłabyś się tak schylić? - zapytał Bill.
- Jasne. - odparłam z prychnięciem.
- Wątpie....
- No to dawaj, kto się bardziej schyli! - krzyknęłam.
Bill schylał się pierwszy.
- NIeźle. - powiedziałam. - Ale potrafię lepiej.
I schyliłam się.
- Wow....... - usłyszałam.
- No cóż, potrafi się. Ale co powiesz na śniadanie? - zapytałam podnosząc się.
- Chętnie.... - odpowiedział łapiąc się za brzuch.
Zeszłam na dół i zanim Bill zdążył się ubrać i przygotować do życia śniadanie było gotowe. Zjedliśmy je, a później zaczęliśmy się zastanawiać co można robić skoro pada.
Bill wymyślił że na obiad pójdziemy do pizzeri, a ja że póki co obejrzę sobie film. Postanowiłam że będzie to "Piła". Oczywiście włączyłam w języku polskim, żeby zobaczyć czy jeszcze coś pamiętam. No, ale przysiadł się Bill i musiałam zmienić na niemiecki bo nic nie kumał po polsku.
Kiedy film się skończył Bill strzelił do mnie z zadziwiającą prośbą.
- Naucz mnie czegoś po polsku - poprosił.
- Co?! - krzyknęłam.
- Proszę, proszę, proszę.....
- No dobra, ale czego?
- Piosenki!
- Nauczę Cię "skrzydeł", chcesz? - zapytałam.
- Dobrze.
No więc zaczęła się nauka.
- Powtarzaj za mną. Ziemio.....
- Zemo
- Ziemio! Nie Zemo!
- NIe umiem powiedzieć pierwszej literki.
- Hmm..........
Po pewnym czasie Billowi udało się wymówić "ź" co spowodowało że nauczyłam go pierwszego wersu piosenki. Później, kiedy nauczył się już zwrotki przeszliśmy do refrenu.
- A teraz powtórz wszystko. - powiedziałam. - "Skrzydła na zawsze dla Ciebie, zawsze dla Ciebie w błękicie, bez skrzydeł świat nie istnieje, bez skrzydeł cóż to za życie."
Powtórzył.
- Ładnie. - powiedziałam. - Teraz zaśpiewaj czego się nauczyłeś.
Zaśpiewał.
- No, świetnie! Teraz druga zwrotka.
Po jakiejś godzinie Bill zaśpiewał całą piosenkę.
- Genialnie!
- Naucz mnie jeszcze czegoś! - krzyknął.
- Hm.......Jak wrócimy z obiadu.
- Dobra, idziemy na obiad!
Zagonił mnie żebym się ubrała, zaciągnął do pizzeri, zjedliśmy pizzę w ekspresowym tępie, bo Billowi się bardzo śpieszyło.
- Teraz do domu! - pociągnął mnie za rękę kiedy tylko zapłacił za pizzę. - Szybko, szybko!
~~~
I jak już głosi tradycja - 15 komów new nocia, ale byłoby mi bardzo miło, gdyby było ich więcej :p
Kate 22/10/2006 17:31:21 [
komentarzy 19]
Komentuj
Notka dodana trochę na szybko
Więc wybaczcie mi jej jakość i długość. W wakacja miałam trochę więcej czasu żeby pisać, ale w sobotę i niedzielą znów postaram się coś napisać

Tytułam uzupełnienia oczywiście. Jak narazie daję ostatnią z moich napisanych notek:
Rozdział XXIV
"Bill Kaulitz ostro imprezuje!"
Przeszukałam pół gazety, aż w końcu znalazłam żądaną stronę. Zaczęłąm czytać w myślach:
"Bill Kaulitz, lider znanego zespołu Tokio Hotel i jego ekipa ostro imprezują! NIe martwcie się fanki, nie byłą to impreza typu "na panienki" ale impreza suto zakrapiana alkocholem. Bill jak i reszta zespołu wyszedł z baru o czwartej nad ranem! Chłopcy skierowali się ku swoim domom jednak - nasz detektyw który śledził nasze gwiazdy zdał taki raport - bliźniacy nie weszli do jednego domu! Tom udał się do domu w którym bliźniacy mieszkają z matką, a Bill do domu obok! Z pewnego źródła wiemy, że przez wiele lat był to dom niezamieszkany, jednak od jakegoś czasu mieszka tutaj dziewczyna, około 16 lat. Czyżby Bill odnalazł swoją Wenus? Zapewne przekonamy się o tym już niedługo. Tymczasem chłopcy wiodą beztroskie życie w spokojnym Loitsche, w tym miesiącu nie grając już żadnych koncertów, zapewne będą przebywać u matki."
- No pięknie! - krzyknął Tom.
- Co? - zapytałam.
- Chodźmy stąd, wolę Cię odprowadzić, możemy być zaskoczeni, a Ciebie mogą jeszcze pobić!
- Co ty gadasz? - zapytałam zdezorientowana.
Nie wysilił się już na odpowiedź tylko pociągnął mnie za rękę. Szliśmy powoli, a kiedy doszliśmy do BahnhofstraBe zaczęliśmy się kryć.
- Tom, co my robimy? - zapytałam.
- Nic. Spójrz! - jęknął pokazując tłumek przed swoim domem.
- O cholera! - zaklnęłąm. - Chodź, przejdziesz przez płot u mnie.
Pociągnęłam go za rękę i pewnie wstąpiłam w tłum dziewczyn.
- Patrzcie, to Tom! - usłyszałam pisk.
Później nic już nie słyszałam bo wielki pisk dziewcząt mi nie pozwolił.
- CISZA! - ryknęłam a kiedy zamilkły dodałam. - Mam Kaulitza i nie zawacham się go użyć!
Powoli wycofałam się z Tomem za furtkę.
- Możesz iść - puściłam go.
- Dzięki, serio. - uśmiechnał się.
Patrzyłam jak trochę niezdarnie przełazi przez płot, a później znika w drzwiach swojego domu. Ja sama poszłam do siebie odprowadzana krzykami fanek.
- Uf.... - jęknęłam kiedy zamknęłam za sobą drzwi.
- Coś się stało? - zapytał Bill.
- Napad szalonych fanek.... - przetarłam czoło rękawem, zdjęłam kurtkę i buty.
Bill wyjrzał przez okno i stwierdził że mam rację. Żeczywiście przed domem kłębiła się masa dziewczyn.
- Załatwię to. - powiedział.
I wyszedł, a ja usłyszałam pisk fanek. Wrócił po 20 minutach.
- I co? - zapytałam.
- Sama zobacz. - oświadczył.
Wyjrzałam przez okno i ku mojemu zdziwnieniu stwierdziłam że dziewczyny się rozchodzą!
- Jak to zrobiłeś? - zapytałam.
- Mam swoje sposoby, wierz mi. - zaśmiał się.
Godzinę później zjedliśmy kolację.
Po kolacji usiedliśmy przy komputerze, spodziewając się zastać na skype dziewczyny. Według moich przypuszczeń były wszystkie trzy. Tym razem dzwoniłam do Olki.
- Hej Kariś! - usłyszałam.
- Słuchaj, zrobię konferęcje ok? Mam wam coś do powiedzenia. - oświadczyłam.
- No, spoko.....
- Cześć dziewczyny! - rzuciłam widząc że łączenie zostało zakończone.
- Heja! - usłyszałam odpowiedź.
- Słuchajcie, kto mi nie wierzy że chodzę z Billem? - zapytałam.
- Wybacz, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć.... - mruknęła Olka.
- No, to trochę dziwne..... - dorzuciła Angi.
- Zmiana na niemca dziewczyny. - oświadczyłam, bo przecież Bill nie rozumiał polskiego, a tym językiem się posługiwałyśmy.
- Ok.
- No to jak, chcecie go usłyszeć? - zapytałam z wyraźnym śmiechem w głosie.
- Dawaj!
- Proszę bardzo, Bill Kaulitz na żywo! - krzyknęłam.
- Co ja mam zrobić? - zapytał szeptem Bill tak żeby dziewczyny go nie słyszały.
- Zaśpiewaj coś! - mruknęłam.
Zaśpiewał refren "Frei im Freinen Fall".
- I jak, fajnie? - zapytałam.
- No, ale równie dobrze mogłaś to puścić z płyty...... - mruknęła ironicznie Olka.
- No to masz, gadaj z nim. - powiedziałam i podałam Billowi mikrofon.
- Cześć Bill. - powiedziała luzacko Marta.
- Hej yyyyyyy........Marta? - zapytał.
- Ta jest. - odparła. - Miło że zapamiętałeś.
- No to jak to w końcu jest? - zapytała Angela.
- Co? - odparł pytaniem na pytanie Bill.
- Chodzisz z tą Kariną czy nie? - zapytała ponownie.
- A co was to obchodzi?
- Bill chamie, chodzisz czy nie?! - krzyknęła Marta.
- Dobra, dobra, chodzę.....
- Kłamiesz..... - jeknęła Olka.
- Nie.... Karina! - krzyknął doniośle jakbym była no dole, a stałam przy nim.
Odczekałam parę sekund i krzyknęłam:
- Co się stało?
- Choć tu do mnie.
Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach.
- Dobra, teraz jest nas dwójka. - oświadczył zadowolony.
- Zajebiście... - usłyszałam.
- Taaa, to był sarkazm.
Gadalśmy ze sobą dość długo. W jednym momęcie zaczęliśmy się z Billem całować.
- No, dobra, słyszę że się całujecie..... - zaśmiała się Angela.
- Cicho, i tak Ci nie odpowiedzą..... - powiedziała Marta.
Jedną ręką wyłączyłam rozmowę, nie chcąc by się wszystkiemu przysłuchiwały....
O 23.00 położyliśmy się spać. Dzisiaj już razem, bez kłutni i sprzeczek....
Kate 19/10/2006 21:02:10 [
komentarzy 15]
Komentuj
Czego się dowiedziałam....
Wiem że notka miała być jeszcze za kilka komów, ale są dwie sprawy.
1. Mam nowego bloga i....(tu nowość) nie o TH! Tym razem z Angelą założyłyśmy blga o "Pile"
>KLIK<
2. W necie znalazłam bardzo ciekawą rzecz na temat chłopców...
Otóż jak podaje niemiecka gazeta Bild:
"Na ciekawym widowisku siedzi siedemnastolatek w kacie.
Maja po 17 lat. Chłopacy z Tokio Hotel błyszczą na scenie i sa obrzucani bielizną, choć to chyba im niewystarcza. Kwitkiem na to jest to, że Bill i Tom Kaulitz zastano w pewnym clubie na Porno- Party w Hamburgu.
Razem ze swoim menagerem bliźniaki odwiedzili "Saturday Porn Fever Party" w Hamburgu "Huhnerposten".
Pożądane dwie długowłose obnazone blondynki Vivian Schmitt i Jane Zaubermaus sprośnie calują sie po piersiach, wymieniają sie "sliną". Wodka- Koktajle robią kolejne rundy. Dośc juz zmęczeni tą zabawą i piciemi chłopcy siedzą w kącie. Nietylko ich fani są zszokowani tymi zdjęciami. także ochroniarze ogłaszaja alarm: "Przed osiemnastką chłopacy niemają prawa chodzić do nocnych clubów." Jane Zaubermaus dalej daje czadu na scenie. Bill pod koniec ledwo co miał otwarte oczy. Czy to z powodu show, czy moze Wodki?"
I wiecie co? Mnie się wydaje że to ten menager ich tam zaciągnął, jeżeli to prawda! Ale swoją drogą, to dla mnie dziwne...Niby nie powinno to wszystkich obchodzić, ale mają dopiero 17 lat i nie są pełnoletni! Owszem, wódka daje niezłego kopa i wogóle, ale wg. mnie to nie ma sęsu pić jej litrami i później leżeć na stole! Pozatym jakoś mi się nie chce wieżyć że to prawda, bo po pierwsze "Bild" to cos w stylu naszego polskiego "Faktu" a no i gdzie są fotki z tego klubu jak tam niby byli? Może i byli, trudno. To są chłopcy, a chłopców zawsze ciągnie ten "zakazany owoc". I tym razem takim owocem były nawzajem macające się babki...Żałosne...W odniesieniu do tych kobiet oczywiście. Ale jak dla mnie to bardziej Georg pasuje do scenariusza siedzenia w klubie ze striptizem. No cóż...Dla mnie to by było nic nie warte, wogóle, nie mogę powiedzieć że chłopcy są dla mnie wzorami. Owszem, lubię ich piosenki, ale nie mogę powiedzieć że we wszystkim ich naśladuję bo tego nie chcę! Papierosy i narkotyki to świństwo! Teraz może się wydawać że tak mówię a jak przyjdzie co do czego to "dawaj". Nie, nie...To niszczy życie, na początku masz odjazd, a później dołek...

Fotka na której to niby widać Billa w tym klubie. Tylko jakoś nie widzę żeby oni to obserwowali i równie dobrze, może to być tylko podpucha...
Kate 17/10/2006 18:36:31 [
komentarzy 8]
Komentuj
Tak....
....jak obiecałam jest nowa notka! Mam nadzieję ujrzeć pod nią kilkanaście komentarzy od różnych osób....
Rozdział XXIII
- Co się dzieje? - zapytałam uważnie się mu przyglądając.
- Widzisz, może Tobie odpowiada taka sytuacja, jednak mnie nie bardzo. - zaczął.
- Jaka sytuacja? - zapytałam zdezorientowana.
- W naszym związku.
- Coś Ci nie pasuje? Źle Ci ze mną?
- Nie, nie! Jesteś wspaniałą dziewczyną, jednak.....
- Tak?
- Brak u nas...
- Tak? Czego? - zapytałam z niepokojem.
- Brak czółości. Rozumiesz?
- Tak. Ale dlaczego?
- Widzisz, ja próbuję dawać ci całusy, przytulać cie, ale ty chyba tego nie chcesz....Czuję że masz duszę hm....że poprostu lepiej się czujesz bez czółości, a romantyka to nie twoja działka....
- Oj Bill, nawet nie wiesz jak się mylisz.....
- Mylę się?
- Tak, nawet nie wiesz jakie wrażenie zrobiłeś na mnie tymi przeprosinami! To było takie śliczne! Mama Cię chyba zabije za ten trawnik?
- Haha, nie, skoszę go do końca! - zaśmiał się.
- Znalazłeś tu coś ciekawego? - zapytałam rozglądając się po moim pokoju.
- Tak. - powiedział dziwnie zadowolony.
- Co?
Podszedł do szuflady z bielizną. Wyciągnął z niej czarne, koronkowe stringi.
- Fajne..... - oświadczył pokazując mi je.
- Dawaj! - krzyknęłam.
- Nie!
Podeszłam do niego.
- Daj!
- Nie!
- No daj....
- A co będę z tego mieć?
- Eeee.....A co chcesz?
- No to tak. Chciałbym mieć własny dom, ładny samochód, piękną żonę, miękkie łóżko.... - zaczął wyliczać.
- Dość. Nie o to mi chodzi. - przerwałam mu szybko.
- A o co? - zapytał choć napewno dobrze wiedział o co mi chodzi.
- O coś co mogę Ci dać realnie.
- Ależ możesz mi to wszystko dać! Wystarczy tylko poczekać kilka lat, a później.... - zaczął śmiejąc się.
- Kontynuuj.
- Miękkie łóżko wybierzemy razem, ładny samochód i dom też....
- A piękna żona? Nie pomogę Ci w wyborze, bo będzie mi smutno.... - zrobiłam smutną minkę.
- Dlaczego?
- Bo Cię kocham!
- Ale to o Ciebie chodzi! Ale możesz powtórzyć? - zapytał.
- K O C H A M C I Ę - przeliterowałam. - A teraz daj mi to. - dodałam.
- Proszę. - podał mi bieliznę a ja schowałam ją do szuflady.
- Idę na spacer. - powiedziałam.
- A ja? - zapytał. - Ja mogę iść?
- Nie. Idę sama, a ty się tu rządź.
Zanim zdążył coś powiedzieć pocałowałam go na pożegnanie, zeszłam na dół i włożyłam trampki. Zanim zdążył mnie zatrzymać wybiegłam z domu.
Szłam powoli, ptaki śpiewały, ale mimo to zbierało się na deszcz. Czuć było panującą wszędzie późną jesień i zbliżającą się zimę. Było trochę zimno, więc przed wyjściem chwyciłam polarowy płaszczyk który szybko założyłam. Spokojnie kierowałam się ku parkowi. Przeszłam koło domu Kaulitzów. Minęłam dom Mandy i kiosk z gazetami....Minęłam, ale coś przykuło moją uwagę i wróciłam się. Pogrzebałam w kieszeniach. Udało mi się z tego uzbierać 10 euro. BRAVO kosztowało 2. Na okładce widniała twarz Billa a pod nią wielki tytuł który to właśnie przykuł moją uwagę.
- Poproszę BRAVO - powiedziałam do kobiety sprzedającej w kiosku.
- Proszę. - podała mi gazetę. - 2 euro.
- Proszę bardzo. - dałam jej pieniądze i odeszłam.
Postanowiłam że gazetę przeczytam w parku, tak więc przyśpieszyłam kroku i po 5 minutach byłam w parku.
Zaczęłam szukać wolnej ławki, jednak nie było to trudne zadanie ponieważ ludzie zaczynali schodzić się do domów, zapowiadało się na deszcz.
Usiadłam na jednej z wielu wolnych ławek pod kasztanowcem z którego już sypały się liście, a kasztany leżały pod moimi nogami. Chwyciłam jeden i mocno ścisnęłam w ręce. Bałam się tego co mogę ujrzeć w artykule.
- Cześć... - usłyszałam cichy głos z tyłu.
Odwróciłam się. Za mną stał Tom.
- Cześć. - odparłam.
- Nie spodziewałem się że Cię tu dzisaj spotkać i to samą.... - zaczął przysiadając się.
- A, wyszłam sobie. Bill został w domu. A ty, co tu robisz? - zapytałam go.
- Mam już dość siedzenia na tyłku. Nie mogę wiecznie leżeć na kanapie.
Roześmiałam się, co najwyraźniej sprawiło mu przyjemność.
- Bill uważa że mam w sobie mało romanyzmu. - powiedziałam nagle.
- Bill to palant. Nie wie co mówi, tak naprawdę jesteś bardzo romantyczna i bardzo śliczna.....to znaczy bardzo inteligentna. - poprawił się.
- Hahaha. Dobra, nie musisz się kryć, oboje wiemy że Ci się podobam.
- Masz rację. A co z odpowiedzią na mojego smsa? - zapytał pełen nadzieji.
- Wybacz ale.....Związałam się z Billem, jeśli coś będzie nie tak, jeśli się rozejdziemy, wtedy będę mogła w spokoju pomyśleć o Tobie....
- Rozumiem. Wybacz, narzuciłem się.
- Bill oświadczył że powyrywa Ci nogi z dupy. - znów się zaśmiałam.
- Żebym ja mu nie powyrywał! A co tam masz? - zapytał zauważając najwyraźniej że trzymam w rękach gazetę.
- A, to tylko BRAVO. - pokazałam mu okładkę.
- O, widzę że jest coś o nas! - zaciekawił się. - Ciekawy tytuł.
Odczytał tytuł który głosił:
~~~
Co głosił tytuł o tym w następnej notce, a tymczasem czekam na wasze komentarze!
Kate 15/10/2006 12:02:27 [
komentarzy 12]
Komentuj
Słuchajcie...
....zaliczam tylko 12 komów! Takie osoby jak:
*Gonia
*Kat
*Ble ble
*Miśka
*Heh
*Kasia
*Poprostu super
*Aśka
*Asiulka
*Ja i ty
To jedna i ta sama osoba! Daltego zaliczam tylko jeden kom. Naprawdę nie ma sensu marnować czasu na zostawianie mi komów, bo ja i tak wiem że to ta sama osoba, to da się poznać po IP....

Ostatnio w mojej klasie jest mania na film "Piła" i "Piła II". Jak się dowiedzieliśmy że w Halloween ma być "Piła III" odrazu umówiłam się z dziewczynami do kina na ten filmik. A tu plakacik promujący:

Kate 14/10/2006 20:04:42 [
komentarzy 6]
Komentuj